Droga do zapomnienia (The Railway Man)

Liczyłam na naprawdę dobre kino, które mną wstrząśnie, a dostałam nudną papkę, smętne dłużyzny i ogólnie coś, za co osoby, które naprawdę uczestniczyły w wydarzeniach pokazanych w tym filmie, powinny się obrazić (gdyby na przykład obaj panowie jeszcze żyli). Zniechęciłam się tą historią zupełnie, a przecież to dramat wojenny o nieszczęsnym młodym żołnierzu torturowanym przez Japończyków podczas wojny, a także o jego starszej wersji, która nawet po kilkudziesięciu latach nie może sobie z traumą poradzić. Nie wiem dlaczego, ale wszystko tu wypadło tak sztucznie i dziwnie, że jedyny dramat jaki dostrzegam w Drodze do zapomnienia to nieszczęście jakie spotkało biedną twarz Nicole Kidman.

Historia jest prosta. Dojrzały mężczyzna mieszkający sobie spokojnie w domku nad morzem i pasjonujący się koleją, poznaje pewnego dnia uroczą Patti. Eric Lomax (Colin Firth) szybko poślubia swoją wybrankę (Nicole Kidman) jednak szczęście pary nie trwa długo. Zaraz po ślubie Patti odkrywa, że jej mąż wciąż przeżywa okropne wydarzenia z czasów, gdy był więźniem w japońskim obozie jenieckim pod koniec drugiej wojny światowej i uczestniczył w budowie sławnej Kolei Birmańskiej. Zaniepokojona kobieta i przyjaciel Lomaxa (Stellan Skarsgård) zachęcają go do uporania się z przeszłością. Ma w tym pomóc spotkanie z dawnym oprawcą, który wciąż pracuje w miejscu, w którym niegdyś Lomax prawie wyzionął ducha.

Może i jestem nieczuła, ale jakoś nie umiałam się zdobyć na współczucie dla biednego młodego Lomaxa konstruującego radio i noszącego kamienie. To zapewne wina tej całej literatury obozowej i filmów wojennych, które już zdążyłam wchłonąć. Angielsko-japońskie rozrachunki i pojednania wydają się niczym w porównaniu z na przykład polsko-niemieckimi porachunkami, ale podejrzewam, że Brytyjczycy mają na ten temat nieco inne zdanie.

Słabości (właściwie to słabizny) tego filmu nie broni nawet fakt, że to historia ,,na faktach”. Każdą opowieść da się atrakcyjnie przedstawić i wcale nie musi to być takie smętne nie wiadomo co. Jedyną zaletą tego filmu jest moim zdaniem udział Hiroyuki Sanady (doktor Hatake z Helixa), którego twarz jest tak przerażająco zimna, że aktor nie musi nawet nic mówić by mnie przekonać, że mógł kogoś torturować, a nawet zabić.

Oczywiście, jest też pani Kidman. Cóż, jej twarz też przeraża, ale w zupełnie inny sposób. Najgorzej jest przy próbie uśmiechu (przynajmniej tak mi się wydaje, że to właśnie próbowała momentami zrobić). Napuchnięte usta się wykrzywiają, część mięśni twarzy się rusza, część zupełnie nie, a rozepchane policzki ciążą ku dołowi. Fascynujący, ale i straszny proces! No i to ogromne, nieruchome, gładkie czoło próbujące wleźć na twarz i przykryć te ziejące pustką martwe oczy. Jak można sobie zrobić coś takiego? Przecież to była kiedyś piękna kobieta (jak nie wierzycie, obejrzyjcie Portret damy). Momentami miałam nawet wrażenie, że Droga do zapomnienia to film, który powstał nie po to by uczcić niezwykłych ludzi, ale by ośmieszyć kuriozalny wygląd australijskiej aktorki. Jeśli tak, to się udało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *