Biografia Audrey Hepburn autorstwa Alexandra Walkera

Czy jest ktoś kto nie lubiłby Audrey Hepburn? Trzeba by być chyba zupełnie ślepym, głuchym lub pochodzić z części świata gdzie nie ma kina, telewizji ani Internetu, by nie kochać tej największej z gwiazd Hollywood, przynajmniej tak myślałam do czasu aż zapoznałam się z książką Alexandra Walkera. Może to przez to, że za szybko ją przeczytałam, ale momentami miałam wrażenie, że mdli mnie z nadmiaru słodyczy, dobroci i anielskości. Absolutnie wszystko w tej brytyjsko-holendersko-amerykańskiej aktorce jest dla autora zachwycające, nawet jej wady są uroczo dziecinne i pełne wdzięku. Na szczęście z każdą stroną wspomnień o aktorce jesteśmy bardziej skłonni wybaczać i jej i biografowi idealizowanie wizerunku, ponieważ dołączamy zdanie po zdaniu do większości ludzkości przekonanej o tym, że jeśli ktoś kiedykolwiek zasługiwał na miano ideału, ikony czy wzoru, to z pewnością była to właśnie Audrey Hepburn.

Wyjątkowo barwne dzieciństwo i młodość

Wielka aktorka nie miała łatwego startu, ale z drugiej strony nikt nie ukrywa przed nami faktu, że większość dzieci zamieszkujących w czasie wojny Holandię miało jeszcze gorzej. Był co prawda głód, ciągłe niebezpieczeństwo, choroby i strach, ale jakoś starczało pogody ducha i energii na lekcje baletu (które, no zgódźmy się, nie są pierwszą potrzebą). Matka Audrey wychowywała ją i jej dwóch przyrodnich braci sama, ponieważ z pierwszym mężem się rozwiodła, a drugi ją porzucił, ale przecież praktycznie w każdym akapicie jest podkreślane jej arystokratyczne pochodzenie, wiążące się nie tylko z pieniędzmi, lecz również z licznymi znajomościami, ułatwiającymi znacznie życie w okupowanym kraju.

We wspomnieniach głodu i choroby pod koniec wojny, a także w fakcie bycia porzuconą przez ojca-lekkoducha, biograf dopatruje się (jak na mój gust aż za często) przyczyn późniejszych sukcesów i porażek Audrey Hepburn. Zaburzenia odżywiania to jego zdaniem efekt nerwowych napięć podczas kłótni rodziców, wybieranie nieodpowiednich mężczyzn jawi się jako skutek kompleksu tatusia, a pomoc humanitarna możliwa na taką skalę to wynik przebytej choroby, dzięki której Hepburn miała tak dobrze rozumieć wszystkich głodnych i cierpiących. Autor daje wiele łatwych kluczy do interpretacji wszystkich czynów i wypowiedzi jakich dopuściła się aktorka, a które on zręcznie skatalogował i zanalizował. Prawdziwa gratka dla nieco obsesyjnych wielbicieli talentu aktorskiego gwiazdy Rzymskich wakacji i Śniadania u Tiffany’ego.

Ideał piękna

W ujęciu Alexandra Walkera Audrey Hepburn jest perfekcjonistką, której zależy nie tyle na pieniądzach (chociaż też) co na byciu doskonałą, zarówno w sensie fizycznym jak i duchowym. To dzięki jej staraniom, w większości zwieńczonych sukcesem, do dziś oświetla nas ciepłym blaskiem emanującym wprost z ekranu, którego nie miała żadna inna gwiazda. Biografia autorstwa Walkera w większości składa się z opisów morderczych dla wątłego ciała i jeszcze bardziej wątłej psychiki artystki, przygotowań do kolejnych ról, które w okresie największej sławy sypały się na nią z wyjątkową obfitością. Kilkunastogodzinne dni pracy, ciągłe podróże, zabójcze tempo, ogromna presja producentów, walka o to by w tym całym rozgardiaszu utrzymać jeszcze związek, normalnie czyta się to niczym relacje z pola walki a nie z planu filmowego. Momentami aż jesteśmy skłonni szczerze współczuć aktorce o sarnich oczach i ciele elfa, która musi w kilka tygodni opanować sztukę gry na scenie czy śpiewania musicalowych szlagierów. No i te przymiarki dla Givenchy’ego!

Ale zaraz, czy przypadkiem nie dostawała za to wszystko setek tysięcy, a potem miliony dolarów! Tak tylko się zastanawiam…

audrey-hepburn

Postać aktorki budzi wiele podziwu i szacunku. Moim zdaniem świat byłby naprawdę lepszym miejscem gdyby każdy podchodził do swojej pracy czy obowiązków rodzinnych z takim poświęceniem jak to czyniła Audrey Hepburn. Niestety, w innych dziedzinach niewielu z nas może pójść w jej ślady. Coś podejrzewam, że jednak łatwiej jest być ideałem damy, podziwianą aktorką czy hojną matką, gdy zostało się przez naturę obdarzoną taką twarzą i figurą. Oczywiście, nawet wyjątkowa egzotyczna uroda i wdzięk łani, nie oszczędziły jej wielu ciosów od losu. Mniejsze wrażenie zrobiły na mnie opisy wojennej traumy czy rodzinnych tajemnic, niż relacje o kolejnych poronieniach. Ta kobieta bardziej niż czegokolwiek innego pragnęła być matką, a akurat to było bardzo trudne do osiągnięcia. Normalnie ma się wrażenie, że na każdej stronie czeka na nas kolejna informacja, że znów się nie udało donosić ciąży. Niezłomność Audrey może być tu wzorem dla wielu kobiet będących w podobnej sytuacji.

 

Naprawdę wciągająca opowieść

Narracja snuta przez Alexandra Walkera, choć nieco zbyt tendencyjna, jest ciekawa i pouczająca. Bardzo podoba mi się to, że jest tu wiele barwnych szczegółów, takich jak opisy garderoby, zwyczajów jedzeniowych czy drobnych dziwactw, ale także nie brakuje szerokiego planu, który stanowi historia przemysłu filmowego u schyłku złotej ery Hollywood. Ta książka pełna jest profesjonalnie przekazanej wiedzy na temat tego jak kiedyś kręcono filmy, jak wyglądał warsztat pracy nie tylko aktora, ale także scenarzysty, reżysera czy operatora kamery, bo przecież z nimi wszystkimi Audrey ściśle współpracowała. Dzięki tej biografii zupełnie inaczej patrzę na filmy, które teraz oglądam, a jednocześnie mam ogromną ochotę obejrzeć wszystko w czym zagrała Hepburn, by nauczyć się z tych starych produkcji czegoś nowego.

Audrey Hepburn w Śniadaniu u TIffaniego
Audrey Hepburn w Śniadaniu u TIffaniego

Opowieść o życiu tej księżniczki kina jest dobra z tego względu, że jak każda ciekawa historia, ta też ma swoje czarne charaktery. Od pierwszej chwili darzymy wielką antypatią jej ojca, którego cień ciągnie się za nią do końca, a także pierwszego męża. Mel Ferrer, człowiek orkiestra, który zachowywał się (jak na mój gust) niczym zazdrosny, rozpuszczony i nadpobudliwy dzieciak, irytuje straszliwie, ale mam takie wrażenie, że to dzięki niemu Audrey wychodzi na jeszcze większą anielicę.

Postać Audrey Hepburn nie została zapomniana przez te wszystkie lata. Z czasem nawet jej sława jakby urosła i się przekształciła. Dzięki licznym nawiązaniom filmowym, modowym i plastycznym, nie jest już tylko ikoną kina, lecz ikoną całej popkultury. Jest także potężnym wzorcem osobowym, mającym godnych naśladowców. Opisy jej pracy dla UNICEF, zdjęcia robione w Afryce, automatycznie nakładają się na to, co obecnie robi na przykład Angelina Jolie. Myślę, że spragniona miłości Audrey bardzo by się cieszyła z tak licznego grona wielbicieli jakie posiada tyle lat po śmierci, no i oczywiście z tak świetnie sprzedających się kolejnych wydań jej fascynującej biografii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *