Eshkol Nevo, Samotne miłości

Samotne miłości to pierwsza powieść tego autora, jaką przeczytałam, ale na pewno nie ostatnia. Bardzo spodobało mi się to, że zostałam wyciągnięta z mojej czytelniczej strefy komfortu na wody zupełnie mi nieznane i najczęściej unikane. Żydowska mistyka, współczesna izraelska rzeczywistość, problemy asymilacyjne emigrantów czy wychowanie dzieci w kibucu, to nie są tematy, z którymi się na co dzień stykam. Dobrze, że się na początku nie zraziłam, gdyż ta magiczna i uniwersalna opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, pragnieniu przynależności i spełnienia, to wciągająca, mądra i szalenie zabawna lektura, która na długo zostaje z czytelnikiem.

W Mieście Cadyków

Władze pewnego miasta lezącego gdzieś na północy Izraela, otrzymują pewnego dnia obszerny list od leciwego amerykańskiego Żyda, który pragnie ufundować mykwę imienia swej zmarłej żony. Niby wszystko jest w porządku, bo w końcu w Mieście Cadyków mykw jest wiele i nikt się temu nie dziwi, w dodatku kwota oferowana przez darczyńcę to bardzo okrągła sumka, jednak szybko okazuje się, że kolejne miejsce do rytualnych kąpieli (bo tym jest mykwa) może zaburzyć delikatną równowagę panującą w tym miejscu pomiędzy poszczególnymi odłamami religijnymi. Na szczęście szybko burmistrz i jego asystent decydują, że przecież jeszcze dzielnica rosyjskich emigrantów (nazywana Syberią ze względu na podejrzanie niskie temperatury) nie ma mykwy. Budowa rusza, a my przy okazji poznajemy nieco bliżej osoby w nią pośrednio i bezpośrednio zaangażowane. Od razu może uprzedzę wszelkie pytania i wątpliwości. Nie, to nie jest powieść o budownictwie, planowaniu przestrzeni miejskiej czy o emigrantach. Budowa jest tylko pretekstem do pokazania tego, co każdy z bohaterów nosi w sercu.

Samotne miłości

Mamy tu pełen przekrój wiekowy, od dzieci po seniorów (którzy sami się dziwią, że jeszcze żyją), a każdy z nich ma rozterki uczuciowe przynależne swemu wiekowi. Burmistrz Danino, organizujący przyjazd Rosjan do Miasta Cadyków, tęskni do wielkiej namiętności, którą ma nadzieję znaleźć wśród ponętnych przyjezdnych z Rosji. Jego asystent, Mosze Ben Cuk, budując mykwę, wzdycha za utraconą przed laty Ajelet. No i mamy jeszcze Rosjan, którzy z biegiem czasu wcale nie utracili zdolności do przeżywania uczuciowych porywów, o czym czytelnik może się przekonać zapoznając się z bardzo zmysłowym finałem tej opowieści.

Zagubieni samotnicy

Choć fabuła skupia się wokół wątków uczuciowych, to równie istotny jest tu problem samotności, która trapi bohaterów. Są oni oczywiście niespełnieni w miłości, każdemu z nich coś stoi na przeszkodzie, ale jednocześnie przez to także osamotnieni w szerszej perspektywie społecznej. Rosyjscy Żydzi, którzy nie znają hebrajskiego i nie praktykują religijnych zwyczajów, nie mogą się odnaleźć w obcej rzeczywistości miasta, które za sprawą licznych grobów Sprawiedliwych, znajdujących się na jego terenie, przypomina polską Częstochowę. Także wśród zamieszkujących Miasto Cadyków od lat osób nie brakuje boleśnie dotkniętych wyobcowaniem. Wychowany w kibucu i nowo nawrócony Ben Cuk, czy też pracujący w Izraelu Palestyńczyk Naim, są tego najlepszym przykładem.

Metaforą ich wspólnego losu jest przywoływane w wielu miejscach ornitologiczne zjawisko lost solos. Okazuje się, że ptakom zdarza się czasem utracić instynkt, przestają kierować się wewnętrznym kompasem i pojawiają się pojedynczo w zupełnie nieoczekiwanym i niezwyczajnym dla nich miejscu. Jeśli w środku zimy w waszym mieście wyląduje papuga lub tukan, które normalnie występują na innej półkuli, to właśnie te ptaki będziecie mogli nazwać lost solos, czyli zagubionymi samotnikami. Nie można chyba bardziej poetycko i trafnie oddać tego, co przytrafia się naszym bohaterom.

Najbardziej chyba w tej powieści ujęło mnie to, że jesteśmy tak blisko naszych postaci, o których autor pisze z wielką czułością i wyrozumiałością dla ich religijnych i etycznych wyborów. Dawno nie czytałam książki, w której postaci byłyby tak wiarygodnie skonstruowane, tak realne psychicznie. Nie chodzi zresztą o samych wspomnianych mężczyzn, bo postaci kobiece są tu równie mocne i zapadające w pamięć. Każda jest wyrazista, nawet jeśli, tak jak żona Ben Cuka, przesuwają się gdzieś na drugim planie.

Choć jest tu wiele fragmentów opisujących doznania religijne, jest miejsce także na humor i to bardzo oryginalny i błyskotliwy. Choć tego nie czuć na początku lektury, z każdą stroną można się bardziej przekonać do tego, jak skrupulatną i drobiazgowo przemyślaną historią są Samotne miłości. Wszystkie części tej mozaiki znajdują wspólny punkt w przekomicznym i bardzo wymownym finale, którego oczywiście nie zdradzę. Napiszę może tylko, że w tej powieści najwięcej zmysłowości i seksualnej swobody jest między najstarszymi mieszkańcami magicznego Miasta Cadyków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *