Trupia farma (The Body Farm)

Zimno się robi i ciemno za oknem, a to najlepszy znak, że zaczyna się na dobre sezon wgapiania się w brytyjskie seriale (do czego zresztą zachęcam nie tylko jesienno-zimową porą). Tym razem wybór padł na Trupią farmę. Serial ma już kilka lat, ale ja go dopiero odkryłam i mam wielką ochotę podzielić się tym odkryciem z każdym, kto lubi dobre kryminalne produkcje. Tytuł niezbyt dobrze się kojarzy, to fakt, ale nie warto się zniechęcać. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakieś science-fiction o farmie, gdzie hoduje się ludzkie ciała jak w jakimś Matriksie, ale nic z tych rzeczy. Chodzi bowiem o specjalną placówkę naukową na angielskiej prowincji, w której biolodzy i patolodzy badają jak ciało ludzkie zmienia się po śmierci w zależności od warunków w jakich przebywa. Był już kiedyś taki pomysł w serialu CSI: Las Vegas. Grissom miał coś na kształt trupiej farmy, ale tu sprawy poszły o wiele dalej.

Subtelna woń rozkładu

Trupia farma od razu trafiła w mój gust chyba dlatego, że podobnie jak jej bohaterowie, też nie mam cierpliwości do żywych ludzi i wprost marzę o pracy właśnie w takim miejscu. Jest tam spokój i cisza, podopieczni są grzeczni i śmiertelnie poważni, a w dodatku wykonuje się pracę bardzo potrzebną społeczeństwu. Grupa angielskich naukowców pod przywództwem dr Eve Lockhart (Tara Fitzgerald), dzięki badaniu zwłok trzymanych w błocie, wodzie, lesie i specjalnej strefie tropikalnej, jest w stanie bardzo precyzyjnie wskazać na co umarli delikwenci, z którymi miejscowa policja zupełnie nie wie co zrobić. Nie ważne czy to samospalenie, utonięcie czy może rozsadzenia ciała na tysiąc drobnych kawałków specjalnym ładunkiem wybuchowym, oni są w stanie powiedzieć co się działo z ciałem przed śmiercią, w trakcie i zaraz po, a to już w prostej drodze prowadzi do tego kto jest mordercą. Jest to oczywiście w większości czysta fikcja (takie wróżenie ze szczątek ludzkich) ale jednak ciekawa i bardzo wiarygodnie podana.

Godne uwagi jest to, jak profesjonalnie i z szacunkiem przedstawiona jest tu praca specjalistów od anatomopatologii i techniki kryminalistycznej. Na każdym kroku podkreśla się wagę dowodów, które są jednoznaczne i szczere, oraz to, że każdemu denatowi należy się sprawiedliwość. Równie często mówi się tu o tym, że ciała, które kisną lub wysychają na wiór na trupiej farmie, pochodzą od dobrowolnych dawców, którzy w swej ostatniej woli wyrazili chęć takiego właśnie przysłużenia się nauce. Nie ma tu durnych nekrofilskich żartów, tylko szacunek do umarłych wyświadczających przysługę żywym.

Klimatyczny, edukacyjny i bardzo brytyjski

Nie jest to w żadnym razie wysokobudżetowa produkcja z wieloma efektami specjalnymi, ale Trupia farma broni się innymi atutami. Jest tu specyficzny brytyjski klimat, który wyczuwa się w każdej scenie i nie chodzi mi bynajmniej o chmurne warunki pogodowe czy picie herbatki, choć tego też jest dużo. Bardziej zwraca moją uwagę wrażliwość społeczna twórców serialu, którzy skupiają się na różnorodności współczesnego brytyjskiego społeczeństwa, mającego problemy na przykład z trudna młodzieżą czy z emigrantami. O dziwo, z każdym odcinkiem żywi ludzie stają się coraz ważniejsi, a trupia farma odchodzi jakby na dalszy plan.

Tara Fitzgerald
Tara Fitzgerald

Bardzo ciekawie prezentują się także główne postaci serii. Tara Fitzgerald, aktorka o niebanalnej urodzie i nietypowo głębokim głosie, z wielkim wyczuciem odgrywa charyzmatyczną i do bólu profesjonalną dr Lockhart. Lubię też Oggy’ego (Finlay Robertson), który ma tak nasiloną fobię społeczną, że praktycznie nie opuszcza terenu farmy. Z resztą ekipy komunikuje się zdalnie, a gdy chce z kimś porozmawiać od serca, to gada do pewnego miłego starszego pana rozkładającego się w lesie. Nie, wcale nie uważam, że Oggy powinien się wybrać do psychoterapeuty. Moim absolutnym ulubieńcem jest jednak współpracujący z grupą inspektor D. I. Hale (Keith Allen) będący fantastycznym kolejnym wcieleniem policyjnego psa gończego, który gdy już złapie trop to nie popuści zbrodniarzowi.

Trupia farma ma wiele cennych aspektów edukacyjnych. Dzięki takim serialom możemy lepiej zrozumieć biologię ludzkiego ciała, naturę zbrodni i zasady pracy wymiaru sprawiedliwości, choć raczej nie polskiego (już sobie wyobrażam reakcję policji, gdy ktoś prosi o odtworzenie w laboratorium warunków śmierci denata odnalezionego we własnym łóżku dwa miesiące po śmierci). Podejrzewam też, że jest to wprost idealna produkcja dla osób zainteresowanych anatomią pośmiertną, czyli lekarzy i funkcjonariuszy policji. A niech się pośmieją, jakie to cuda teraz wymyślają.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *