Para w ruch Terry’ego Pratchetta

Para w ruch to kolejna opowieść ze Świata Dysku, z odnogi ankh-morporskiej, z tych opowiadających o Moiście von Lipwigu. Tym razem rzezimieszek i fałszerz, będący jednocześnie poczmistrzem i szefem banku w Ankh-Morpork (którego tak dobrze już znamy z Piekła pocztowego, Łups! i Świata finansjery) angażuje swoje liczne talenty w rozruch kolei. Na pomysł stworzenia maszyny parowej poruszającej się po torach wpadł Dick, bardzo inteligentny mieszkaniec wiejskich regionów Dysku, który jak na chłopaka, któremu słoma z butów wystaje (dosłownie), okazał się niezwykle zaradny i pomysłowy w obsłudze suwaka logarytmicznego i lokomotywy Żelaznej Belki. Ze swym pomysłem udał się do Harry’ego Króla (to ten który zbił majątek na odchodach), a ten postanowił zainwestować w innowacje technologiczne. Oczywiście nowo powstająca kolej musi być państwowa, więc tyran miasta ma także dużo do powiedzenia. Od Vetinariego był już tylko krok do zaangażowania Moista, człowieka, który niczym smar usprawnia trybiki różnych dochodowych przedsięwzięć i sprawia, że niemożliwe staje się jak najbardziej możliwe.

Tak było wcześniej z pocztą, tak było z sekarami, a więc czemu miałoby się nie udać z pociągami? Jak zwykle absurdy Świata Dysku są tylko pretekstem do opowiedzenia o realnym świecie i o tym jak nowe wynalazki zmieniają jego oblicze. Naprawdę fascynuje mnie pomysł, że rzeczy pojawiają się wtedy, kiedy muszą, kiedy domaga się tego duch czasów, jakaś swoista magia wszechświata. Jest coś niesamowicie przyjemnego w obserwowaniu przyśpieszonej ewolucji zjawisk. Najpierw jeden chłopek-roztropek wpada na pomysł wykorzystania pary, zaraz potem ma już sieć torów i wiele lokomotyw, a nim się obejrzymy, już dla kolei pracuje nie tylko cały sztab mechaników i zawiadowców, ale nawet rodzą się nowe pomysły na interesy na przystankach (mała gastronomia) i buduje się osiedla pracownicze dla robotników z kolei. Jak na Pratchetta przystało, wszystko to ma niesamowity rozmach i zawrotne tempo.

Para w ruch, z racji tego, że jej tematem jest komunikacja, zapoznaje nas bliżej z miastami-państwami sąsiadującymi z Ankh-Morpork, a także z rozległymi terenami wiejskimi pomiędzy (zwłaszcza regiony kapuściane do złudzenia przypominają Polskę, tyle że u nas nigdy nie będzie takiej kolei państwowej). To jak poszczególne miejsca objawiają swoje podobieństwo do istniejących realnie krajów europejskich jest przezabawne. Reszta niestety już mniej.

Więcej jest tym razem cięższych klimatów, nie zrównoważonych odpowiednią dawką lekkiego, ironicznego dowcipu. Mam wrażenie, że tym razem Pratchett poświęcił więcej uwagi społecznościom wykluczonych, ignorowanych i dyskryminowanych stworzeń zamieszkujących Dysk. Jest to bez wątpienia komentarz współczesnych realiów geo-politycznych. Mamy trolle, golemy, gobliny, ludzi, wampiry i krasnale, a nawet krasnoludzkich terrorystów, których fundamentalistyczne przekonania każą im uskuteczniać kolejne zamach na nowoczesną kolej, wytwór ciemnych mocy. Tak jak w realnym świecie, zamożni ludzcy (w sensie biali) mieszkańcy metropolii są uprzywilejowani, a cała reszta mieszkańców Dysku, zamieszkująca na swe nieszczęście inny obszar niż Ankh-Morpork, musi walczyć o przetrwanie. Trochę to smutne i mnie konkretnie zupełnie niepotrzebne. Do tej pory książki Pratcetta kojarzyły mi się z inteligentną, iskrzącą humorem rozrywką, przy której mogłam zapomnieć o wszelkich problemach. Lektura opowieści o Świecie Dysku zawsze wiązała się dla mnie z czytelniczym rozradowaniem, graniczącym z euforią. To już chyba jedna koniec beztroski, Para w ruch jest już znacznie poważniejszą sprawą.

Nieco bardziej pesymistyczny wydźwięk nowej powieści, a także to, że osoby, które wcześniej nie czytały książek z cyklu nie bardzo będą się orientować w temacie, nie oznaczają, że nie warto się pochylić nad Parą w ruch, bo zapewniam że warto. Szczęśliwi podczas lektury będą nie tylko zagorzali fani brytyjskiego pisarza, ale także entuzjaści kolei (niejaki Sheldon Cooper musi być w siódmym niebie), a także każdy komu bliskie są emancypacyjne problemy. Pojawia się także wątek genderowy, którego chyba nikt nie był w stanie przewidzieć. Miłej lektury!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *