Generation Iron

Dziś również dokument zamiast fabuły. Generation Iron to film naprawdę wart zobaczenia. To nic, że opowiada o grupie muskularnych panów przygotowujących się do najbardziej prestiżowego konkursu kulturystycznego, czyli do Mister Olimpia. Nawet jeśli nigdy nie byliście na siłowni, a mijani na ulicy faceci z grubymi karkami i w dresie budzą w was tylko negatywne uczucia, warto przeprowadzić na sobie eksperyment psychologiczny i spróbować z otwartym umysłem rozumieć co kryje się w głowach mężczyzn, którzy rzeźbią swoje ciała niczym rzeźbiarze. W Generation Iron kulturystyka jest sztuką, ale też sposobem życia, formą psychoterapii oraz źródłem dochodu i naprawdę można sobie tylko życzyć, żeby każdy człowiek podchodził do tego co robi tak poważnie jak ci pakerzy do pompowania mięśni.

Film Vlada Yudima jest zapisem osobistych historii kilku uczestników zawodów Mister Olimpia w 2012 roku. Mamy panów z różnych miejsc świata, reprezentujących różne style treningu i mających zupełnie odmienne motywacje. Jeden trenuje sam, inny powierza swój los trenerce o pseudonimie Babcia. Jest facet, który skupia się na naukowym podejściu i wynikach badań laboratoryjnych, taki, który wierzy w ból i ciężką pracę oraz mistrz broniący tytułu, który twierdzi, że wygrywa dzięki wyjątkowemu talentowi (normalnie ulubieniec bogów). Jest dramatyzm, jest akcja, są wreszcie wyraziści bohaterowie, czyli mamy wszystko by powstała ciekawa opowieść.

Naprawdę się tego nie spodziewałam, ale wciągnęły mnie te wątki. Nie sądziłam, że mogę podziwiać kogoś, z kim nie mam absolutnie nic wspólnego. Ja większość doby spędzam czytając na kanapie lub oglądając filmy, a z wysiłku fizycznego toleruję tylko spacery i domowe porządki. Nie zawsze jednak tak było i zanim uszkodziłam sobie różne części ciała, próbowałam intensywnie wpłynąć na swój wygląd. Moje, w porównaniu z bohaterami filmu, bardzo niewielkie starania, wiązały się z osiąganiem szczytów samozaparcia i z wielkim bólem. Dlatego też tak bardzo ich podziwiam. Codzienne ćwiczenia obciążające nie tylko mięśnie, ale i kości oraz większość organów, specjalna restrykcyjna dieta i przeogromna presja. Już nikomu nie wystarcza, że będą po prostu dobrze zbudowanymi, przystojnymi facetami. Widownia i sędziowie oczekują ekstremów, dlatego kulturyści zamieniają się w potwory, które uczernione specjalnym mazidłem przypominają nie greckie rzeźby (jak dawniej Arnold) a raczej specjalne hodowlane byki, które na skutek mutacji genetycznej mają podwójny zestaw mięśni (naprawdę jest coś takiego).

Kai Greene IFBB 2009 Australia
Kai Greene (Photo by www.localfitness.com.au)

Najbardziej poruszyła mnie historia Kaia Greene’a, który otwarcie mówi o swojej mrocznej przeszłości byłego kryminalisty pochodzącego z nizin społecznych. Jemu autentycznie kulturystyka uratowała życie. Kai bardzo mnie wzrusza, ponieważ oprócz występów na zawodach i wyciskania na siłowni, sporą część czasu poświęca także na malowanie i studiowanie swoich póz, a także prezentowanie muskulatury w miejscach publicznych takich jak metro. Ten człowiek dosłownie żyje swoją pasją i zupełnie słusznie nazywa siebie artystą. Jemu w zawodach kibicowałam najbardziej, ale wszyscy pozostali też dają się lubić. Nie wiem dlaczego, ale byłam naprawdę zaskoczona, że mają rodziny, są czasem bardzo wrażliwi, a momentami potrzebują mocnego wsparcia od rodziny, przyjaciół i trenerów. To wcale nie faceci z żelaza, a raczej chłopcy, którym bardzo zależy na pokazaniu ile są naprawdę warci. Wygrana w Mister Olimpia staje się z tej perspektywy nagrodą dla tego, kto poświęcił najwięcej, komu zależało najbardziej.

Wielu widzów zapewne dostrzeże w tej pogoni za nieosiągalnym ideałem symptom poważnej choroby. Od niedawna wiemy, że obok anoreksji istnieje także bardzo męska choroba psychiczna zwana bigoreksją. Jakby się ktoś uparł, to z pewnością można by pozamykać tych chłopaków, ale wtedy wraz z nimi powinno się skierować na leczenie wszystkie modelki i kobiety obsesyjnie dbające o wygląd (z fitnesserkami na czele). Chodzi mi o to, że to co robią kulturyści by osiągnąć ,,ideał” jest pewnym wyznacznikiem tego jak zmieniają się współcześnie kanony estetyczne i jak dużą presję czują przez to szczególnie podatne osobniki.

Po filmie Generation Iron pomyślimy dwa razy zanim wyśmiejemy pakera. W sumie dlaczego ich pasja ma być gorsza od innych? Dlaczego chłopak, który chce stać się najlepszą wersją samego siebie, a nie za bardzo ma głowę do nauki czy interesów, nie miałby korzystać z jedynej rzeczy na którą ma wpływ, czyli ze swojego ciała? Szacunek, jak każdemu sportowcowi, należy im się także za szczególny rodzaj inteligencji i wyczucia, dzięki którym dogłębnie zbadali tajniki swojego ciała. To niesamowite, że te poważne chłopaki potrafią przeliczać gramy białka na kilogram masy szybciej niż modelki przeliczają kalorie.

Oprócz uwrażliwiania społeczeństwa, cennych wypowiedzi na temat zdrowia, motywacji i sterydów, wielu fanów będzie zapewne szczęśliwych z powodu pokazania się w tej produkcji wielkiego Arnolda i Ronnie’go Colemana, którzy komentują zawody. Jeśli podobało wam się Pumping Iron, to Generation Iron też przypadnie wam do gustu. Jedynym słabym aspektem tego dokumentu jest dla mnie komentujący zza kadru Mickey Rourke, który czyta tak patetyczne teksty, że momentami sceny poważne stają się wręcz histerycznie śmieszne przez nadmiar wydumanej podniosłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *