Sprzątanie z Marie Kondo

Netflix nie mógł wybrać lepszej daty na premierę tej ośmioodcinkowej serii, bo w końcu 1 stycznia to dzień, w którym robimy najwięcej postanowień, co do tego jacy to będziemy fantastyczni w nowym roku. Obok takich planów jak bycie szczuplejszym i zdrowszym, spędzanie większej ilości czasu z rodziną lub czytając mądre książki, na szczytach naszych noworocznych list znajduje się także bycie bardziej zorganizowanym. Oczywiście brak uporządkowania, zaleganie po kątach zbędnych gratów, czy zbyt duża ilość ubrań, uniemożliwiająca normalne korzystanie z mieszkania, to typowe problemy zamożnego, pierwszego świata, ale niektórzy z nas niestety naprawdę przejmują się tym, czy w ich szafach jest wszystko ładnie poukładane lub czy sprzęty kuchenne można ułożyć według jeszcze bardziej wydajnego systemu. No i oczywiście mamy także minimalistów, czyli takich wariatów jak ja, którzy zwyczajnie wolą mieć mniej, ale za to dobrze poukładanych rzeczy, tak na wypadek kolejnej przeprowadzki. Jeśli zatem takie problemy bliskie są i Waszym sercom, a do tego posiadacie oba poradniki napisane przez Marie Kondo (Magia sprzątania i Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce), z pewnością zainteresuje Was ta seria.

Guru domowej organizacji w akcji

Marie Kondo raczej nie trzeba nikomu przedstawiać, ale tak na wszelki wypadek przypomnę, że jest to pochodząca z Japonii pionierka domowej organizacji, której największą życiową pasję (a także źródło ogromnych dochodów) stanowi wynajdywanie coraz to nowych sposobów na porządkowanie domu, a następnie dzielenie się zdobytą mądrością z innymi. Swoją metodę guru organizacji nazwała KonMari i obecnie dzięki niej Japonka jest już głową potężnego międzynarodowego biznesu. Jednym słowem, nie ma to jak dorobić się ludzkiej słabości, czy choćby na wymyślonej słabości.

W netfliksowym serialu pani Kondo odwiedza osiem amerykańskich domów, dając mieszkańcom co jakiś czas porady dotyczące tego jak uporać się z bałaganem pod ich dachem. Wśród jej nowych klientów jest bardzo poprawne politycznie zróżnicowanie, bo mamy i tradycyjną rodzinę 2 plus 2, ale także i mieszane małżeństwo planujące trzeciego potomka, parę lesbijek, parę gejów, a nawet nieco zagubioną wdowę, która nie może się zebrać i wyrzucić sterty ubrań po zmarłym mężu. Dzięki pomocy japońskiej guru organizacji, uczestnicy domowych metamorfoz wprowadzają ład do pięciu uwzględnionych przez metodę KonMarie dziedzin życia, czyli zajmujemy się najpierw ubraniami, a następnie książkami, papierami, komono (luźnymi przedmiotami typu sprzęty kuchenne, kosmetyki, narzędzia garażowe itd.), a na koniec zostają nam rzeczy sentymentalne (zdjęcia, pamiątki), czyli najtrudniejsza do okiełznania kategoria.

Program porządkujący pomyślany jest tak przez autorkę, by zabierać się do działania od rzeczy najłatwiejszych, do najtrudniejszych. Liczy się rozpęd, rozmach, nabranie pewności siebie, by następnie przejść do tak trudnego zadania jakim jest porządkowanie rodzinnych pamiątek (clutter bardzo wielu ludzi składa się w większości z durnostojek i rupieci, których się trzymamy z irracjonalnie sentymentalnych pobudek).

Gorączkowe działania zaaferowanych rodzin, wiążących z ułożeniem spodni w schludny stosik czy odsłonieniem podłogi w sypialni absurdalnie wielkie nadzieje, przerywane są ,,lekcjami” uroczej Marie Kondo, która siedząc na niby swojej kanapie mówi do nas pouczającym tonem o głębokim sensie posiadania gaci złożonych w cegiełkę czy wkładania zabawek dziecięcych do plastikowych pudełek. Prawdę mówiąc wszystkie jej wytyczne sprowadzają się do kilku prostych zasad: złóż wszystkie rzeczy z danej kategorii w jeden stos i odrzuć te, które nie wywołują radości, ubrania i wszelkie materiały składaj na trzy do momentu, aż będą małą pionową cegiełką, wszelkie drobiazgi ładuj grupami do różnych pudeł, dziękuj domowi i rzeczom za to, że ci służyły. No i tyle tej wschodnioazjatyckiej mądrości.

Ludzie z mydła

Cieszę się, że takie produkcje powstają, bo też jestem wielką zwolenniczką prowadzenia minimalistycznego, uporządkowanego życia i kibicuję każdemu, kto ma podobne dążenia. Z drugiej jednak strony bardzo wiele rzeczy razi mnie w tej serii, szczególnie to, jak wielkie znaczenie przypisuje się tu porządkowaniu. Ład i porządek mają zapewnić harmonię w rodzinie, przygotować młodą parę na narodziny potomka, zaskarbić aprobatę rodziców młodemu gejowi, a nawet sprawić, że samotna wdowa pogodzi się ze śmiercią męża. No jest w tym pewna przesada, nie sądzicie? Choć może to ja jestem zbyt cyniczna i podejrzliwa, bo co jak co, ale mnie także perfekcyjny porządek zapewniłby przychylność rodzicieli i to jak nic innego na świecie (amerykańskie mamusie pod względem schludności czy nawet pedanterii do polskich się nie umywają :).

Sama Marie po kilku odcinkach też jest niemal nie do zniesienia. Absolutnie wszystko wywołuje w niej euforyczną radość, od widoku ,,typowo amerykańskiego” ganku, po nieporządek w szufladzie. A gdy już przegląda rodzinne zdjęcia, ma łzy w oczach z radości i wzruszenia jednocześnie. Denerwowało mnie także to, jak na siłę starano się tutaj ją uczłowieczyć, pokazując, że też jest żoną i matką, i że ona także czasem ma w domu rozgardiasz. Nie mogłam też strawić ciągłego wspominania o ,,idealnym życiu” jakie mamy w przyszłości prowadzić. Kto jeszcze, poza Japończykami, wierzy w to, że jest coś takiego jak idealne życie? No a kto uważa, że jego gwarantem są schludne szafy i czysty garaż?

Nie do przeoczenia jest dla mnie także kwestia konkretnych losów poszczególnych przedmiotów. Tego ile wychodzi z domów, a ile zostaje i co konkretnie robią z tym mieszkańcy porządkowanych domów raczej nie zobaczymy (z doświadczenia wiem, że decyzja o wyrzuceniu czegoś to tylko chwilka, a potem jest zbieranie tego do pudeł i toreb, segregowanie, wynoszenie do odpowiednich zbiorników, szukanie kontenerów PCK, wystawienie gratów na allegro oraz wywożenie ich do eco portów). Więcej niż porządkowania jest rozczulania się nad sobą i ckliwych wspominek. A jak bym chciała wiedzieć co konkretnie wyrzucono, ile worków z tego wyszło, jak wyczyszczono brud po clutterze (te wszystkie kurze i pleśnie musiały nieźle się rozszaleć w zalegających stosach). W duchu zero waste wypadałoby się także zainteresować jak przeprowadzono recycling po takim czyszczeniu gospodarstw domowych.

W sumie po kilku odcinkach Tidying Up with Marie Kondo bardziej drażni niż ciekawi. Owszem, prowadząca jest uroczą, kjutaśną trzydziestoletnią dziewczynką, ale za dużo tego lukru niestety. Co zatem zaproponuję jako alternatywę dla tych, którzy szukają motywacji do zabrania się za domowe porządki i ogólnego ogarnięcia życiowego bałaganu? Polecam niezawodnych i nieśmiertelnych Obsessive Compulsive Cleaners, czyli liczący już dobrych kilka lat brytyjski serial o tym, jak czyściochy z zaburzeniami kompulsywno-obsesyjnymi, zafiksowani na punkcie czystości, pomagają nałogowym zbieraczom i brudasom w doprowadzeniu domów do stanu użyteczności i względnego bezpieczeństwa sanitarnego. Osobiście uwielbiam tę serię i jest to mój numer jeden za każdym razem gdy brak mi motywacji, nie tylko do sprzątania. Po raz pierwszy sprawdziłam na sobie skuteczność cleanersów minionej wiosny, gdy pakowałam się do przeprowadzki. Chciałam z jednej strony zminimalizować liczbę gratów tak, by wszystko zmieścić w jednym samochodzie (udało się!), a z drugiej by posprzątać opuszczane mieszkanie w stanie, którego nie musiałabym się wstydzić przed przyszłymi jego mieszkańcami (nie wiem czy się udało, ale skarg na kocią sierść nie otrzymaliśmy jak do tej pory). Teraz niestety znowu potrzebuję takiego organizacyjnego kopa, który pobudziłby mojego wewnętrznego czyściocha, gdyż nowy dom okazał się zagraconą, zapuszczoną, zapleśniałą remontową skarbonką bez dna. Niestety Marie Kondo niczego nowego mnie nie nauczyła i do walki z kolejnym znalezionymi na strychu czy w krzakach gratami (naliczyliśmy już cztery zardzewiałe grille, trzy łapki na myszy, w tym jedną z oryginalną zmumifikowaną mysią łapką, a także potężną, kilkuset elementową kolekcję sztućców). W pozbyciu się stosów starej pościeli, zatęchłych dywanów czy sprzętów AGD porady KonMarie mi raczej nie pomogą, bo zasady tego systemu są jakieś takie mało konkretne i nie uwzględniają wielu aspektów, gdy tymczasem Cleanersi to praktycznie same konkrety. W ogóle myślę, że gdyby nie to, że pani Kondo jest taka urocza, pochodzi z Japonii i jest kojarzona z bardzo modnym ostatnio minimalizmem, nie odniosłaby aż takiego sukcesu. YT jest pełen bardziej skutecznych organizatorów gospodarstwa domowego, którzy są w stanie NAPRAWDĘ poukładać nam trochę w głowach.

2 myśli na temat “Sprzątanie z Marie Kondo

  • Styczeń 16, 2019 o 3:18 pm
    Permalink

    Fajna recenzja
    Niestety, po dwóch odcinkach odpadłem. Japonka sympatyczna, rady sensowne, ale rozmowy z domem, dziękowanie starym majtkom że długo służyły – nie dla mnie.

    Odpowiedz
    • Styczeń 21, 2019 o 9:22 am
      Permalink

      Oj prawda, że czasem ciężko było wytrzymać :) Dla mnie najbardziej żenujące było witanie się z domem. Jakoś nie wierzę, by ludzie, którzy mają u siebie taki nieporządek, akurat bardzo dbali o czystość podług, a ta się rzuca na podłogę i niemal całuje dywany.
      Mimo wszystko dobrze, że jest ktoś taki jak Marie Kondo (i rzesze jej naśladowców), bo jednak ludzie coraz częściej mają problemy z ogarnięciem swoich gratów. Nie wiem o co chodzi, mama w domu nie nauczyła sprzątać czy co, ale dorośli ludzie zachowują się jak czterokaltki, którym ktoś kazał posprzątać zabawki :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *