Pokój Emmy Donoghue czytany przez Wojciecha Chorążego

Audiobook (a także wersja drukowana tej powieści) to idealny prezent na święta w tym względzie, że pozwoli on wam w pełni docenić bliskość rodzinny i wszystkie małe i duże rzeczy dostępne na co dzień, na które nawet nie zwracamy uwagi. Po odsłuchaniu lub przeczytaniu Pokoju pomyślicie z ulgą i wdzięcznością o tym, że nie spotkało was lub wasze dzieci coś aż tak okropnego jak bohaterów tego tekstu. Dla wielu czytelników (słuchaczy) powieść jest szokująca i trudno im się po niej otrząsnąć, prawdopodobnie dlatego, że znakomicie gra na emocjach (czego osobiści nie jestem fanką, ale i tak dałam się wciągnąć), a jest bardzo szczególny mały chłopiec.

Pokój i Nazewnątrz

Z początku wydaje nam się, że to jakiś bełkot, po chwili jednak staje się jasne, że po prostu słuchamy relacji małego dziecka, opowiadającego nam o swoim życiu. Pięcioletni Jack zaczyna narrację od dnia swoich urodzin. Opowiada nam o tym, co na co dzień robi, jakie zabawy wymyśla mu mama i jaki ma pomysły odnośnie otaczającego go świata. Gdy już myślimy, że to będzie typowa słodka historyjka o dorastaniu i zmieniającej się perspektywie małego człowieka, dociera do nas, że coś jest bardzo nie tak jak powinno, a raczej nie tak, jak naszym zdaniem musi wyglądać szczęśliwe dzieciństwo. Dochodzą do nas stopniowo pojedyncze fakty. Mama Jacka nigdy się z nim nie rozstaje, chłopiec ma bardzo długie, zawiązane w kucyk włosy, jego słownictwo jest w dziwny sposób ograniczone, a jedyne zakupy jakie mogą zdobyć, to te zamawiane z listy Niedzielnej Rozpusty, przynoszone przez tajemniczego Starego Nicka. Do tego chłopiec śpi w szafie, matkę bolą zęby i nadgarstek, a nad wszystkim unosi się depresyjna aura beznadziei.

Bardzo szybko przekonujemy się o tym, że matka i jej dziecko nie są w pokoju (o powierzchni jedenastu stóp kwadratowych), z własnej woli. Okazuje się, że kobieta została porwana w wieku dziewiętnastu lat i przez kolejne siedem lat była więziona w dźwiękoszczelnym, pancernym pomieszczeniu, którego nigdy nie opuszczała.

Jack urodził się w niewoli i by uczynić jego żywot nieco znośniejszym, matka wychowuje go tak jakby świat zewnętrzny nie istniał. We wspaniały sposób organizuje mu czas, prowadząc nawet lekcje wuefu, dzięki czemu chłopiec jest zdrowym, wrażliwym, inteligentnym chłopcem. Do jego ulubionych rozrywek należy oglądanie kreskówki o Dorze, czytanie kolorowych książeczek i filozoficzne dyskusje z mamą. Można odnieść wrażenie, że gdyby nie częste wizyty porywacza i seryjnego gwałciciela, życie tej dwójki byłoby niemal rajskim ideałem. Są samowystarczalni emocjonalnie i tak sobie bliscy, jak byli chyba tylko pierwsi ludzie i ich potomstwo, nie skażone cywilizacją.

Ale emocje!

Nie dziwię się wcale, że ta powieść była nominowana do Nagrody Bookera. Od pierwszych do ostatnich stron trzyma nas mocno za gardło, co chwila rozbijając żyjące w nas stereotypy na temat macierzyństwa, tak częstych w naszych czasach porwań i ogólnie natury zachodniego społeczeństwa. Przyznam się szczerze, że w pewnym momencie (wielka ucieczka Jacka) musiałam odpuścić audiobooka (choć sposób czytania Wojciecha Chorążego bardzo mi odpowiadał) i przejść na wersję drukowaną. Nie mogłam się powstrzymać, ponieważ słuchanie trwało dłużej niż czytanie, a ja koniecznie, ale to koniecznie, musiałam jak najszybciej się dowiedzieć, czy ucieczka się udała.

Zwykle nieco wolniejsze tempo audiobooka mi nie przeszkadza, a słuchanie uważam za dużą wygodę, ponieważ mogę w tym czasie robić także coś innego (najczęściej wtedy gotuję), ale Pokój nie jest absolutnie tekstem, który pozwala na jakąkolwiek podzielność uwagi. Można tylko siedzieć i płynąć z tą opowieścią.

Prawie tyle samo emocji co relacje ofiar z porywaczem, wzbudziły we mnie niezrozumiałe reakcje ludzi, którzy nie widzieli porwanej kobiety przez siedem lat oraz tych zupełnie obcych. Naprawdę starałam się w to nie angażować emocjonalnie, ale się nie dało i wściekłość na durnowatą babcię, ludzi robiących ofiarom zdjęcia czy na bezmyślnych wujostwa Jacka, spływała na mnie potężną falą.

Tego się nie spodziewałam

Ani świat zewnętrzny, ani wnętrze Pokoju, nie są tu przedstawione jednoznacznie. Wiele razy się zastanawiałam, czy gdyby matka musiała wychowywać syna w takich warunkach jak wszyscy, zrobiłaby to aż tak dobrze. Nie można jej nie podziwiać za poświęcenie, uwagę i pomysłowość, do których zmotywował ją Pokój. Z drugiej strony świat zewnętrzny to też nie taka sielanka, jakiej byśmy się spodziewali. Obie ofiary porywacza mają poważne problemy fizyczne i psychiczne, spowodowane długotrwałą izolacją. Sprawy nie ułatwia także głęboka wnikliwość Jacka, który przecież widzi, że pomimo dostępności (a nawet nadmiaru) wszelkich dóbr materialnych i nieskończonych możliwości, rodzice z Nazewnątrz nie są nawet w połowie tak czuli i oddani, jak była jego matka w Pokoju. Ta powieść to gorzka diagnoza współczesnego stylu wychowania, ale także mediów, całości więzów rodzinnych i kultury w ogólności.

Mnie Pokój przypadł do gustu nie ze względu na swą głębię czy formę, ale na gimnastykę umysłową jaką mi zafundował. Jako osoba nie posiadająca potomstwa musiałam się bardzo wysilić by znaleźć w sobie choć cień sympatii i wyrozumiałości dla Jacka, który, zwłaszcza z początku, potwornie mnie irytował. Te powtórzenia, zbitki wyrazowe i neologizmy! I to niezdarne zachowanie podczas ucieczki! Z jednej strony wiedziałam, że nie można za wiele wymagać od pięcioletniego dziecka, a z drugiej cały czas musiałam się wzbijać na wyżyny swego człowieczeństwa by wykazać się wyrozumiałością. Ciągle też zastanawiałam się, czy to co mówi wynika z tego, że jest mały, ma problemy natury psychicznej czy po prostu jest kreacją literacką przekazującą nam obserwacje autorki powieści. Pod tym względem lektura Pokoju była dla mnie wymagająca, ale tez bardzo satysfakcjonująca.

Bardziej niż wszystko inne (i wiem, że to zabrzmi dziwnie) podobał mi się w powieści klimat zamkniętego, ascetyczne wyposażonego pomieszczenia. Pokój to prawdziwy minimalistyczny raj, w którym wszystko ma swoje zastosowanie i niczego nie ma w nadmiarze. To pokazuje jak niewiele potrzeba nam do szczęścia, jeśli tylko czujemy się kochani. Proste posiłki więzionej pary, niezmienny harmonogram dnia i tygodnia, w którym wszystko jest dokładnie zaplanowane, oraz kreatywnie sporządzone zabawki Jacka (wąż z wydmuszek!) sprawiły, że poczułam się niemal częścią intymnego świata bohaterów i przez moment nawet dziwiłam się, że go opuszczają. Dawno się tak nie zaangażowałam w lekturę.

3 thoughts on “Pokój Emmy Donoghue czytany przez Wojciecha Chorążego

  • Styczeń 12, 2015 at 2:16 am
    Permalink

    Super recenzja! Miałam podobne odczucia przy słuchaniu. Tak myślałam, że się Pani spodoba :)

    Reply
    • Styczeń 12, 2015 at 10:36 am
      Permalink

      Dzięki! Ta książka cały czas za mną chodzi. Jako baczny obserwator zmian w wychowaniu dzieci i relacji rodzinnych, poleciłabym Pokój każdemu młodemu rodzicowi (nie tylko mamom), ale oni niestety są zbyt zajęci kupowaniem, przetwarzaniem i zarabianiem na dziecko by czytać cokolwiek (i chyba by być z dzieckiem naprawdę też).

      Reply
  • Pingback: Pokój - recenzja filmu na podstawie książki E. Donoghue

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *