Papusza

Film państwa Krauze jest autentycznie piękny i starannie wymuskany w każdym najdrobniejszym szczególe. Zwłaszcza zdjęcia są tu wręcz powalająco piękne. Malarskie czarno-białe ujęcia przenoszą nas w świat, którego już dawno nie ma i, choć momentami ogarnia nas za nim nostalgia, to nie jestem pewna czy to źle, że taborów cygańskich już nie ma, ale o tym później. Prócz zdjęć jest oczywiście dobra (według niektórych wręcz świetna i powalająca) gra aktorska, szczególnie głównych bohaterów. Ucharakteryzowana Jowita Budnik jako Papusza i Antoni Pawlicki w roli jej odkrywcy i tłumacza Jerzego Ficowskiego, są naprawdę wiarygodni. Niestety, mimo tych licznych zalet, obraz niczego we mnie nie poruszył i ani razu nie wzruszyłam się choćby w podobnym stopniu jak na seansie pamiętnego Nikifora.

Skoro film jest tak zachwycający estetycznie, to przyczyną mojego braku reakcji emocjonalnej musi być z pewnością temat. Może wyjdę na osobę mało tolerancyjną czy niewrażliwą, ale jakoś Papusza nie poprawiła w mojej świadomości wizerunku polskich Cyganów. Wszystko co ich dotyczy, z wyłączeniem oczywiście głównej bohaterki, jest dość stereotypowe. Od zawsze wiedziałam, że mają uzdolnienia muzyczne, pociąg do alkoholu, hazardu i nieograniczonej swobody, a także skłonności do przemocy wobec kobiet. Wielką tajemnicą nie są też ich drobne kradzieże, niechęć do nauki, a za to duża chęć do małżeństw z bardzo bardzo młodymi dziewczynkami (często z kręgu najbliższej rodziny). Może przez to, że wyklinająca poetkę jako zdrajczynię sekretów gromada jest tak niesympatyczna, nie umiałam przez cały seans znaleźć z bohaterami żadnej więzi. Nieszczególnie im także współczułam przymusowego osiedlenia czy problemów finansowych (bo jakoś na wódkę i papierosy to zawsze się znalazły fundusze, a na lekarstwa dla dziecka już niekoniecznie). Zresztą, pomimo iż zdjęcia pokazane w tym filmie są naprawdę zjawiskowe, to nie zmienia to faktu, że skupiają się one często na niedogodnościach błotnistej lub zamarzniętej drogi, co skłania mnie do wniosku, że w sumie dobrze, że już nie musieli jeździć tylko mogli się gdzieś przed tym brudem i chłodem drogi schować (cała sfera związana z higieną jest tu bardzo dyskusyjna, strasznie to przypomina jakiś afrykańskich koczowników).

Nie tylko zresztą ten wątek wydaje mi się nielogiczny. Cyganie potępili i wyklęli swoją wielką poetkę za rzekome zdradzanie sekretów osobom spoza plemienia, tyle że nie bardzo rozumiem jakie to miały być sekrety. Wspominają coś z oburzeniem o milicji, więc całkiem możliwe, że Papusza zapłaciła straszną cenę za swoją ogromnie wartościową twórczość tylko dlatego, że gromada niepiśmiennych Cyganów bała się, że Polacy dowiedzą się komu gdzie ukradli kurkę lub podprowadzili rower. Bardzo to frustrujące.

Sama postać pierwszej cygańskiej poetki bardzo mi się natomiast podobała, choć przed obejrzeniem filmu nie mogłam sobie wyobrazić bardzo słowiańskiej z twarzy Jowity Budnik jako Cyganki. Ale charakteryzacja zrobiła swoje. Zawsze miałam pewną słabość do artystów tego rodzaju (choć sama cygańska poezja jakoś do mnie nie przemawia). Jest coś niezwykłego w sytuacji gdy ktoś jest takim prawdziwym urodzonym artystą o oryginalnym talencie i tworzy wbrew wszelkim okolicznościom bo po prostu musi. Biedna Papusza pisze, bo tylko w ten sposób może objąć i zrozumieć otaczający ją świat. Płaci za to oczywiście straszliwą cenę, ale widać piękno prawdziwej poezji, podpowiedzianej przez tajemnicze głosy, było tego warte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *