Mr. Selfridge

We wspaniałym natłoku, a nawet zalewie, brytyjskich seriali, Mr. Selfridge wyraźnie się wyróżnia, prawdopodobnie dlatego, że jego bohater jest Amerykaninem. Zaradny biznesmen staje przed niełatwym zadaniem wybudowania pierwszego nowoczesnego domu handlowego w Londynie, a że mamy początek XX wieku, to nie jest to łatwe przedsięwzięcie. Brytyjczycy nie do końca rozumieją koncept powstania wielkiego luksusowego sklepu, który ma zupełnie zmienić dotychczasowe oblicze zakupów. Masowa produkcja, różnorodność asortymentu i możliwość porównania jakości towarów to coś do czego Londyńczycy nie bardzo dorośli, o czym przyjdzie się Harry’emu Selfridge’owi nieraz boleśnie przekonać.

Serial wydaje się dość przewidywalny, a w dodatku nachalnie trąci od niego Dawnton Abbey. Podobnie jak w starszej produkcji, tutaj również wędrujemy od nizin do wyżyn społecznych i z powrotem, towarzysząc nie tylko amerykańskiemu przedsiębiorcy, ale także niektórym jego pracownikom. Na szczęście, nie wieje od tego nudą jak w przypadku pierwowzoru, głównie za sprawą czarująco irytującego głównego bohatera. Od faceta aż promieniuje optymizm, energia i obłąkańcza charyzma. Jego wielki uśmiech i amerykańska biel uzębienia aż oślepiają widza, który mimo irytacji jest zaciekawiony osobowością tego wkurzającego self made mana.

Mr. Selfridge próbuje uczynić z zakupów dokładnie to czym już są w czasach nam współczesnych. Zamiast prostej wymiany towarów i usług, proponuje przygodę, doznania estetyczne, emocje niemal erotyczne. W jego sklepie Europejki po raz pierwszy ruszają na sklepowe łowy i mimo ogromnych fryzur (które, trzeba to przyznać, są obleśne, wyglądają jak wielkie grzyby, albo jak kok Amy Winehouse) i ciężkich toalet, niczym nie różnią się od współczesnych bywalczyń galerii handlowych.

Serial ten ma duży potencjał do tego by stać się kultowym, zwłaszcza dla przeciwników konsumpcjonizmu, ponieważ bardzo sprytnie pokazuje, że większość rzeczy, które nabywamy to niepotrzebne towary, do zakupu których zostaliśmy nakłonieni przez podstępne manipulacje handlowców. Sprzedając nie tylko towary, ale głównie przeżycia, ludzie tacy jak Selfridge na początku ubiegłego stulecia zaczęli kształtować potrzeby i gusta całych społeczeństw, które teraz są ich niewolnikami. Oglądając tę nową produkcję z pewnością warto się zastanowić nad tym, na co tak naprawdę się decydujemy, kierując swe kroki w stronę nowo otwartej galerii handlowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *