Dusigrosz

Na ciężką, niestrawną, czasem dramatyczną atmosferę rodzinnych świąt, po których niektórzy z nas długo dochodzić będą do siebie, idealnym antidotum jest lekka, niezobowiązująca francuska komedia, pełna ciepłego humoru. Właśnie taką komedią jest Dusigrosz z Danym Boonem, który tworzy chyba jakiś molierowski cykl. Aktor był świetnym chorym z urojenia w Przychodzi facet do lekarza, a teraz jest równie znakomitym skąpcem w Dusigroszu. Najważniejsze jednak, że cały czas jest sobą i zabawia widzów specyficzną mimiką posępnego oblicza. Wielbiciele oryginalnego talentu Boona nie będą mieli na tym seansie powodów do narzekań.

Granice skąpstwa nie istnieją

Francois Gautier (Dany Boon) jest skrzypkiem w orkiestrze, udzielającym także lekcji gry dzieciom. Na pierwszy rzut oka wygląda na zwykłego faceta w średnim wieku, ale już po nieco dogłębniejszej obserwacji widzimy, że z tym osobnikiem jest coś bardzo nie w porządku. Gautier jest uzależniony od oszczędzania, tak jak ktoś innym może być nałogowym hazardzistą, narkomanem czy alkoholikiem. Chorobliwy stan naszego bohatera to wynik rozrzutnego stylu życia jego ojca. Matka bardzo nie chciała by syn wdał się w męża, no i niestety stał się jego przeciwieństwem. Jak daleko posunęło się uzależnienie Francoisa? Jest już tak źle, że skąpstwo niemal uniemożliwia mu normalne funkcjonowania wśród ludzi. Delikwent nie zapala w domu światła, nie korzysta z ciepłej wody, zakupy robi z kuponami i własnym kalkulatorem, ma tylko jeden zestaw ubrań, a przemieszczając się korzysta zawsze z uprzejmości kolegów, oferujących podwózkę. Bardzo ciekawie wygląda jego dieta, złożona głównie z produktów przecenionych i często przeterminowanych. Najciekawsze jest to, że Gautier wie, że ma problem, ale przecież nie pójdzie na terapię do psychologa, któremu musiałby płacić. Jego osobistym terapeutą jest bankier, którego i tak widuje raz na tydzień, pobierając skromne 50 euro na podstawowe wydatki. To się nazywa oszczędność.

radin-5913-jpg_-h_2016

Niby wszystko dobrze, kasa na koncie rośnie, ale inni tak tego nie widzą. Skrzypek nie jest lubiany w orkiestrze, w której pracuje, bo nigdy na nic się nie zrzuca. Z sąsiadami także ma na pieńku, gdyż poważnie zalega ze wszelkimi opłatami. A jakie katusze przeżywa na randce, gdy jego partnerka rozrzutnie zamawia najdroższe owoce morza! Najgorsze przychodzi jednak później, gdy niespodziewanie pod jego drzwiami staje nieznana nastoletnia córka, którą zmuszony jest przyjąć pod swój dach (nie za darmo oczywiście). Będzie to dla naszego sknerusa prawdziwa próba charakteru, w której okaże się, czy rodzonej córce także poskąpi tego, co najcenniejsze.

Dla jednych rozrywka, dla mnie film szkoleniowy

Dusigrosz nie jest na pewno komedią pełną żartów, z których moglibyśmy się śmiać do rozpuku. Dla niektórych nawet nie będzie to komedia, tylko całkiem wzruszający rodzinny dramat opowiadający o tym, że rodzina jest najważniejsza, a dzięki miłości nawet najbardziej zatwardziały grzesznik nawróci się na normalność, przynajmniej w pewnym zakresie. Jest to pokrzepiające, dobrze się ogląda, a do tego, dzięki pięknym i stylowym aktorkom (Laurę, córkę sknery, gra Noemi Schmidt, a zakochaną w nim wiolonczelistkę, Laurence Arne) ta komedia ma niepowtarzalną francuską aurę, której nie znajdziemy w żadnym innym gatunku filmowym. Ja jednak zachęcam do spojrzenia na Dusigrosza z nieco innej perspektywy.

Spróbujcie obejrzeć ten film tak, jakby była to pochwała skąpstwa, a nie wyśmiewanie przesadnej oszczędności. Spójrzcie na życie tak jak poczciwy Gautier, który nie znosi trwonienia pieniędzy i marnowania cennych zasobów. W rozmowie z córką nawet udaje eko-świra, a potem filantropa, zbierającego pieniądze na sierociniec, ale ja nie rozumiem zupełnie śmiechu rozlegającego się wtedy na kinowej sali, bo oba style życie uważam za naprawdę zacne. Od dawna jestem zszokowana tym, jak konsumpcjonizm nas pożera, a okres świąteczny, całe to kupowanie prezentów, tylko umacnia mnie w przekonaniu, że zamieniamy się w chodzące karty kredytowe, ślepo podążające za tym, do czego przekonują nas reklamy. Dlatego też seans Dusigrosza wydawał mi się wprost terapeutyczny. Wiadomo, bohater przesadzał, ale w moim odczuciu tylko odrobinę. Będąc w kinie warto się zastanowić, czy to przypadkiem nie my wszyscy potrzebujemy terapii odwykowej od ciągłego, bezmyślnego kupowania.

Podejrzewam, że nie ma w tym kraju wielu widzów, którzy tak dobrze by się bawili na Dusigroszu jak ja. Poszłam do kina, bo liczyłam na ciekawe podpowiedzi, na czym by tu jeszcze przyoszczędzić. Miał to być dla mnie film szkoleniowy, a wyszło na to, że oglądałam kronikę własnego życia i nie żartuję w tym momencie ani trochę. Jeśli powstanie żeńska wersja tej komedii (Kutwa, Złotówa czy inna Sknera) to spokojnie mogę w niej wystąpić. Dobrym przykładem mych niecnych praktyk może być wczorajszy wieczór. Bilety na film kosztowały mnie i Darka tylko 10 zł, dzięki promocji z kapselkami Somersby (oczywiście nie kupujemy napojów, tylko zbieramy kapselki w parku, bo wiadomo, że na Niebuszewie smakoszy cydru nie brakuje:). Podczas seansu pogryzaliśmy przyniesione do kina, specjalnie odkładane na ten cel chipsy, które zapijaliśmy wodą, także przytaszczoną z domu. Tylko w takich warunkach mój kalkulujący koszty na bieżąco mózg mógł się w pełni cieszyć z oglądania filmu o chorobliwym skąpstwie. Nad tym, jak wygląda moje oszczędzanie na co dzień, zbieranie wody po myciu, gaszenie światła, zakręcanie kaloryferów i tanie gotowanie, nie będę się nawet rozpisywać, bo wszystko to zobaczycie na ekranie :).

To, z czego większość widzów się śmieje, ja nazywam zdrowym rozsądkiem i bardzo modną minimalistyczną postawą. Czasy są ciężkie i może warto w nowym roku do listy postanowień dołączyć bycie dusigroszem. Coś czuję, że ta komedia może się stać dla wielu z Was pierwszym źródłem motywacji.

2 thoughts on “Dusigrosz

  • Styczeń 23, 2017 at 3:12 pm
    Permalink

    Muszę to obejrzeć !!!Ale czeka na wersję internet co by zaoszczędzić.

    Reply
    • Styczeń 23, 2017 at 5:59 pm
      Permalink

      Rozumiem, ale uważam, że na francuskie komedie warto wybierać się do kina, bo nim się pojawią napisy, można zapomnieć o istnieniu takiego filmu :) Chyba, że ma się szczęście i zna się język francuski :)

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *