American Animals

Za sprawą dobrej obsady i obiecujących zapowiedzi, zapewne wielu z was obejrzało już ten film i jest szczerze rozczarowanych. Powiedzmy, że do najbardziej pasjonujących to ten obraz nie należy. Podczas oglądania byłam często znudzona lub zirytowana zachowaniem bohaterów. Jak na historię opowiadającą o głośnym rabunku, bardzo tu mało prawdziwej kryminalnej akcji. Do tego bohaterowie jacyś tacy do bólu pospolici, o mało urodziwych twarzach i mętnych motywacjach. Ale wiecie co? To prawdopodobnie jeden z najlepszych filmów o współczesnej Ameryce, jakie ostatnio powstały, a do tego bardzo prawdziwy. Postaci nudzą, bo bardzo przypominają oryginały, irytują, bo mają autentyczne emocje (głównie lęk, wahanie, pychę, brawurę, głupotę), a cała ta historia głęboko zapada w pamięć prawdopodobnie dlatego, że mogłaby się przydarzyć dowolnej grupce amerykańskich studentów, przekonanych o tym, że są wyjątkowi i czeka ich pasjonująca przyszłość.

Jak w gangsterskim filmie

Jest to z jednej strony opowieść o opowieści, a z drugiej niemal typowa historia napadu z bardzo nietypowym finałem. Jeśli chodzi o to drugie, to mamy na początku dwóch rozczarowanych studiami chłopaków z Kentucky. Choć pozornie niczego im nie brakuje, chcieliby z życia wycisnąć znacznie więcej. Spencer Reinhard (Barry Keoghan o fascynującej twarzy ucznia zawodówki odurzonego klejem) to obiecujący młody artysta, tworzący głównie autoportrety, uczący się na prywatnej uczelni, z kolei jego nieco bardziej szalony przyjaciel Warren Lipka (Evan Peters) to raczej nie inteligent, a miejsce na studiach zawdzięcza stypendium sportowemu. Z pozoru niczego im nie brakuje i wystarczyłoby tylko, żeby trzymali się pochwalanych przez rodziców i społeczeństwo prostych torów (co nie kosztuje ich wiele wysiłku), a wszystko byłoby dobrze (nudno, ale bezpiecznie, normalnie, po bożemu). Niestety, to nie dla nich. Obaj czują, że należy im się coś więcej. Wiele razy słyszeli od nauczycieli i rodziców, że są wyjątkowi, że dokonają wielkich rzeczy, BĘDĄ LUDŹMI SUKCESU bo tak to już jest gdy się żyje amerykańskim mitem, w którym dominuje kult jednostki. Zmęczeni czekaniem chłopcy postanawiają pewnego dnia wziąć sprawy w swoje ręce. Wyjątkowości ich żywotom ma nadać skok na wielki skarb, a konkretnie wykradzenie z uczelnianej biblioteki bardzo cennego egzemplarza „Ptaków Ameryki” Johna Jamesa Audubona (zbiór pięknych malowideł przedstawiających ptaszyska) oraz kilku innych bezcennych tomów. Gdy sytuacja zaczyna ich nieco przerastać, panowie angażują do współpracy jeszcze dwóch kolegów, o dziwo znacznie od nich bystrzejszych, ale tak samo żądnych czegoś więcej od losu. Do grupy dołączają Chas Allen (Blake Jenner), sportowiec i znakomicie się zapowiadający młody przedsiębiorca, oraz Eric Borsuk (Jarred Abrahamson), planujący karierę w FBI student księgowości. Taki oto dream team rusza pewnego dnia do biblioteki, by dokonać kradzieży, która zadziwi wszystkich.

Jeśli zaś chodzi o samą opowieść, to jest ten film ciekawym spojrzeniem na to jak zapamiętujemy różne wydarzenia, jak je potem przedstawiamy, a nawet o tym jak przeszczepiane są między ludźmi ich wspomnienia. To takie proste, ale robi wrażenie (niestety po czasie, czyli po seansie). Spencer co jakiś czas zastanawia się czy to on coś widział, czy tylko Warren mu o tym powiedział, czy było jak zapamiętał, czy może sobie coś wyobraził. By było jeszcze bardziej wiarygodnie, przez ekran, oprócz aktorów, cały czas przewijają się autentyczne osoby, o których jest ten film, co uważam za ciekawy, choć momentami rozpraszający widza efekt. Szczególnie w ostatnich scenach dobrze to wypada.

Jak się zabrać do kradzieży?

Rozbroiło mnie naprawdę to, że chłopcy zabrali się za planowanie napadu tak, jak ja sama bym to zrobiła :) Zrozumcie mnie dobrze, to nie są żadne zbiry, dzieciaki po poprawczaku czy narkomani potrzebujący desperacko kasy na kolejną działkę. To porządni młodzi ludzie z dobrych, skromnych, uczciwie pracujących amerykańskich rodzin, których życie nudzi i rozczarowuje. Nie mają żadnych kontaktów w świecie przestępczym, nie ma zatem kogo zapytać o radę. Co zatem robią? Siadają do oglądania klasyków gatunku, czyli wszystkich możliwych filmów o wielkich napadach, na fabule których opierają swój master plan i to tak, że ku zaskoczeniu ich samych niemal doskonale wypala (emocji nie wzięli pod uwagę niestety). No a jak potrzebne są nam jakieś konkretne wskazówki, jakieś szczegóły techniczne, to wpisujemy w Google i przeszukujemy fora. Robimy tak ze wszystkim w naszym życiu, więc czemu by nie z napadem rabunkowym?

Paradoksalnie w tym filmie urzeka też to, co jest najmniej filmowe, czyli zwykłość i realność bohaterów. No chcieliby by być jak banda z Ocean’s 11, ale nie są niestety i co chwila coś idzie nie po ich myśli. Tego już lepiej opisać nie mogę, bo chyba każdy chciałby obejrzeć sam i po tych długaśnych dwóch godzinach osądzić, czy było warto oglądać popisy chłopaków, którzy zachowują się jak pierwszy lepszy człowiek z ulicy, któremu przyszedł do głowy dziwny pomysł.

W komentarzach na temat American Animals ludzie piszą, że jest to film o grupie znudzonych, rozpuszczonych nastolatków, którym jest za dobrze i w głowach się trochę poprzewracało. Może i tak jest, ale to nie wszystko. Tu chodzi o najważniejszą rzecz w życiu każdego myślącego człowieka (oczywiście poza zabezpieczeniem potrzeb materialnych) czyli o szukanie sensu życia i jego smaku. Dla naszych bohaterów, wychowanych w spokojnym, dostatnim amerykańskim społeczeństwie, świat okazał się wielkim rozczarowaniem. Pamiętajmy, że wychowali się na telewizji i Internecie, więc zrozumiały jest ich szok, że miało być jak w filmie przygodowym czy w kryminale, a tu co najwyżej serial obyczajowy. Bycie zwyczajnym, nijakim, bezbarwnym to dla nich największe przekleństwo, czemu najczęściej daje wyraz Warren. U nas młodzi ludzie podobnie zaczynają patrzeć na świat, zanurzeni są w podobnej kulturze, i chyba warto się zastanowić z jakimi wewnętrznymi kryzysami się to wiąże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *