Chłopak z sąsiedztwa

Film mnie zaciekawił ze względu na tytuł, który wydał mi się zabawny, ponieważ chłopaki w moim sąsiedztwie to raczej stróżujący w bramie panowie w dresie i z tanim piwem w ręku. No, ale USA to nie Szczecin i tam wszystko mają ładniejsze, nastolatków zdaje się również, choć tylko w filmie, bo na żywo to nieszczególnie. Tytułowy chłopak to osierocony młodzian o wyglądzie trzydziestolatka, któremu chyba cały czas zajmuje siłownia i zabiegi kosmetyczne. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, jest też intelektualistą czytającym klasyków w oryginale oraz uwodzicielskim amantem gustującym w seksowych mamuśkach. Świeżo po seansie mogę was zapewnić, że nawet opowieść o żulach z bramy byłaby ciekawsza niż ten kuriozalny twór przeznaczony ewidentnie dla młodzieży szkolnej.

Kobiece fantazje, chłopięce obsesje

Głównym tematem tego dzieła jest pewne fatalne zauroczenie niosące ze sobą zgubne skutki. Claire (Jennifer Lopez) jest licealną nauczycielką i gospodynią domową na życiowym zakręcie. Obecnie jest z mężem w separacji, gdyż ten zdradzał ją ze współpracowniczką (pachnącą mu jak ciasteczka). Jest koniec lata, gdy w domu obok pojawia się powabny (jeśli ktoś gustuje w muskularnych brunetach) Noah (Ryan Guzman), który niedawno stracił rodziców w wypadku i odtąd ma się zajmować chorym wujem. Noah od razu zaprzyjaźnia się nie tylko z synem Claire Kevinem (Ian Nelson), ale i z nią samą. Dojrzały jak na swój wiek, wydaje się jej bardzo męski, bo i z dzieciakiem porozmawia, i drobnymi naprawami się zajmie. No skarb, tylko brać! Gdyby nie to, że jest od Claire młodszy o dwadzieścia lat, zapewne rzuciłaby się na niego zaraz w pierwszej scenie, a tak przynajmniej poczekała aż młody z ojcem na biwak wyjadą. Niestety, po gorących, acz niezbyt gustownych scenach łóżkowych, kobiecie wraca zdrowy rozsądek i stara się wytłumaczyć kochankowi, że to był jednorazowy wyskok. Cóż, on miał na ten temat nieco inne zdanie. Przez resztę filmu możemy obserwować dynamiczny rozwój jego obsesji na punkcie Claire. Tandetny romans zamienia się w parodię thrillera psychologicznego, a widzom robi się naprawdę śmiesznie.

Absurdalnie atrakcyjni, boleśnie pozbawieni talentu

Nie jestem pewna czy Chłopaka z sąsiedztwa można w ogóle nazwać filmem. Żeby był film to muszą być aktorzy i jakaś fabuła, a tutaj ewidentnie tego zabrakło. Z J.Lo jest taka aktorka jak ze mnie baletnica, a patrząc na popisy Guzmana naprawdę żałujemy, że nie ograniczył działalności do striptizu, czy tam do pozowaniu w reklamach bielizny. No oczy bolą, a powiedzieć o nich aktorskie drewno, to obrazić Pinokia i Mroczków jednocześnie. Pojedynczo sę nie do zniesienia, a razem to już śmieszni. Żadnej chemii, tylko żenada. A jeśli chodzi o fabułę, to wszystkie sceny są podporządkowane tylko jednemu zamysłowi, jakim jest ukazanie fizycznej atrakcyjności głównych bohaterów. Nie przeczę, że J.Lo jest piękną kobietą (i to nie tylko na swoje lata, ale w ogóle). Kobita się dobrze prezentuje, ciało ma wyćwiczone a bica prawie tak dużego jak obnażający się co chwila Guzman, ale czy naprawdę do tego musi się wszystko ograniczać? Czułam się jakbym patrzyła na długi spot reklamowy jakiejś marki odzieżowej lub samoopalacza.

Ryan Guzman i Jennifer Lopez

Z drugim planem jest już odrobinę lepiej. Kevin i jego ojciec (John Corbett) to całkiem autentyczny duet, wprowadzający przy okazji problematykę dzieci z rozbitych rodzin. Naprawdę podobała mi się też grająca koleżankę Claire Kristin Cheneweth, ale ona jest tak specyficzna, że w każdym filmie mi się podoba.

Pierwsze wydanie Iliady!

Tak, to jest ten film, w którym on daje jej pierwsze wydanie Iliady Homera, którego potem rozhisteryzowane amerykańskie nastolatki szukały bez powodzenia w Internecie. Naprawdę wcale nie ze względu na filologiczne studia ze specjalnością antyczną, ale ze względu na zdrowy rozsądek uważam, że pojawienie się w filmie tego tomu w twardej żółtej oprawie całkowicie dyskwalifikuje jego twórców. Podobnie zresztą sprawa się ma z obsadzeniem J.Lo, piosenkarki wykonującej wulgarne i tandetne hity pop i o twarzy nieskalanej głębszą myślą, w roli nauczycielki literatury klasycznej. Chyba zwyczajnie potrzebowano kogoś kto wygląda dobrze w ubraniach sekretarki i okularach kujonkach. No jeśli tylko o kryteria z nastoletnich fantazji erotycznych chodziło, to film udał się znakomicie. Jeśli jednak macie więcej niż 16 lat to lepiej darujcie sobie seans, bo jeszcze potem wyjdziecie na idiotów szukających na Allegro nieistniejących pierwszych wydań.

Pierwsze wydanie Iliady

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *