Literatura od kuchni Bogusława Deptuły

Bardziej niż czytać książki kocham tylko jeść. Jak każda wiecznie odchudzająca się osoba płci żeńskiej mam bardzo nabożny stosunek do kulinariów, co przekłada się na całe moje życie, a na odbiór sztuki w szczególności. Już jakiś czas temu zaczęłam przyłapywać się na tym, że nawet w bardzo nieciekawych książkach czy filmach jestem w stanie dopatrzyć się czegoś pasjonującego o ile jest tam mowa o jedzeniu. Dlatego też z szaloną radością pochłonęłam Literaturę od kuchni, znajdując przy tym w autorze prawdziwą literacką bratnią duszę.

Książka ta jest tak wielka przyjemnością dla umysłu i podniebienia, że jestem pełna wręcz nabożnej czci dla jej autora za umiejętność wyczarowania w wyobraźni czytelników aż tak zmysłowych wrażeń. To literackie spotkanie uzmysłowiło mi też smutna prawdę o tym, że nigdy już nie zostanę takim normalnym, prawdziwym, poważnym krytykiem literackim. Nigdy nie uda mi się zdobyć takiej erudycji i doświadczenia w obcowaniu z najbardziej wyrafinowanymi wykwitami kultury europejskiej i światowej. Cóż, jakoś muszę się z tym pogodzić i zostać na swoim poletku, a tymczasem mogę oddawać się dzikiej przyjemności związanej z niezwykłym faktem, że ktoś wykonał za mnie najcięższą pracę, tzn. wybrał z klasycznych i mniej klasycznych, znanych i już zapomnianych książek (głównie polskich i francuskich, hurra!) informacje na temat potraw konsumowanych przez występujących w nich bohaterów. Z wypiekami na twarzy czytałam o włoskich i francuskich ucztach, oraz o skromnych daniach powieściowych i wierszowych biedaków. Znajdzie się tu coś dla każdego czytelnika, niezależnie od jego gustu kulinarnego. Mamy menu kanoniczne, kryminalne, erotyczne czy awangardowe. Sąsiadują ze sobą na kartach tego tomu tacy autorzy jak: Szymborska, Hemingway, Proust (oczywiście), Hrabal, Mendelsztam i wielu innych wielkich czy choćby oryginalnych i smakowo ciekawych pisarzy. Nie jest to jednak jedynie omówienie i literacka analiza. Dla spragnionych wrażeń jest też kącik Zrób to sam, a w nim pan Deptuła podaje przepisy na własną wersję jakiegoś zainspirowanego konkretną lekturą dania. Od razu zaznaczę, że przepisy nie są skomplikowane ani szczególnie pracochłonne. Nie ma w nich także wymyślnych i zupełnie niedostępnych u nas składników (nawet z owadzim dyskontem da się większość z tego przygotować w domu). Odkąd zetknęłam się z Literaturą od kuchni moją wyobraźnię nawiedzają magdalenki, rurki z kremem, kruche szarlotki, a nawet coś tak obcego mojej leniwej i wegetariańskiej naturze jak owoce morza. Ta książka ma zaprawdę potężną moc.

Teksty zawarte w tym tomie to zbiór felietonów kulturalnych pisanych przez Bogusława Deptułę dla internetowego czasopisma dwutygodnik.com i prócz fachowej wiedzy gastronomicznej (zazdroszczę wiedzy i kulinarnych umiejętności) są przede wszystkim krytyczną analizą oraz przypomnieniem wielkich i kuriozalnych utworów literackich, często pochodzących z zakurzonej i pokrytej pajęczynami historii literatury. Jest to nowe i świeże spojrzenie na to, jak wiele różnych funkcji może pełnić ponadczasowa kultura. Studiując filologię polską marzyłam o czytaniu właśnie takich tekstów krytycznoliterackich (już nie wspomnę z jakimi sucharami przyszło nam walczyć zamiast tego). To na takich książkach jak Literatura od kuchni powinny się kształcić przyszłe pokolenia moli książkowych (i smakoszy). Z tym tomem wzbudzenie w młodych umysłach, ale także w nieco starszych, ochoty na obcowanie z wysoką literaturą i snobowania się na nią, nie byłoby wcale trudnym zadaniem.

Koniecznie muszę tęż napisać o tym, że książka pana Deptuły jest sama w sobie dziełem sztuki i ogromna przyjemnością dla oczu. Dawno nie widziałam czegoś tak starannie i pomysłowo wydanego. Szczególnie podobają mi się staromodne i melancholijne ilustracje.

Literatura od kuchni zainspirowała mnie nie tylko do gotowania, ale też do stworzenia nowego działu na blogu. Odtąd w kąciku gastronomicznym pojawiać się będą moje (jak zwykle subiektywne) uwagi i obserwacje na temat najciekawszych spożywczych momentów w filmach i książkach. Zdaję sobie sprawę z tego, że zapewne niewiele osób ślini się do ekranu jak ja, ale jeśli na przykład zajadaliście parówki z keczupem czytając Wywiad z wampirem lub popijaliście herbatę z mlekiem podczas lektury Davida Copperfielda, to będzie to miejsce dla was.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *