Kochanki

Kochanki / MistressesO kurczątko! Takiego badziewia dawno już nie oglądałam. Gdybym się nie upewniła, że produkcja jest stosunkowo nowa, dałabym się pokroić, że powstała w połowie lat dziewięćdziesiątych. Naprawdę nie rozumiem po co powstają jeszcze takie szmiry. Poza fikuśnymi ubrankami czterech głównych bohaterek (mających oczywiście fascynujące życie zawodowe, jak to zawsze w amerykańskich serialach) wszystko jest tu złe. Czułam się autentycznie zażenowana samym faktem, że na to patrzę, takie to wszystko głupie, puste i bez sensu. Jedynym sposobem na dotrwanie do końca kolejnego odcinku, było albo robinie sobie częstych przerw, albo traktowanie serialu jako podkładu do robienia innych rzeczy (polecam wykonywanie brzuszków, przysiadów, ewentualnie zrobienie prasowania w trakcie).

Zapewne twórcy Kochanek mieli zacne intencje. Podejrzewam, że opowiadając historię czterech przyjaciółek, z których każda ma inny temperament i inny typ urody, wzorowali się na klasykach gatunku, czyli na Seksie w wielkim mieście oraz na Gotowych na wszystko. Próbowali, silili się, ale nic z tego nie wyszło. Jako widzka-weteranka kiczowatych babskich seriali (tak moi drodzy, oglądałam nawet Modę na sukces) z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że Kochanki należą do najgorszych produkcji w tej kategorii. A co jest konkretnie tak bardzo nie tak? Zacznijmy może od samego tytułu. Spodziewałby się człowiek, że będzie to o dziewczynach sypiających z żonatymi facetami. Nic z tych rzeczy. Oczywiście sypiają z kim popadnie, ale panowie są najczęściej wolni, a zresztą więcej jest mówienia o tym niż prawdziwej akcji (i to takiego górnolotnego, pełnego kobiecej ,,mądrości życiowej” paplania bez sensu). Banalne dialogi, bardzo przeciętna (i tu jestem miła) inteligencja bohaterek i właściwie wszystko razem sprawiają, że oglądając Kochanki można się albo porządnie wkurzyć, albo śmiertelnie znudzić.

Perypetie życiowe, a w szczególności ich nieporadne intrygi (które każą nam się poważnie zastanowić jak takie głupie gęsi mogą odnosić tak duże sukcesy zawodowe; tak wiem, że to serial, ale nawet fantazja ma jakieś swoje granice) są wyjątkowo mało złożone i już po drugim czy trzecim odcinku wiadomo jak to się wszystko skończy. Zero dowcipu. Zero napięcia. Tylko się człowiek zastanawia jak te leniwe, wiecznie plotkujące lub przeżuwające lunch kobietki są w stanie zarobić na swoje drogie ubrania i wielkie domostwa. Niby rozumiem konwencję bajkowości telenoweli, ale tu potrzeba zdecydowanie więcej lekkości i dystansu, a mniej nadęcia i pretensji do bycia czymś, czym się nie jest. Jakoś w Gotowych na wszystko nikomu specjalnie nie przeszkadzała głupiutka Susan Mayer (grana przez Teri Hatcher) ponieważ jej postać była inteligentnie poprowadzona. A tu?

Prawniczka Savi (Alyssa Milano), psychoterapeutka Karen (Yunjin Kim), właścicielka sklepu April (Rochelle Aytes) i agentka nieruchomości Josslyn (Jes Macallan) są od niedawna na szczycie mojego subiektywnego zestawienia najbardziej irytujących serialowych postaci (zdeklasowały nawet znienawidzoną od lat Carrie Bradshaw). Kochanki to normalnie jakaś Santa Barbara albo inna Sunset Beach, a nie nowoczesna produkcja telewizyjna dla kobiet. A może tylko mi się zdaje, że puszczanie czegoś takiego w telewizji obraża kobiecą inteligencję? Zobaczcie chociaż jeden odcinek i przekonajcie się sami czy przesadzam.

One thought on “Kochanki

  • Sierpień 23, 2013 at 10:20 pm
    Permalink

    Widać, że jest Pani „weteranką” głupawych seriali dla bab po samym tonie wypowiedzi. Na początek sugeruję sprawdzenie w słowniku znaczenia słowa „kochanka”, gdyż nie odnosi się ono jedynie do kobiet sypiających z żonatymi mężczyznami. Serial niesie ze sobą przesłanie ale nestety, żeby je odebrać nalezy być inteigentnym widzem… w Pani przypadku proponowałabym więcej brzuszków, bo jak widać ciężko ze skupieniem uwagi na te czterdzieści minut. Tak czy siak, wg. mnie serial jest ciekawy, choć nie można mówić o wartkiej akcji. Pokazuje problemy jakie niesie ze sobą bycie kochanką a nie stałą i oddaną partnerką.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *