Anna Broda, Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej

Nie ma co udawać, że nie jest to literatura kobieca, bo trzeba być kobietą (i to najlepiej 30+) by zrozumieć i w pełni docenić liczne odniesienia do serialu Przyjaciele czy do Seksu w wielkim mieście. Panowie nie będą też w stanie raczej wczuć się w sytuację niepewnej siebie fajtłapy, która niczym bliźniaczka Bridget Jones, złapała swego księcia i teraz nie wie, co z tym szczęściem zrobić. I choć lektura jest lekka, zabawna i kobieca, nie znaczy to, że nie jest inteligentna czy zaskakująca. Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej to idealna książka na lato, choć o samej Dagny P. jest tu niestety niewiele, co chyba najbardziej mi przeszkadzało, bo wiązałam spore nadzieje z tytułem :)

Któż by nie chciał mieszkać w Krakowie?

Marta jest absolwentką polonistyki, czyli, jak to często bywa w dzisiejszych czasach, także bezrobotną, byłą pracownicą call center i aspirującą pisarką. Niestety, tak się jakoś złożyło, że aż dwanaście wydawnictw odrzuciło jej powieść, choć zupełnie nie rozumiem dlaczego. Co złego może być w kryminale zatytułowanym Leprechaun z kromlechów Lisseyviggeen? Najważniejsze jednak, że dziewczyna się nie zraża i już pracuje nad kolejną powieścią, w międzyczasie przejadając ostatnie złotówki w warszawskim mieszkaniu swojego chłopaka, wschodzącej gwiazdy polskich mediów. Andrew (choć mógłby być Olivierem) jest wnukiem polskich emigrantów, który przyjechał z USA i oszołomił Polaków swym nienagannym stylem i manierami. Właściciel agencji pr-owej, ceniony bloger, a niedługo też gospodarz lifestylowego programu w TV, zachowuje się i wygląda jak ktoś z zupełnie innej bajki i sama Marta często zastanawia się, co ktoś taki jak on robi z kimś takim jak ona. W punkcie wyjścia tej historii Marta nie ma pracy, mieszkania, wydanej książki ani oszczędności (te poszły na upojny wyjazd z ukochanym do Nowego Jorku), jest w depresji i ma poważne problemy z ogarnięciem codziennych spraw. Do tego zaczyna się bardzo martwić o swój związek, bo wszystko wskazuje na to, że Andrew zaraz przejrzy na oczy i zobaczy w królewnie żabę. Potem jest już tylko gorzej, gdyż Marta jest zmuszona pojechać do Krakowa na pogrzeb ojca, którego nie widziała od dzieciństwa, gdyż ten zostawił rodzinę i zniknął bez śladu. W Krakowie nasza bohaterka musi stawić czoła nie tylko pamięci ojca, ale też kłopotom związanym z jego doczesnym dobytkiem, czyli z mieszkaniem i pewnym specyficznym osiedlowym sklepikiem. Czas pokaże, czy użeranie się z tym wszystkim to tylko sterta nieszczęść, czy może droga do rozwiązanie wszystkich problemów.

Bohaterów tej powieści, czyli Martę i jej bliskich, można by opisać na wiele sposobów, ale najkrócej wszystkie osoby tego familijnego dramatu określa sama bohaterka:

„Martwy dzieciorób. Ukrywający się przestępca. Nastoletnia samotna matka. Artystka znana głównie z równo pokrojonego salcesonu”.

Bardzo oryginalna gromadka, trzeba przyznać.

Na to wszystko nakłada się specyficzny klimat Krakowa, miasta, którym zdają się zachwycać niemal wszyscy poza Martą. Jeśli wątpicie w to, co może się komuś nie podobać w tym tchnącym duchem historii miejscu, koniecznie przeczytajcie tę powieść, a zrozumiecie niedolę krakusów.

Boginie w kuchni

Przyznam, że bawiłam się doskonale śledząc wypadki z życia zakręconej Marty, a szczególnie to wszystko, co wiązało się z pracą Andrew. Młody i przystojny celebryta, influencer jak się przyjęło nazywać takie osoby, jest ofiarą własnej wspaniałości, przekomicznym tworem z telewizji, który żyje tylko po to, by spełniać wyobrażenia swoich widzów i czytelników, no i oczywiście by nie zawieźć reklamodawców, bo to oni trzęsą przecież mediami i blogosferą. Obca w tym świecie Marta nie rozumie jak ten świat działa, przez co wydaje się wszystkim bardzo egzotyczna. Szczególnie śmieszne jest to, jak za namową chłopaka, próbuje przekłuć swoją dawną pasję do biografii Dagny Przybyszewskiej na kasowy sukces marketingowego wizerunku zaprogramowanego przez Andrew. Nagle okazuje się, że w krakowskiej legendzie chodzi głównie o to, by nosić dziwne stroje, jeździć dorożką i być „artystycznym”. Dobrze, że poczucie humoru Marty pozwala jej jakoś to znieść.

„Marta weszła do sklepu otulona w czarną cienką pelerynę, która – według Topoli – miała upodobnić ją do Dagny Juel Przybyszewskiej. Zdaniem Marty (i zapewne reszty ludzkości) nadawała jej wygląd osoby, która obejrzała cykl o Gotham City o jeden raz za dużo”.

Podobnych przejawów specyficznego poczucia humoru jest w tej książce więcej, dzięki czemu cała fabuła, choć ma ciężki temat, wydaje się być dość lekka i przystępna dla czytelnika.

Nic to jednak w porównaniu z prawdziwą pasją pisarki. Na okładce możemy przeczytać, że Anna Broda jest panią socjolog, pasjonującą się kulinariami, a w szczególności historią kuchni polskiej. Ku jedzeniu ciąży cała ta fabuła i to jedzenie jest tutaj jądrem wszechrzeczy. W środku największej życiowej zawieruchy, nasza bohaterka i jej dwie przypadkowe towarzyszki (nastolatka i seniorka) znajdują się w kuchni, niczym w cichym oku cyklony. W środku starej krakowskiej willi, czując dech całych pokoleń gospodyń na plecach, oddają się kuchennej medytacji połączonej z morderczym wysiłkiem przy rondlach, blachach i palnikach. Czytając fantastyczne opisy wyrobu ciast, smażenia konfitur czy pieczenia chleba, można poczuć głębszą kobieca więź z postaciami, które, tak jak każda z nas (choć raz w życiu przed świętami), zamykają się w kuchni by dopełnić pradawnych rytuałów. Bardzo mi się to spodobało i mam wrażenie, że wiele moich rówieśniczek byłoby podobnego zdania co ja, że w uwielbieniu kultowych Przyjaciół i Seksu w wielkim mieście, jesteśmy do siebie podobne globalnie, ale ta kuchenna alchemia jest specyficznie polskim skarbem, który należy pielęgnować także w literaturze.

Polecam Teorię zakalca Dagny Przybyszewskiej na poprawę humoru, ale przede wszystkim na odnalezienie zagubionej gdzieś inspiracji do bycia współczesną domową boginią.

2 thoughts on “Anna Broda, Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej

  • Czerwiec 19, 2017 at 11:12 am
    Permalink

    Ale mi sie spodobala recenzje! Jutro jade na wakacje i sprawie sobie te ksiazke na kocykowy odpoczynek.
    Cytat o pelerynie i o Gotham City ostatecznie mnie przekonal:)
    Pozdrowienia!

    Reply
  • Czerwiec 20, 2017 at 5:17 pm
    Permalink

    Cieszę się bardzo, że moja notka okazała się pomocna :)
    Aż za dobrze wiem jak trudno znaleźć odpowiednio lekką, ale i nie przesadnie płochą, lekturę kocykową.
    Serdeczności!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *