To nie jest OK

Ten serial należy do młodzieżowych produkcji, które od razu się kocha albo nienawidzi. Ja dałam się wciągnąć i obejrzałam całość za jednym podejściem. Zapowiedzi i opisy były dosyć mylące, bo oto kolejna adaptacja komiksu, w dodatku o nastolatce odkrywającej swoje ponadnaturalne moce. Ale spokojnie, jest klimatycznie, zabawnie, zaskakująco i bardzo w duchu twórczości Stevena Kinga. Dzięki głównej bohaterce ukryta w was nastolatka ma szansę na nostalgiczną podróż w przeszłość, do krainy niezręcznych zauroczeń, dziwnych fryzur i niepokojących wyprysków, ale też do próbowania wszystkiego pierwszy raz i niekontrolowanych wybuchów śmiechu, mijających bezpowrotnie po dwudziestce.

Parodia nastoletniości

Netflix specjalizuje się ostatnio w produkcjach dla nieletnich, mamy ich prawdziwy zalew z Trzynastoma powodami i The End of the F***ing World na czele. Moim zdaniem jednak To nie jest OK jest najbardziej OK. Przebija nawet Stranger Things i It. Główna bohaterka, Sydney Novak (Sophia Lillis), mieszka w małym zapyziałym miasteczku w Pensylwanii wraz z matką i bratem. Poznajemy ją w momencie gdy próbuje jakoś się pozbierać po samobójczej śmierci ojca, który miał czelność powiesić się w piwnicy i nawet nie zostawić pożegnalnej notki. Oczywiście jest tydzień przed licealnym balem, na scenie przewijają się chłopaki z drużyny footballowej i piękne dziewczyny, a za nimi kroczy Sydney i cała gromada odszczepieńców. Jest to też czas kiedy nasza bohaterka odkrywa, że pod wpływem wielkiego wzburzenia jest w stanie wygenerować tajemniczą niszczycielską moc. Jednak jej superbohaterska geneza schodzi na dalszy plan, gdyż twórcom serialu udało się sprawić, że jej kłopoty rodzinne, skomplikowana przyjaźń czy związek z chłopakiem z sąsiedztwa, są dla widza znacznie ciekawsze. A niech sobie dziewczyna rozwala ściany i łamie drzewa. Pokażcie mi nastolatkę, która tego nie potrafi gdy najdzie ją furia :)

Z odcinka na odcinek odhaczamy niezbędne elementy produkcji dedykowanej nastolatkom, leczą są to jednak bardzo zakręcone odwołania. Jest miłość, ale homoseksualna, jest śmieszny dziwak, ale zabójczo pewny siebie, jest wreszcie nastolatka, niczym sama Carrie, unurzana we krwi, ale przed finałem nie zgadniecie czyjej i dlaczego. Wszystko w parodystyczny sposób dziwne, a jednocześnie przesycone sarkastycznym humorem.

Zaskakująco świeży, trochę obrzydliwy

Te nastolatki są inne, bo choć mają swoje kompleksy, to ich nie powstrzymuje przed naprawdę odważnymi interakcjami z innymi. Scena, w której Sydney i jej kolega Stan pokazują sobie pryszcze (ona na udach, on na plecach) powinna wejść do kanonu arcynastoletnich zachowań, choć tak łatwo ją sparodiować. Świetny jest też pogrzeb Bananka, no przeuroczy, jak zresztą wszystko, co dzieje się między Syd a jej młodszym bratem. Choć akcja toczy się współcześnie, bardzo czuć tu klimat tak modnych ostatnio lat 80-tych, tej całej dusznej klaustrofobii. Sama główna bohaterka przypomina mi Juno, ale nawet ja przyznam, że akurat tutaj milej się jej słucha, niż na nią patrzy. Piękna Beverly z It robi miny jak mój kot, gdy korzysta z kuwety, ale głos ma hipnotyczny, więc się wyrównuje. Za to jej kolega, wyluzowany i pogodny Stanley (Wyatt Oleff) jest moim nowym życiowym guru. I tylko ten motyw homoseksualny jest jakimś takim zgrzytem, ale niewielkim przy ogromnej ilości zalet tego serialu.

Ja się z bohaterką w pełni utożsamiam, a nawet przyznam, że oglądanie To nie jest OK zadziałało na mnie terapeutycznie, gdyż też jestem taką straszną gburią furią ostatnimi czasy. Patrzenie na jej popisy naprawdę koi nerwy i rozładowuje negatywną energię, co docenią z pewnością i dorośli, i nastoletni widzowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *