Patrycja Pelica, Ritterowie

Ta mazurska saga rodzinna jest dość nietypowym rozliczeniem z czasami wojny i z poplątanymi losami Polaków niemieckiego pochodzenia, zamieszkujących tereny byłych Prus. Zaskakujące jest samo miejsce, gdyż przywykliśmy przecież do opowieści o drugiej wojnie światowej z zupełnie innych niż Mazury terenów Polski. Dla mnie osobiście to nieodkryty ląd literacki. Niezwykły jest też styl, w jakim Pelica snuje swoją opowieść, pełen metafor i porównań, onirycznych wizji i przede wszystkim przesycony melancholią i miłością do tych surowych i pięknych terenów. Nie jest to oczywiście lektura dla wszystkich, gdyż Ritterowie to powieść wymagająca od czytelnika cierpliwości i przyjęcia osobliwych zasad gry, ale zapewniam, że zagranie w tę prozę się opłaci. Zanurzenie się w ten poetycki świat, pełen zmysłowych doznań i bardzo charakterystycznych postaci, jest prawdziwą czytelniczą przyjemnością.

Dzisiaj i Wczoraj

Akcja Ritterów rozpoczyna się od Dzisiaj, kiedy to do małej wioski, oddalonej o 40 kilometrów od Olsztyna, przyjeżdża z Niemiec młoda kobieta o imieniu Anna. Jest ona ostatnią z wielu Ann Ritter, jakie od lat 20. XX wieku zamieszkiwały tutejszą protestancką parafię. Przodkiem Anny był Martin Ritter, niezwykły pastor, który w roku 1920 przybył na Mazury wraz z żoną Grete i dał tu początek nowej historii stosunków polsko-niemieckich.

Z początku zadziwiający wydaje się fakt wyboru przez autorkę narratora tej opowieści, gdyż nie jest nim Anna, choć jej wkład w opowiadanie dziejów rodziny jest znaczny, lecz mieszkający na Mazurach od urodzenia Marcin, bokser, w którym tli się zalążek przyszłego pisarza. Bokser zaprzyjaźnia się z przybyszką z Niemiec szukającą swoich korzeni, a z ich pasjonujących rozmów i wędrówek po opuszczonych pomieszczeniach dawnej parafii, wyłaniają się portrety wszystkich poprzednich mieszkańców tego miejsca.

Poznajemy bliżej przede wszystkim nestora rodu, Martina, który jest najbardziej pracowitym i żywotnym pastorem, jakiego tylko można sobie wyobrazić. Jego życie przepełnione było wielkim bólem, związanym z odejściem ukochanej żony Grete, ale też miłością do syna Helmutha i jego potomków. Od czasów przedwojennych aż do dnia dzisiejszego pojawiały się na plebanii (a także w pobliskim zborze i na cmentarzu) kolejne wersje Helmuthów i Martinów, refleksyjnych, zamyślonych filozofów, a także Ann, pięknych i namiętnych, pałających miłością do dzikiej przyrody i specyficznego mazurskiego klimatu. Każdy z opisywanych przez boksera Ritterów ma inną funkcję do spełnienia: jeden przeprowadza nas przez koszmar wojny, której jednym z frontów jest Gdańsk, inny jest znakomicie radzącym sobie w PRL-u aktorem, a życie ich wszystkich naznaczone jest krótkotrwałym szczęściem i następującymi po nim tragediami. Niemal wszystkie ogniwa tego genetycznego łańcucha splata Martin, którego momentami podejrzewałam nawet o to, że jest nieśmiertelny (choć ta proza to zdecydowanie realizm magiczny, a nie fantastyka). Warto dotrwać z nim aż po kres tej skomplikowanej fabuły, choćby po to by wreszcie poznać tajemnicę, która wypędziła go z Allenstein i zaważyła na losach całego rodu.

Rycerz, Śmierć i Diabeł

Prawdopodobnie dla każdego czytelnika ta saga rodzinna będzie miała trochę inne znacznie, w zależności od jego wieku, miejsca zamieszkania i doświadczenia życiowego. Ja na pewno zapamiętam najdłużej cyklicznie pojawiające się w opowieści rozważania nad ryciną Dürera pt. Rycerz, Śmierć i Diabeł, która od początku towarzyszyła Martinowi na plebanii i w której zdają się być zaklęte jego wszystkie złożone oblicza i losy. To naprawdę ciekawa medytacja nad dziełem sztuki, które od wieków zyskuje nowe odczytania.

Ritterowie to także szczery, a nawet momentalnie okrutny, zapis wzajemnych relacji różnych grup. Na przestrzeni wieków protestantom i katolikom różnie się na Mazurach układało, podobnie jak Niemcom i Polakom w czasie wojny i w dekadach po niej. Autorka jest z nami bardzo szczera, opisując zarówno dobre jak i złe cechy przedstawicieli wszystkich grup. Po lekturze tej powieści zapewne niejeden czytelnik będzie zadawał sobie długo pytania, na przykład o to, co powinien zrobić w czasie wojny Niemiec mieszkający wśród Polaków, którego Rzesza wzywa do wojska, albo czy pastor protestancki, napadnięty przez rosyjskich żołnierzy, powinien pokornie nadstawić nie tylko drugi policzek, ale i gardło, czy raczej, jak każdy mężczyzna, powinien bronić domu i rodziny.

Do mojej czytelniczej wyobraźni bardzo też przemawia to, w jaki sposób Wczoraj splata się z Dziś, jak Ritterowie, dzięki pisarskiemu talentowi młodego boksera, powstają z martwych by jeszcze raz dać świadectwo swojego istnienia. Jest tu też coś, co zawsze sprawia mi wielką przyjemność, czyli opisy codziennych rytuałów, prostych czynności takich jak picie kawy (kawa jest najważniejszym czynnikiem spajającym domostwo Martina), praca na roli, robienie owocowych nalewek czy żmudne pisanie kazań. Przetykane dramatycznymi narodzinami i nie mniej dramatycznymi zgonami żywoty Ritterów, splatają się w magicznym kręgu życia i wraz z losami innym rodzin, stanowią mozaikę skomplikowanych polskich dziejów dwudziestego wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *