Ryszard Wolański, Eugeniusz Bodo. ,,Już taki jestem zimny drań”

Na pomysł przeczytania tej książki wpadłam przypadkiem, kiedy to z uwagą obejrzałam w okolicy świąt dokument telewizyjny poświęcony postaci najsłynniejszego przedwojennego autora, a potem (niestety) trafiłam też na jeden z odcinków serialu o nim. O ile serial wydał mi się bardzo nieudany (Antoni Królikowski w roli młodego Boda zupełnie się nie sprawdza, większość aktorów gra sztucznie i z przesadą, a dźwięk jest tak dziwnie zrobiony, że ma się wrażenie, że od przedwojnia nic się w tej materii produkcji filmowej nie zmieniło), o tyle dokument obejrzałam z wielkim zaciekawieniem, niemal z wypiekami na twarzy. Od razu postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o tym charyzmatycznym, zdolnym, obdarzonym niezwykłym urokiem osobistym człowieku.

W teatrzykach rewiowych dwudziestolecia międzywojennego

Jedynym, przed czym żałuję, że mnie nie uprzedzono zanim usiadłam do drugiego, nieco poszerzonego wydania książki Ryszarda Wolańskiego, jest to, że ta książka nie jest poświęcona wyłącznie wielkiemu artyście, lecz w równej mierze jego czasom. Przygotujecie się zatem na pasjonującą, wielodniową wędrówkę po kabaretach, teatrzykach rewiowych, a także planach filmowych, która pochłonie was do reszty i zupełnie wyłączy z normalnego życia. Oczywiście nie żałuję ani minuty spędzonej na lekturze, gdyż w żadnym innym razie nie mogłabym aż tak poszerzyć swej wiedzy na temat kultury dwudziestolecia międzywojennego. Ta książka to prawdziwy leksykon wiedzy, z najdrobnieszymi szczegółami opisująca samego Eugeniusza Bodo oraz wszystkie produkcje, w jakich brał udział (a jest tego bardzo wiele). Autor nie ogranicza się zresztą i do tego, gdyż każdy rozdział zawiera także osobno wyszczególnione biogramy ówczesnych aktorskich i muzycznych gwiazd estrady, a także najznamienitszych autorów muzyki i teksów, dzięki którym szlagiery wyśpiewywane przez Boda na scenie i w kinie, trafiały od razu na ulicę. Do tego bogaty wybór zdjęć (mam wrażenie, że widziałam już aktora we wszystkich jego wcieleniach) i mamy niezbędnik pasjonatów historii, a także pozycję konieczną do przebadania i wyuczenia dla każdego adepta sztuki filmowej i teatralnej. Zapewne wszyscy młodzi aktorzy, piosenkarze i artyści kabaretowi mają już zresztą tę książkę i uczą się z niej pilnie jak ciężką pracą wspiąć się na artystyczny firmament :)

A co o samym Eugeniuszu Bodo? Oczywiście wszystko! Śledzimy jego losy od samego początku, czyli od czasów dziecięcych, kiedy to ten syn Polki i Szwajcara przybywa do naszego kraju i już jako szkrab rozpoczyna występy w teatrzykach rewiowych swojego ojca. Potem jest zarzucenie nauki, ucieczka z domu i powolne, ale uwieńczone licznymi sukcesami, wspinanie się po drabinie artystycznej kariery. Mam wrażenie, że dokładniej i przystępniej niż to zrobił autor, nie dałoby się już opisać występów Bohdana Eugene’a Junoda w Qui Pro Quo czy w Morskim Oku. Śledzimy bacznie nie tylko jego postępy wokalne, komediowe i taneczne, ale też fabułę widowisk, w których brał udział. Potem oczywiście jest płynne przejście w świat filmu, choć Bodo nigdy do końca nie rozstał się z żywą widownią.

Gdy czytałam relacje z kolejnych planów zdjęciowych, fragmenty wywiadów i recenzji prasowych, opisujących podziwu godną karierę ekranowego amanta (który marzył o rolach dramatycznych) miałam wrażenie, że Eugeniusz Bodo to nie tylko wszechstronny tytan pracy, ale przede wszystkim dziecko szczęścia. Dlatego też ostatnie fragmenty, szczegółowo odtwarzające jego aresztowanie i przesłuchania przez NKWD, tak mną wstrząsnęły. Wojna pochłonęła ogrom ofiar, ale śmierć tego wielkiego artysty jest jedną z najbardziej bolesnych strat dla polskiej kultury. Szczególnie szokujące są ostatnie zdjęcia Boda, gdy widać co z tym przystojnym, pełnym życia i jeszcze młodym mężczyzną zrobiły lata więzienia i walka z absurdami radzieckiej biurokracji. Równie mocne są też zdjęcia serialowego aktora, Tomasza Schuchardta, który wciela się w rolę starszego Boda. Dla tej kreacji na pewno wrócę do oglądania serialu jak tylko przestanie się w nim pokazywać Królikowski.

Warsztat historyka

Dzięki oddanej i pełnej pasji pracy Ryszarda Wolańskiego, udało się odtworzyć świat dwudziestolecia międzywojennego i to taki, jakiego się nie spodziewałam. Żadnych plotek czy skandali, tylko sama prawda i posiłkowanie się jedynie sprawdzonymi źródłami historycznymi. Dzięki dziesiątkom fotosów, materiałom promującym kolejne filmy i wywiadom przytaczanym przez autora, miałam wrażenie, że sama jestem częścią tego bezpowrotnie utraconego świata. Momentami nawet wydawało mi się, że ja też mogę kiedy tylko zechcę wybrać się do kina czy kabaretu by podziwiać Boda, Norę Ney, Jadwigę Smosarską, Zulę Pogorzelską czy Reri. Oczywiście czytając książkę Wolańskiego nie można odmówić sobie przyjemności posłuchania największych przebojów muzycznych wykonywanych przez Boda, co dodatkowo potęguje efekt podróży w czasie. Umówiłem się z nią na dziewiątą, Baby, Sex appeal i Już taki jestem zimny drań, chodzą za mną od wielu dni.

Choć dorobek artystyczny Eugeniusza Bodo robi ogromne wrażenie, mnie osobiście bardzo zainteresował pan Junod jako osoba prywatna. Jakoś na fotografiach widzianych przed laty (przed filmem i książką) nie mogłam dostrzec tego uroku, gdyż twarz i cała sylwetka artysty wydawały mi się zbyt pospolite, a jednocześnie dziwnie przerysowane (to zapewne przez przedwojenną modę na zaczesywanie włosów do tyłu, szczerzenie się pełnym garniturem zębów do obiektywu, noszenie spodni z bardzo wysokim stanem i niemal kobiecy makijaż sceniczny). Gdy zobaczyłam jednak fragmenty nagrań, na których Bodo ożywa, zrozumiałam skąd ta szalona popularność. Od tego człowieka aż bije radosne usposobienie, ma tyle uroku, że można by go butelkować i sprzedawać. Dlatego też z wielkim zaciekawieniem śledziłam wszelkie okruszki informacji o aktorze, który był aż do przesady dyskretny i strzegł bacznie życia prywatnego. Wyłania się z tych kart nie tylko zdolny aktor, reżyser i pieśniarz, poliglota, a nawet restaurator, ale także smakosz, esteta, psi tato, wesoły kompan, miłośnik mazurków (ciast wielkanocnych) i wyszywania makatek, jak również zapalony filatelista. Naprawdę urzekające jest też to, jak troszczył się o matkę i z jakim szacunkiem się o niej wypowiadał.

Z całej książki wyłania się portret artysty, który jest niczym uosobienie swoich czasów, prawdziwy człowiek renesansu żyjący w międzywojniu, który żył pełnią życia i smakował każdą chwilę. Takiego Eugeniusza Bodo chciałoby się zapamiętać i dlatego tak bardzo przejmujące są ostanie tragiczne tony tej opowieści.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości sklepu internetowego Empik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *