Tracks

To wprost idealny film na obecną pogodę. Jeżeli gotujecie się we własnych sokach, zdrapujecie skórę złażącą po przypieczeniach lub zastanawiacie się w co się ubrać, żeby nie dostać udaru w drodze do sklepu po wodę, popatrzcie sobie na kogoś, kto z własnej woli miał tysiąc razy gorzej i to niemal przez rok. Tracks to oparta na faktach opowieść o młodej kobiecie, która postanawia samotnie przemierzyć australijską pustynię, od Alice Springs do Oceanu Indyjskiego. W 1977 Robyn Davidson naprawdę tego dokonała, a teraz my na ekranie możemy sobie obejrzeć ze szczegółami jak mała, bladolica dzieweczka poradziła sobie ze skwarem, przy którym nasze upały to miła, orzeźwiająca bryza.

Filmowa Robyn (Mia Wasikowska), która w gruncie rzeczy chce sobie po prostu pobyć sama z psem i wielbłądami, a pustynia wydaje się do tego idealna, całkiem dobrze przygotowała się do podróży. Żyjąc jeszcze przed wyprawą w spartańskich warunkach, ciężko pracowała w zamian za zdobyte u pracodawców tajniki tresury dzikich wielbłądów. Rola tych zwierząt w wyprawie jest nie do przecenienia; to właściwie od nich zależeć ma w końcu przetrwanie człowieka na pustyni. Mimo wielu starań, dziewczynie nie udaje się zebrać wystarczającej ilości pieniędzy na podróż, dlatego zgłasza się z prośbą o fundusze do National Geographic. Czasopismo ochoczo podejmuje współpracę, ale w zamian chce możliwości robienia fotek na praktycznie każdym etapie podróży. I tak, zamiast samotnie przemierzać pustkowia i martwić się tylko zapasami wody i dziką zwierzyną, Robyn z oporami musi jeszcze pozować Rickowi Smolenowi (Adam Driver) do stylowych pocztówek.

To jak dużą ilość ludzi spotyka Robyn na pustyni, jest dla widza dosyć frapujące, ale w sumie jakoś nie umniejsza bohaterstwa tej postaci. Teraz już wiem, że jeśli kiedyś chciałabym pobyć naprawdę sama, to Australii raczej powinnam unikać. Takich tłumów to ja przez rok żyjąc w mieście nie spotykam, ale w sumie to może mój problem. Są w Tracksach i Aborygeni, i natarczywi turyści, a nawet miłe starsze małżeństwo zapraszające nieznajomą na herbatkę. Człowiek to dziwna, zaradna istota, która wszędzie potrafi się najwyraźniej urządzić.

Na szczęście jest też sporo malowniczych ujęć samotnego wędrowania, a najlepsze i najbardziej wzruszające sceny wcale nie dotyczą relacji międzyludzkich, a więzi międzygatunkowych. Bardzo podoba mi się to, jak bez zbytniego upiększania pokazano rolę czterech wielbłądów i suczki w całej wyprawie. Dzielne dwugarbne potwory są dla swojej opiekunki (i ciemiężycielki) czasem większym utrapieniem niż pomocą, a jednak cała ta gromada prze dzielnie przez piach. Suczka Dig to właściwie kolejny główny bohater. Z Robyn łączy ją niemal symbiotyczna więź, która dla psa jest ważna, ale dla dziewczyny ma wartość wręcz terapeutyczną. Ten film to jeden z tych, po których od razu ma się ochotę pognać do schroniska i przygarnąć jakąś kudłatą sierotę.

Tę australijską wersję W pustyni i w puszczy można odradzić tylko tym, którzy nie lubią Mii Wasikowskiej (do której wyjątkowo nic nie mam), ponieważ jej twarz jest praktycznie cały czas obecna na ekranie. A w sumie jednak może i ci nie pałający sympatią do tych niewinnych dziecięcych jeszcze rysów i sarnich oczu też mogą mieć wiele radości. Australijska aktorka o polskich korzeniach gra w końcu postać, która odniosła w pewnym sensie triumf ducha, niszcząc przy tym cielesna powłokę. W tej pielgrzymce po sławę i zdrowie psychiczne oglądamy rozpadanie się, a właściwie wypalanie ogniem z nieba, wszystkiego co delikatne, zwiewne, naiwne i niepotrzebne. Na koniec to już zupełnie inna istota, co Mia Wasikowska oddała z dużym talentem i wyczuciem, ale o tym już chyba musicie się sami przekonać. Dodam jeszcze, że po zakończeniu podróży prawdziwa Robyn Davidson napisała dla National Geographic artykuł opisujący całą eskapadę. Powstała też książka pt. Tory (na motywach której nakręcono film), po którą też warto sięgnąć (no wiecie, tak na wypadek, gdyby upały miały się przedłużać).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *