Miejsce na ziemi

Wbrew tytułowi ten film jest o ludziach, którzy nie mają swojego miejsca na ziemi. Niczym bohaterowie ulubionej lektury szkolnej wszystkich Polaków, są psychicznie bezdomni, zagubieni i totalnie zamknięci w sobie. Zabierając się za oglądanie tej francusko-belgijskiej produkcji, należy się uzbroić w cierpliwość i dokopać do wewnętrznych pokładów wrażliwości, empatii i subtelności (wyobraźcie sobie jakie to trudne dla takiego pancernika jak ja), ponieważ nie jest to produkcja z gatunku łatwych i przyjemnych komedii (choć można się natknąć też na takie opisy). Choć filmy, które obejrzałam do tej pory na French Film Festival były raczej słodko-gorzkie, to jednak w tym tej goryczy jest zdecydowanie najwięcej.

Opowieść o bardzo depresyjnym artyście

Historii o tym, jak to fantastyczny twórca zaczyna nienawidzić całego świata, ponieważ ludzie nie dostrzegają jego talentu, mamy w kinie na pęczki. Na szczęście to nie jest jedna z tych historii. Antoine Dumas (Benoît Poelvoorde) nie może się skarżyć na brak pochwał, ponieważ jest bardzo docenianym przez szefową (i zdaje się, że przez czytelników gazet także) fotografem. Nieliczni ludzie, do których się jeszcze odzywa, dają mu do zrozumienia, że wręcz grzechem jest marnowanie takiego talentu. Każde, nawet najbardziej prozaiczne ujęcie, przeistacza się pod jego palcami w dzieło sztuki, a cały problem w tym filmie polega na tym, że Antoine’a to średnio interesuje. Starzejący się w samotności mężczyzna jest tak zdołowany, że jego nadąsana twarz przez większość czasu pokazuje nam, iż całe jego wnętrze wypełnia czarna burzowa chmura. Obrazu nędzy samotniczego żywota dopełniają dziesiątki wypalanych papierosów, może alkoholu, w którym topi smutki i przeogromny chaos jego zapuszczonego mieszkania. Bardzo to wszystko ponure i malownicze jednocześnie. Oczywiście Antoine nie byłby rasowym filmowym gburem, gdyby nie miał jakiegoś wrażliwego miejsca. Fotograf nienawidzi wszystkich oprócz małego sąsiada Mateo (Max Baissette de Maglavie), dla którego jest niczym rodzony ojciec. Co prawda artysta zaniedbuje siebie i pracę, ale gdy maluch go potrzebuje, zawsze śpieszy mu z pomocą. Odbiera dzieciaka ze szkoły, pilnuje go wieczorami gdy matka pracuje, a nawet gotuje mu obiady. Ich rozmowy są tak urocze, jak tylko mogą być rozmowy starego zgreda i naiwnego chłopca przebierającego się w sukienki księżniczek.

Miejsce na ziemi

Co bardzo ważne, nie dowiadujemy się z filmu, dlaczego Anton jest taki pozamykany i rozwścieczony, ale to jakoś zupełnie nie wpływa na atrakcyjność przekazu tej opowieści.

Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, życie artysty zmienia się w pewnym momencie całkowicie pod wpływem niezwykłej kobiety. Na przeciwko pakamery naszego bohatera pewnego dnia zaczyna rozbrzmiewać piękna muzyka, w której fotograf zakochuje się do szaleństwa. Nuty Chopina wygrywane na fortepianie przez piękne palce młodej pianistki, urzekają go swoją pasją i dają początek nieodwracalnym zmianom w życiu.

Przegrana sprawa?

Do poznania się Antona i tajemniczej nieznajomej dochodzi w bardzo niecodziennych okolicznościach. Ona włazi na dach kamienicy w nocy, on robi jej zdjęcia, po czym ona skacze a fotograf orientuje się, że fotografuje próbę samobójczą. Co dziwniejsze, drastyczne okoliczności wcale nie powstrzymują go przed dalszym robieniem zdjęć. Długi proces zdrowienia Eleny (Ariane Labed) i zaprzyjaźniania się z fotografem, który w końcu uratował jej życie, to okazja do tego byśmy poznali jedną z najbardziej niezwykłych bohaterek francuskiego kina. O tym jaka jest Elena najpiękniej mówi Anton, który opisując jej grę na pianinie mówi o tym, że urzekła go pasja i ambicja dziewczyny. Chodzi mu o ambicję wyrastająca z najgłębszych potrzeb, a nie budzącą w nim wstręt ambicję towarzyską. Trudno nie przyznać mu racji. Elena, oprócz tego, że doktoryzuje się z archeologii, to jeszcze wspaniale gra i pracuje w schronisku dla młodych narkomanek. Ma oczywiście także swoją mroczną stronę, czyli ogromną wrażliwość pchającą ją do autodestrukcji. Od pewnego momentu widz cały czas się zastanawia, czy Elenie stanie się coś złego i czy pociągnie za sobą zafascynowanego nią mężczyznę. O tym już każdy musi przekonać się sam. Mi pozostaje tylko zapewnienie, że zakończenie jest naprawdę wzruszające i piękne.

Miejsce na ziemi

Ach ten klimat!

Miejsce na ziemi to film urzekający klimatem, ale nie jest to ten klimat francuskich komedii, który tak lubimy. Szarości i błękity zniszczonych mieszkań w kamienicy, w których jednak nie brakuje pięknych rzeczy. Zimna i mokra aura z kilkoma zaledwie jaśniejszymi momentami, znakomicie odzwierciedlająca stan ducha bohaterów, tkwiących jakby w wewnętrznej zmarzlinie. No i niebanalne postaci.

Dwójka głównych bohaterów to prawdziwie oryginalne osobowości. Podobało mi się bardzo, że nic tu nie jest na siłę. Jak ktoś jest zamknięty i skrzywdzony to nie będzie nagle wygłaszał długich monologów o życiu długim i szczęśliwym. Fotograf w bardzo logiczny sposób próbuje wszystko co się dzieje wokół niego przyswoić za pomocą zdjęć, których wartość wreszcie zaczyna dostrzegać. Dziewczyna też się nieco otwiera, ale nie mówi za dużo, dając nam pole do domysłów.

Choć Miejsce na ziemi to raczej poetycka opowieść o ludziach wykluczonych przez swą wrażliwość z życia, a nie typowy dramat, z pewnością wato obejrzeć ten film. Bez klasycznej akcji czy scen miłosnych, a jednak wzrusza i daje dużo do myślenia. No i te zdjęcia! Każdy kadr filmu to estetyczna uczta. Na początku nie byłam o tym przekonana, ze względu na grającego Antine’a Benoita Poelvoorde, czyli odtwórcę ról komediowych furiatów w takich filmach jak Nic do oclenia czy Przepis na miłość, ale artysta sprawdził się znakomicie, pokazując nam zupełnie inne, poważne oblicze. Nie podejrzewałam, że ma taki talent.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *