Idealny prezent dla taty – dobry kryminał

Poszukiwań idealnego prezentu ciąg dalszy. Dziś o idealnym podarunku dla taty. Jestem niemal pewna, że mojemu tacie (jak i zapewne ojcom wielu czytelników i czytelniczek) bardzo przypadłby do gustu mocny kryminał Zabij mnie, tato. Powieść bez lukru opisuje szarą polską rzeczywistość, taką w jakiej żyje większość Polaków. Jest wiele opisów zmagań typowej rodziny na dorobku, pasjonująca kryminalna zagadka z tragicznym finałem, a do tego surowa krytyka naszego wymiaru sprawiedliwości. Mój tato, który podobnie jak główny bohater książki, jest byłym stróżem prawa, z pewnością dodatkowo doceni realizm opisu pracy policjantów, do którego widać, że Darda bardzo się przyłożył.

Ryków – miasto takie jak wszystkie

Akcja tej niepokojąco wciągającej powieści rozpoczyna się od przybycia do małego miasteczka Ryków Zdzisława Mokryny. Mężczyzna ma czterdzieści kilka lat, przeszedł na wcześniejszą policyjna emeryturę i z powodu wieloletniego stresu w byłej pracy oraz prześladujących go wyrzutów sumienia, jedyne o czym marzy, to by wszyscy dali mu święty spokój. Specjalnie wybiera dwudziestotysięczną prowincjonalną mieścinę, tak różniącą się od Miasta Wojewódzkiego, w którym mieszkał do tej pory, by uniknąć wszelkich zbędnych ludzkich interakcji. Zatrudnia się nawet jako ochroniarz w miejscowej fabryce okien, a chyba trudno o bardziej bezbarwne i pozbawione emocji zajęcie. Niestety, dobry glina i przyzwoity człowiek wyłażą z niego na każdym kroku, tak że już po krótkim czasie, ma w Rykowie grono zaufanych przyjaciół. Mili i porządni ludzie wręcz się do niego garną.

Jednym z tych przyjacielskich rykowian jest Kamil, właściciel lokalnej pizzerii. Choć dużo młodszy od Zdzisława, od razu czuję do niego sympatię. Panowie się zaprzyjaźniają, Kamil przedstawia byłemu policjantowi swoją rodzinę i nim się zorientujemy, Zdzisław Mokryna staje się tej rodziny częścią. Wszystko układa się wręcz sielankowo, do czasu aż pewnego popołudnia dochodzi do wstrząsającego zaginięcia dwóch młodszych córek Kamila, Oli i Julki. Dziewczynki, podprowadzone niemal pod sam dom przez starszą siostrę, zostają uprowadzone, a to wymaga natychmiastowej interwencji wujka Mokryny i jego kolegów z organów ścigania. No i to tyle jeśli chodzi o spokojną emeryturę. Dalej będzie już tylko horror.

Zbrodnie systemu

W tej książce najbardziej spodobało mi się to, że dostajemy w niej wszystko, czego chyba każdy czytelnik szuka w dobrych kryminałach. Jest to specyficzna mieszanka drobiazgowej dociekliwości śledczego, realizmu psychologicznego w opisie zarówno ofiar, jak i ich kata, a także mrocznej atmosfery. Czytając o zmaganiach znerwicowanego i opętanego obsesją schwytania zwyrodnialca Mokryny, cały czas myślałam o kultowym już serialu The Killing. Szarzyzna, wilgoć, smród totalnej patologii, a do tego trup ściele się gęsto (nie podpowiem oczywiście kto pada czyją ofiarą, ale nie kierujcie się w domysłach tytułem, bo jest mylący).

Bardzo ważne jest też to, że Darda nie daje łatwych odpowiedzi na pytania o przyczyny zła. Trudno by nam było powiedzieć, czy winny temu co się dzieje w powieści jest sam zbrodniarz, ci, którzy mu pomagają za kilka groszy, czy może państwo, które nie karze odpowiednio za najcięższe zbrodnie i jeszcze wprowadza amnestie, wypuszczając bestie na wolność. Jestem pewna, że ta lektura nie zostawi nikogo obojętnym, szczególnie, że chodzi przecież o zło wyrządzane niewinnym dzieciom.

Zabij mnie, tato to także opowieść o tym, jak niewiele trzeba by zniszczyć nawet największe szczęście. Spokojnie możemy się najpierw utożsamić z rodziną Kamila Szykowiaka, w końcu jego żona i córki są tak zwyczajnie sympatyczne i swojskie, by potem patrzeć jak wszystko rozpada się na tysiąc kawałków. Każdemu z nas może się przytrafić to co im i niewiele możemy z tym zrobić.

Jest to też książka o tym (a może przede wszystkim o tym) jak bezbronni jesteśmy wobec zła, zwłaszcza tu, w Polsce. Darda nie jest litościwy ani dla chaotycznej w działaniu policji, w której pracuje wiele niekompetentnych osób z poważnymi problemami, ani dla polityków, których walka o głosy w kolejnych wyborach może mieć czasem fatalne skutki dla obywateli. Oj, coś czuję, że będzie o czym rozmawiać przy świątecznym stole.

Nie licząc momentami ciężkich dla psychiki opisów zwłok czy dziwacznych wyobrażeń zbrodniarza, ten thriller czyta się naprawdę z dużą przyjemnością. Wynika ona zapewne z tego, jak trafny portret polskiego społeczeństwa udaje się Dardzie na marginesie zbrodniczej fabuły narysować. W czasie swojego śledztwa Zdzisław Mokryna odwiedza zarówno miejsca zbrodni, jak i wiele podupadających sklepików czy kamienicę zamieszkałą głównie przez nie najbogatszych i nie najbardziej trzeźwych obywateli. Obserwacje są celne i tak drobiazgowe, że często ma się wrażenie, że też znamy tych ludzi, skądś ich pamiętamy. Ulice Rykowa są bezosobowe, a przez to podobne do każdego polskiego miasta. Chciałoby się aż napisać (tak pokrzepiająco na koniec), że tylko zbrodnia jest niezwykła, ale to przecież nieprawda. W wielu spokojnych miasteczkach, gdzie każdy zna każdego i nic się nie dzieje, dzieci i dorośli znikają każdego dnia i nie zawsze żywi powracają do swych bliskich. Zabij mnie, tato to taka jakby polska odpowiedź na zalew amerykańskich i brytyjskich seriali i filmów o zabójstwie dziewczyny w małym mieście. Tyle że, jak to często w polskim wydaniu bywa, wszystko jest podane w bardziej surowej, nieco demonicznej wręcz formie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *