Miłość made in China. Jak kochają Chińczycy? Dorian Malovic

Uznany francuski reportażysta, specjalista od tematów azjatyckich, podjął się trudnego zadania stworzenia portretu zbiorowego współczesnych Chinek. Do głosu dochodzą osoby, które w hierarchicznym społeczeństwie Państwa Środka mają zazwyczaj najmniej do powiedzenia i których nikt o zdanie nie pyta. Szczególnie w rozmowach z niewiastami w różnym wieku i o różnym statusie materialnym, autor przygląda się tematyce miłości, tak odmiennie traktowanej w Chinach. Jestem pewna, że niejeden polski czytelnik przecierał podczas lektury oczy ze zdziwienia, bo to wszak niby XXI wiek, a jednak jeśli chodzi o sprawy uczuciowe i rodzinne, nadal rządzą sztywne zasady sprzed wielu stuleci. Zderzenie surowych reguł społeczeństwa konfucjańskiego z nowoczesnym kapitalistycznym skokiem gospodarczym może przyprawić o zawrót głowy. Przede wszystkim jednak jest to zbiór bardzo intymnych opowieści konkretnych kobiet, w których rzadko pojawia się happy end.

Miłość za pośrednictwem

Liczy się przede wszystkim wartość danej osoby na szalenie rozbudowanym, przechodzącym nasze pojęcie, chińskim rynku matrymonialnym, który nie ma niczego wspólnego z na przykład polskimi realiami. Młodzi Chińczycy, zajęci pogonią za najlepszym wykształceniem, a potem za prestiżową i dobrze płatną pracą, nie mają czasu ani energii by samodzielnie szukać sobie partnerów życiowych. Za jednych, najczęściej tych młodszych, tego zadania podejmują się rodzice, za innych, oczywiście przy odpowiedniej opłacie, żony lub męża poszukuje wyspecjalizowana agencja matrymonialna. Już przy pierwszych rozdziałach można się poważnie zdziwić tym, że tak ważne sprawy oddaje się w ręce innych osób. Nie wiem jak wy, ale ja za nic w świecie nie chciałabym by to moi rodzice wybrali mi męża i aż drżę na myśl o tym, jakby się to skończyło. Chiny to jednak odmienny stan umysłu, gdzie taki porządek rzeczy uważa się za normalny i naturalny. W czasach surowego komunizmu to państwo decydowało o tym kto z kim się może pobrać, a obecnie wraca się do modelu konfucjańskiego (w którym obowiązuje ścisła hierarchia, podporządkowanie się starszym i szefom, którym należy się bezwzględny szacunek), w którym jedną z najważniejszych zasad jest tzw. nabożność synowska, czyli bezwzględne podporządkowanie się woli rodzicieli. Nikt się nie dziwi ani temu, że rodzice z uwagą studiują ogłoszenia matrymonialne w parku, ani temu, jak wielki udział mają w związku, od pierwszej randki aż po ślub, a nawet jeszcze dłużej (bo wszak trzeba się o wnuki poupominać, bez tego młodzi nie wiedzieliby jak się do rzeczy zabrać). W przypadku nieco starszych osób, które nie chcą zdawać się na pomoc najbliższych, pozostają agencje pośredniczące, czyli liczące sobie jak za zboże korporacje (często międzynarodowe) pomagające zrobić na zamążpójściu najlepszy interes.

Wiele z tych faktów przestaje dziwić, gdy bohaterki wywiadów Doriana Malovica wyjaśniają mu, dlaczego same nie mogą zająć się poszukiwaniem odpowiedniego kandydata do swej ręki. Głęboko zakorzeniona chińska tradycja nie pozwala im na taką zuchwałość jak zapoznawanie obcych. ,,By spotkać się z jakimś mężczyzną, zawsze trzeba skorzystać z pomocy pośrednika: rodziców, ciotki, kuzynów, przyjaciół, znajomych ze studiów lub kolegów z pracy. Jeśli dziewczyna sama zagada do nieznajomego, jest uważana za prostytutkę”.

Twoja cena na rynku

Chińskie głoszenia matrymonialne, których miliony można znaleźć w sieci, prasie czy nawet na specjalnych tablicach w parkach, to kolejna rzecz, która mnie zdumiała. Osobiste walory przyszłego partnera czy partnerki są mniej ważne od tego czy posiada na własność mieszkanie, jaką ma pensję czy jakie odebrał wykształcenie. Wygląd, temperament, charakter drugiej połowy rzadko pojawiają się w tych anonsach. W twardej kapitalistycznej rzeczywistości nawet uczucia przeliczane są na pieniądze. Nic dziwnego, że tak wiele jest nieszczęśliwych małżeństw i rozwodów, o których kobiety także opowiadają w rozmowach z autorem. Nie tylko pod względem starania się o rękę, panują w Chinach obyczaje rodem ze średniowiecza. Liczne rozmówczynie dzielą się z Malovicem bolesnymi szczegółami dotyczącymi powszechnej w Chinach przemocy małżeńskiej, a także traumatycznymi wspomnieniami związanymi z rozstaniem z dziećmi na skutek obowiązującej do niedawna polityki jednego dziecka. Do tego dochodzą wywiady z pracownicami salonów masażu czy z męskimi prostytutkami, i od razu mamy niezbyt przychylny portret chińskiego społeczeństwa, w którym kobiety są pogardzanymi ofiarami systemu politycznego i długiej konfucjańskiej tradycji.

Czytając Miłość made in China nie mogłam oprzeć się wrażeniu, jakie często towarzyszy mi także podczas czytania o Japończykach i Koreańczykach, czyli że ci ludzie, na skutek różnych wydarzeń historycznych i obecnej sytuacji ekonomicznej, są sterroryzowaniu kultem pracy i posłuszeństwem wobec autorytetów, co do reszty uśmierciło w nich wyższe uczucia, zwyczajnie zabiło duszę. Prawdopodobnie wspomniane azjatyckie narody o Polakach także mogą myśleć niezbyt pochlebnie, ale zapewniam, że każdy czytelnik tej kontrowersyjnej książki, podobnie jak wiele sportretowanych tu postaci, będzie miał podobne myśli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *