Lars Mytting, Płyń z tonącymi

Nie byłam nawet zaciekawiona poprzednim książkowym hitem Myttinga, czyli Porąb i spal, bo najpierw bardzo długo wydawało mi się, że to takie Zniszcz ten dziennik dla chłopców, a potem, gdy zobaczyłam, że w podtytule tego działa jest ,,Wszystko co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie” pomyślałam, że to bardzo seksistowskie. Zresztą, ileż można napisać o drewnie? Cóż, okazuje się, że bardzo dużo i to w naprawdę fascynujący sposób. Po lekturze Płyń z tonącymi, kolejnej książki Myttinga, która oprócz wielu ważnych tematów, jest też powieścią o drewnie, postanowiłam się jednak z Porąb i spal zapoznać i okazało się, że jest to pochwała prostego życia i umiejętności niezbędnych do przeżycia w warunkach nieco innych niż miejskie blokowiska. W obu publikacjach na pierwszy plan wysuwa się szacunek do tego niezwykłego materiału, ale gdybym miała polecić jedną, to byłoby to jednak Płyń z tonącymi. Porąb i spal zaopatrzy was w wiadomości praktyczne i zapozna z tak ważnymi zagadnieniami jak różne techniki rąbania, niezbędne do tego narzędzia czy układanie stosów drewna o rozmaitym kształcie, za to powieść da wam poczucie obcowania ze złożoną, skomplikowaną i tragiczną opowieścią o ponadczasowym wymiarze, w której o drewnie jest nie mniej niż w podręczniku dla prawdziwych drwali.

W poszukiwaniu samego siebie

Nie ma chyba częściej wykorzystywanego schematu fabularnego niż ten, kiedy to młody mężczyzna rusza w podróż by zrozumieć kim naprawdę jest. I bardzo dobrze, bo taki wzór doskonale się sprawdza, a historię młodego podróżnika można wciąż opowiadać na tysiąc różnych sposobów, nie zanudzając przy tym czytelników. W tym przypadku bohater ma na imię Edvard i jest dwudziestokilkuletnim rolnikiem, który wraz z dziadkiem zajmuje się uprawą ziemniaków na norweskiej wsi. Panowie wiodą proste życie pełne ciężkiej pracy, ale i satysfakcjonujące. Cieniem na tej sielance kładzie się niejasna rodzinna historia. Edvard był wychowywany przez dziadków, ponieważ jego rodzice zginęli gdy miał trzy latka i to w bardzo tajemniczych okolicznościach, bo podczas wycieczki do Francji, kiedy to nad Sommą nadepnęli na granat gazowy z czasów pierwszej wojny światowej. Gdy dziadek Edvarda umiera, okazuje się, że w pobliskim zakładzie pogrzebowym czeka na niego przepiękna trumna wykonana z niezwykłego drewna, którą przed laty przysłał brat dziadka, Einar, z którym ten był pokłócony. Od tego kawałka drewna i jednej rozmowy z proboszczem rozpoczyna się śledztwo Edvarda. Pogrążony w żałobie chłopak chce wreszcie rozwikłać wszystkie tajemnice, poznać dokładnie losy swoich rodziców, dziadków i pradziadków. Z każdym krokiem w tym dochodzeniu pojawiają się kolejne pytania domagające się odpowiedzi. Dlaczego jego rodzice chcieli odwiedzić akurat małą wioskę nad Sommą? Gdzie przez te wszystkie lata podziewał się brat dziadka? Co się działo z małym Edvardem gdy po śmierci rodziców nie było go przez cztery dni? Pierwszym krokiem na drodze do zrozumienia rodziny i poznania samego siebie jest dla Edvarda przestudiowanie zostawionych przez dziadka śladów i zbadanie dokładnie domu i gospodarstwa. Następne działania obejmują wyjazd na Szetlandy i do Francji. Zaczynając tę powieść, czytelnik musi się uzbroić w cierpliwość, gdyż podróż Edvarda szybko zamienia się z poszukiwania własnej tożsamości w wyprawę po wielki skarb, a to wszystko na tle najbardziej tragicznych wojennych wydarzeń XX wieku. W dodatku każda ze wskazówek, opowiadająca coś o przeszłości dziadków czy rodziców, odsyła naszego bohatera do kolejnej, jeszcze większej tajemnicy.

Luksusy i proste przyjemności

Płyń z tonącymi to rozległa powieść, w której każdy czytelnik może znaleźć coś dla siebie (jak banalnie brzmi to prawdziwe stwierdzenie). Choć doceniam wielką pracę wykonaną przez autora by wiarygodnie opisać realia historyczne dwudziestowiecznych wojen i oddać hołd ich ofiarom, to jednak wątek poszukiwania własnej tożsamości połączony z historią miłości do dwóch kobiet, uważam za bardziej udany. Edvard musi się zdecydować kim jest, a właściwie jaki jest, a proces ten wydaje się tożsamy z tym, którą z uroczych młodych kobiet w końcu wybierze. Mieszkająca w jego okolicy Hanne, którą zna od dzieciństwa, to kochająca proste wiejskie życie pani weterynarz, z którą być jest łatwo i przyjemnie. Za to spotkana na Szetlandach Gwen niesie ze sobą to co nieznane, powiew tajemnicy i wielkiego świata. Gwen budzi w Edvardzie estetę potrafiącego docenić przedmioty luksusowe i obowiązki wobec przodków i historii. Przyznam, że odkąd w powieści pojawiła się wyrafinowana i oddychająca szlachetnym pięknem Gwen, moja sympatia była po jej stronie, ale nie zdradzę kogo w końcu wybrał Edvard.

Płyń z tonącymi, pomimo tragicznych rodzinnych wątków, jest też książką o luksusie i codziennych przyjemnościach. Zagłębiając się w przeszłości stryjecznego dziadka Einara, Edvard odkrywa, że był on prawdziwym artystą jeśli chodzi o wykorzystanie drewna. Meble, łodzie, trumny, broń, rzeźby sakralne, a nawet dziecinna zabawka, po prostu wszystko czego dotknął się Einar zyskiwało niezrównaną jakość i wręcz porażało pięknem. W rozsmakowywaniu się w rzeczach luksusowych przewodzi chłopakowi Gwen, pochodząca z arystokratycznego rodu, której wykłady o tym jak się ubiera i żyje potomek rodu ze starymi pieniędzmi, są bezcennymi wskazówkami dla ludzi chcących żyć z klasą (Gwen mogłaby poprowadzić Projekt Lady). Uwielbiam jej uwagi typu:

,,Bez klas społecznych z dobrym gustem i wielkimi pieniędzmi nigdy nie mielibyśmy mebli Arbusa. Ani strzelb Prudeya. I bentelyów, za którymi oglądamy się na ulicach. Nawet indyjskie jedzenie smakowałoby inaczej. To wszystko dlatego, że ktoś był wystarczająco bogaty lub kapryśny, by płacić rusznikarzom, rymarzom albo kucharzom za bardzo długą i bardzo dokładną pracę”.

Zresztą nawet przed poznaniem nieznajomej z Szetlandów, Edvard potrafił docenić to co dobre, ale w innych sferach. Grzebiąc w ziemniaczanych zagonach chodził w odzieży roboczej i gumiakach, ale za to kupił sobie najlepsza leicę do fotografowania natury i co roku uzupełniał swoją kolekcję bardzo drogich obiektywów.

No i oczywiście drewno! Drzewa rosnące w lasku nad Sommą, brzozowy zagajnik za domem, różnego rodzaju surowce do budowania przedmiotów, które przetrwają wieki, łączą wszystkich bohaterów potrafiących docenić to co dobre i szlachetne w rzeczach materialnych. Z tej powieści dowiecie się tego, jak powstają meble z brzozy płomienistej, dlaczego drzewo orzechowe liczące sobie czterysta lat jest takie drogie i jak ocenić jakość łączeń w drewnianych meblach art deco. Najdziwniejsze jest to, że podczas lektury można się naprawdę wciągnąć w te luksusowe, ,,drewniane” tematy, nawet jeśli wcześniej nie miało się o tym zielonego pojęcia. Coś czuję, że przez tę niezwykłą książkę norweskiego pisarza wzrośnie nie tylko i tak wielka popularność jego poprzedniego dzieła Porąb i spal, ale także wszelkiego rodzaju siekier, tokarek, dłut i frezarek. Płyń z tonącymi może w was wyzwolić wewnętrznych drwali i cieśli.

One thought on “Lars Mytting, Płyń z tonącymi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *