Nigdy cię tu nie było

Cokolwiek napiszę o tym filmie, nie mogę mieć pewności, że będzie prawdą. Na pewno nie powinnam wypowiadać się na temat treści, która jest tu dość problematyczna, ale i forma sprawia problemy. Jedno jest pewne – to kolejna znakomita rola Joaquina Phoenixa, który nawet jak nic nie mówi i tylko pomrukuje, to robi to w wielkim stylu. Nigdy cię tu nie było to takie filmowe połączenie Taksówkarza z Drive, ale ze scenami tak poszatkowanymi, że nie wiadomo, czy to główny bohatera, czy reszta świata zwariowała.

Zabójczo skuteczny

Głównym bohaterem filmu jest Joe, który albo jest byłym agentem do zadań specjalnych, albo weteranem wojennym ze stresem pourazowym (a prawdopodobnie i tym, i tym), który nie może się odnaleźć w zwyczajnym świecie i często ucieka w halucynacje i wizje z dzieciństwa. Milczący, ponury mężczyzna o potężnej posturze i dziwnym chodzie, dzieli dom ze starą matką (Judith Roberts), którą wspaniale się opiekuje. Targają nim jednak wewnętrzne demony, które może uspokoić jednie wyładowaniami brutalności. Ma ku temu wiele okazji gdyż jego praca polega na ratowaniu porwanych dzieci z rąk ich oprawców. Za pośrednictwem doświadczonego cwaniaka bogaci rodzice płacą spore sumy za to, by Joe zwrócił im ich pociechy, ale i za to, by był przy tym jak najbardziej okrutny. Sprawiedliwość musi być, kara się należy. Joe jest bardzo konsekwentny w swej pracy i muszę przyznać, że obserwowanie go w akcji to fascynujące doświadczenie. Żadnych tam wymyślnych planów, skomplikowanej broni ani tym bardziej wyrafinowanych sztuk walki. Nasz ostatni sprawiedliwy woli szybkie akcje, poprzedzone krótką obserwacją, a jego najlepszym przyjacielem jest zwykły młotek, którym wymachuje niczym Thor. Jednym słowem męski mężczyzna, który wszystkich ekranowych ninja killerów mógłby porządnie zawstydzić.

Niestety przy kolejnym zleceniu wszystko zaczyna się komplikować, ale w jaki sposób, to tylko moje podejrzenia (bo przypominam, że nic tu nie jest pewne). Joe ma uratować dziewczynkę o imieniu Nina (Ekaterina Samsonov), którą jacyś zboczeńcy zamknęli wraz z innymi dziećmi w burdelu dla klientów o grubych portfelach i szczególnych preferencjach. Niestety, w trakcie akcji policja odbija dziewczynkę, nasz bohater ledwo ucieka, tylko po to, by się przekonać, że całe jego życie właśnie legło w gruzach. Tak to już jest gdy ktoś wikła się w intrygi na najwyższym szczeblu władzy.

Bardziej dla oczu niż dla intelektu

Nigdy cię tu nie było działa na poziomie zmysłów i emocji, dzięki czemu po pewnym czasie już nawet tak bardzo nie przeszkadza zaburzona chronologia i psychotyczne wizje bohatera, przez które mamy utrudniony odbiór treści. Zdjęcia są piękne, muzyka intrygująca i niebanalnie dobrana, no i oczywiście Joaquin Phoenix jest charyzmatyczny i hipnotyczny. Najciekawiej jego bohater prezentuje się w scenach, w których jest sam ze sobą (ale nie we własnej głowie, gubiąc się we wspomnieniach) na przykład w saunie przed lustrem. W takich scenach niby nic się nie dzieje, a jednak otrzymujemy całe spektrum bardzo silnych emocji. Ciekawie jest też w scenach z małą Niną, których niestety jest zbyt mało jak na mój gust (nie jest to zdecydowanie klimat Leona Zawodowca). No i oglądając zwróćcie uwagę na relację z mamą, ile w domu jest ciepła w tym brutalu rozwalającym czaszki młotkiem.

Na podstawie zapowiedzi sądziłam, że bezie to jakiś sensacyjny thriller, a to naprawdę mroczny dramat psychologiczny. Film jest dziwny, niszowy, nie każdemu się spodoba, ale to ciekawa propozycja, która wytrąca widza ze strefy komfortu, co zawsze cenię w kinie. Choć nie wiem co się tam do końca stało, nie uważam czasu przeznaczonego na seans za stracony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *