Flash Gordon (wpis gościnny)

Flash Gordon / QueenMiałem dużo frajdy dopasowując znane do tej pory tylko ze ścieżki dźwiękowej frazy „Flash Gordon approaching!” czy „What do you mean Flash Gordon approaching?” do obrazów. Nabrały wtedy głębszego sensu. (Zawsze zastanawiał mnie też wschodni akcent kosmitów.) Po ponad 30 latach od premiery tego przedziwnego dzieła zdecydowałem się na ryzykowny krok obejrzenia go i nie żałuję. Choć trzeba przyznać, że jest to produkcja dla koneserów science-fiction i fantasy (gatunki się tu zacierają). Zwłaszcza, że czas nie działa na korzyść kostiumów, scenografii i scenariusza. Dzieje się tu wiele niedorzecznych historii: są kosmici na jastrzębiach, lasery, zły władca, który dla zabawy chce zniszczyć Ziemię, no i oczywiście superbohater w postaci Flasha Gordona oraz wątek miłosny połączony z dramatem, który bardzo ładnie obrazuje cytat z filmu: „Flash, Flash, I love you, but we only have fourteen hours to save the Earth!”.

Fabuła jest banalna. Naukowiec Hans Zarkov (nikt tutaj nie nazywa się normalnie) z futbolistą Flashem Gordonem i Dale Arden ruszają w kapsule ratować świat przed okrutnym imperatorem Mingiem. Na planecie Mongo zostają pojmani i uwięzieni, ale dzięki sprytnym zbiegom okoliczności (i pięknej córce Minga, Aurze), udaje im się uciec, znaleźć popleczników i zniszczyć okrutnego władcę tłamszącego dziwaczne rasy wszechświata.

Na ekranie pojawiają się przedziwne postacie: książę Barin (Timothy Dalton), książę Wultan, książę Arborian, Klytus oraz przedstawiciele ras Jastrzębi, Krasnoludów, Azuriańczyków, Ardentiańczyków itd. Wszyscy ubrani naprawdę przedziwnie, kolorowo i plastikowo, a dziewczęta oczywiście w bikini z dużą ilością badziewia na głowach. Dziwactw jest tu tyle, że po pewnym momencie wszystko to może nużyć. Całości nie ratuje nawet muzyka Queen, chociaż w filmie brzmi lepiej niż słuchana oddzielnie. Niby specjalnie miało być kiczowato i kolorowo, bo pierwowzorem był komiks, ale jakoś nie wyszło. Nawet krytycy z w roku 1980 to zauważyli. I piszę to jako osoba naprawdę przychylna.

Ale mimo tego, co napisałem uważam, że warto poświęcić te półtorej godziny. Może lepiej wcześniej coś wypić, żeby lżej wchodziło. Na poważnie się nie da.

(Darek)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *