The Affair po drugim sezonie

Wzbijam się teraz na wyżyny masochizmu, pisząc o serialu, który jednocześnie bardzo lubię, ale który potrafi wywoływać też we mnie potężne fale nienawiści i frustracji. Nawet nie będę udawać, że jestem tu obiektywna, nie chcę być wyrozumiała ani cierpliwa dla takich bohaterów. Pierwszy sezon był w podobnym stopniu frustrujący, ale i bardzo odkrywczy, bo po raz pierwszy widzieliśmy w serialu tak sprawnie opowiedzianą historię romansu widzianego z dwóch perspektyw – kobiecej i męskiej. W drugim sezonie twórcy jednak chyba nieco przedobrzyli, bo zamiast kolejnego oryginalnego pomysłu, zaserwowali nam podwojenie poprzedniej perspektywy. Tym razem mamy cztery indywidualne sposoby widzenia tych samych sytuacji. Oprócz Noah i Alison, dopuszczono do głosu także Cole’a (co jeszcze bym zniosła) i Helen (czego zdzierżyć nie mogłam). No i w tle cały czas toczy się dochodzenie w sprawie morderstwa, o którym mówi nam się tak mało, jak to tylko możliwe. Czy tylko ja uważam, że niespodzianka w finale nie była warta całego tego skradania się?

Noah

Zacznę może od postaci, której wprost nienawidzę. Nie pamiętam naprawdę, kiedy ktoś, czy to na ekranie, czy w realu, wzbudzał we mnie aż takie obrzydzenie, jak grany przez Dominica Westa (fuj!) bohater. W drugim sezonie Noah, który zostawił żonę z czwórką dzieci by oddawać się dzikim igraszkom z młodą narzeczoną i poświęcić tyle czasu ile się da na pisanie, wreszcie doczekuje się komercyjnego sukcesu swojej pisaniny (Czemu on ciągle udaje artystę? Bez Alison byłby nikim). Niestety wychodzi z niego przy okazji wszystko, co najgorsze. Nie dość, że zupełnie lekceważy potrzeby nowej partnerki, to nie do końca zachowuje się z klasą przy rozwodzie. W dodatku rozgląda się już za kolejnymi podbojami. Jedynym, co mi się tak naprawdę podobało w drugim sezonie było to, że tak dużo było tu jędzowatej teściowej Noah, równoważącej jego egoistyczne zapędy (a przy okazji niszczącej też psychikę swej córki Helen, której również nie lubię). Ogólnie rzecz ujmując, Noah to facet, który pasożytuje na kolejnych kobietach i reprezentuje ten typ mężczyzny, który chce brać z życia, co najlepsze, oddawać się tylko zajęciom jego godnym, ale już nie radzi sobie zupełnie z odpowiedzialnością i konsekwencjami swoich czynów. Dobrze, że chociaż ten przesadnie wydumany i przekombinowany finał sezonu nieco go sprowadził do parteru.

Dominic West i Ruth Wilson
Dominic West i Ruth Wilson

Gdy myślę o tej postaci, to dochodzę do wniosku, że moje bardzo negatywne uczucia do niej w sumie nie wynikają z tego, że jest to egoistyczna, manipulatorska ciapa, lubiąca się nad sobą użalać i jednocześnie oddająca się wszelkim przyjemnościom bez zahamowań. W końcu takich facetów w telewizji jest na pęczki. Nie, w moim przypadku czarę goryczy przelewa twarz aktora (moim zdaniem najgorszy casting w historii telewizji). W głowie mi się nie mieści jak przystojnego męża i ojca, pisarza i intelektualistę, może grać aktor o twarzy satyra, śliniącego się kozła. Aż się dziwie, że dałam radę obejrzeć tę serię do końca.

Alison

Postać grana przez wybitną Ruth Wilson, schodzi niestety w tej serii na dalszy plan. Bardzo tego żałuję, gdyż w jej przypadku miałam dokładnie na odwrót niż z Dominikiem Westem. Mogłabym na nią patrzeć godzinami, a tu niestety kolejne dwie postaci zabierają jej czas antenowy. Tym razem Alison nieco się wycisza, choć nadal jest skłonna ulegać spontanicznie żądzy, co ma wiele późniejszych konsekwencji. Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem tego, że, w przeciwieństwie do Noah, potrafiła rozstać się z mężem we względnej przyjaźni. Ze względów osobistych rozumiem także jej potrzebę odnalezienia swojego miejsca. Miota się dziewczyna, co może niektórych denerwować, ale jest w tym bardzo autentyczna. W dodatku jej wątek jest tak poprowadzony, że naprawdę trudno jej nie lubić, choć przecież zabrała ojca czwórce dzieci (może gdyby te dzieci nie były takimi irytującymi potworkami, bardziej byśmy im współczuli).

Cole

To obraz typowego mężczyzny, któremu ,,ta zła kobieta” złamała serce, a on i tak nie potrafi jej nie kochać. Choć najmniej wykształcony i na bakier z prawem, Cole (grany przez Joshuę Jacksona) najlepiej chyba, najzdrowiej, radzi sobie z całą sytuacją. Facet trochę pije, uwodzi przypadkowe kobiety, ogólnie się zapuszcza, ale czujemy, że to wszystko po to by odbić się od dna. Na jego przykładzie widzimy jakie są prawdziwe skutki wielkich romansów często zamężnych kobiet.

Joshua Jackson
Joshua Jackson

Zwykle filmy, książki i seriale przedstawiają świat w biało-czarnych barwach. Jeśli kobieta odchodzi od męża dla innego, to dlatego, że mąż był chamskim gburem, a ten nowy to wcielony ideał. Tu tak nie ma. Cole jest nie tylko przystojniejszy od Noah, ale też jest zwyczajnie lepszym człowiekiem i jakoś nie przeszkadza mi tu zupełnie jego udział w handlu narkotykami. Jemu jednemu kibicowałam w wyjściu na prostą.

Helen

Choć kobieca solidarność każe mi jej współczuć, jojcząca, płaczliwa i gderliwa Helen o twarzy zmartwionej myszy z kaczym dzióbkiem Maury Tierney także wzbudza we mnie agresję (tak, wiem, że za bardzo się wczuwam, ale nic na to nie poradzę). Ta kobieta zachowuje się tak, że nawet nas nie dziwi, że mąż ją zostawił. Najwięcej do powiedzenia ma w jej rozpadającym się związku od zawsze matka, a gdy tylko coś jest nie tego, Helen się rozkleja lub zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. W dodatku jej ciągłe próby skłonienia męża do powrotu, te subtelne kobiece gierki i odwoływanie się do nostalgii za młodością, odbieram jako poniżające. No i jeszcze jest problem dominujący nad całą tematyką tego serialu, czyli moje ciągłe pytanie o to, dlaczego te wszystkie kobiety tak się uganiają za tym grafomańskim satyrem?

Maura Tierney
Maura Tierney

I to by było na tyle jeśli chodzi o moje przemyślenia po drugiej serii The Affair. Pozdrawiam wszystkich fanów tej produkcji, którzy tak jak ja dzielnie znoszą te wszystkie dramatyczne zwroty akcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *