Dziewczyna w sieci pająka

Pospieszyłam do kina zwabiona spektakularną metamorfozą Claire Foy i przyznam, że brytyjska aktorka nie zawiodła. Jest jeszcze lepsza niż mogłam podejrzewać, a nawet mam wrażenie, że przerasta cała filmową fabułę, zasługując na coś znacznie lepszego niż mix produkcji o Bondzie, Tożsamości Bourne’a i Mission Impossible. Ale i tak rozrywka to godna, pod warunkiem oczywiście, że się nie nastawimy na ambitny, mroczny kryminał, tylko właśnie na całkiem nielogiczny, ale przyjemny w odbiorze akcyjniak.

Hakerka, która nienawidzi mężczyzn, którzy krzywdzą kobiety

W ekranizacji czwartej części sagi Millenium, napisanej przez Davida Lagercranza, utalentowana punkowa hakerka Lisbeth Salander (Claire Foy) wymierza sprawiedliwość wysoko postawionym damskim bokserom, w międzyczasie zagłuszając traumy z przeszłości przygodnymi związkami z kobietami poznanymi w nocnych klubach. Z Mikaelem Blumkvistem (Sverrir Gudnason) nie rozmawia już od trzech lat, co obojgu bardzo ciąży. Niespodziewanie Lisbeth otrzymuje tajemnicze zlecenie od wybitnego programisty Fransa Augusta (Stephen Merchant), który zatrudnia ją do wykradzenia swego nowatorskiego programu od Amerykanów. Kod Firefalla umożliwia dowolnej osobie dostęp do całego rakietowo-nuklearnego arsenału na świecie, jest więc to śmiertelnie niebezpieczna broń. Niestety, gdy Lisbeth wykonuje zlecenie, okazuje się, że nie tylko ona jest zainteresowana programem. Do akcji włączają się szwedzkie służby specjalne oraz groźni najemnicy, dowodzeni przez (a jakże!) siostrę Salander, Camillę (Sylvia Hoels), o której wszyscy myśleli, że nie żyje. Teraz oczywiście nasza hakerka, niczym samotny mściciel, zostaje sama przeciw wszystkim i ma tylko kilkanaście godzin na to, by ni mniej, ni więcej, uratować świat przed nuklearną zagładą z rąk szaleńców.

Fabuła okraszona jest ogromną ilością scen walki i pościgów, wśród których niestety giną pojedyncze dialogi, wspominki z mrocznej przeszłości sióstr Salander, a także wszelka logika. Taki to film.

Mimo wszystko warto

Choć większość aktorów nie sprostała zadaniu (fatalny Gudnason w roli Blumkvista, reszta panów nie lepiej), a cała historia opiera się właściwie na tym, że każdy każdego jest w stanie namierzyć w dowolnym momencie i z dowolnego urządzenia, to i tak zachęcam do pójścia do kina. Po pierwsze, warto zobaczyć Dziewczynę w sieci pająka dla wspaniałej Claire Foy, która wyciska ze swojej słabo napisanej postaci ile się da (towarzyszące jej panie to jakieś słabe czarne charaktery z Bonda). Może i jej popisy kaskaderskie są absurdalne, ale jednocześnie, patrząc na to, jak wskakuje do wanny uciekając przed ścianą ognia, nie można wyjść z podziwu, bo to przecież ta sama pani, która przed chwilą nosiła pastelowe sweterki brytyjskiej królowej. Aktorka prezentuje niesamowitą formę, nie tylko podczas unikania spalenia żywcem, ale też wymachując pałką czy waląc łomem (bohaterka jest praktycznie niezniszczalna, przy niej Terminator to jakaś jednorazówka). Do tego jej bardzo plastyczna twarz znakomicie oddaje szereg sprzecznych emocji, które miotają Salander. Podoba mi się, że to już nie młodziutka dziewczyna jak Rooney Mara czy dzika Noomi Rapace, a wrażliwa, dojrzała kobieta, której zmarszczki pokazują, że już dużo przeszła. Jak dla mnie jest bardzo autentyczna, nawet pomimo tego, że to postać niemal komiksowa, obdarzona komputerowymi super mocami i potrafiąca przeniknąć do dowolnego miejsca jakby za pomocą czarów.

Sama tematyka także zasługuje na uwagę, czyli krzywda wobec kobiet i to jak jedna wkurzona babka próbuje tę krzywdę wyrównać, odwołując się do własnego odczuwania sprawiedliwości i kary. Nie wiem jak wam, ale mnie się zawsze na ekranie podoba jak kobiety biorą sprawy we własne ręce, a tu dodatkowo mamy do czynienia z dziewczyną, która przejmuje tradycyjnie pojmowane jako męskie terytorium informatyczne i robi w nim co tylko zechce. Towarzyszące tej postaci superbohaterskie poczucie wszechmocy bardzo działa na moją wyobraźnię.

Wreszcie zachęcam też do obejrzenia filmu ze względu na przepiękne zdjęcia. Gdy się wyłączy logiczne myślenie, Dziewczyna w sieci pająka to wizualna uczta, choć to raczej danie podana na zimno, które docenią w pełni wielbiciele skandynawskich klimatów. Może już nie czuć w tym kryminału, ale zdjęcia wgniatają w fotel, szczególnie sceny w lesie (piękne, czarno-czerwono-białe) czy spektakularne pościgi, w których Salander dokonuje cudów za kierownicą batmobila lub jedzie motorem po kruszącej się tafli wody. Zwróćcie także uwagę na panoramy Sztokholmu, a przede wszystkim na zbliżenia na twarz i ciało Salander, które są bez wątpienia największymi atrakcjami tego widowiska.

One thought on “Dziewczyna w sieci pająka

  • Listopad 15, 2018 at 1:32 pm
    Permalink

    Najważniejsze, że przyjemne w odbiorze :P Bardzo jestem ciekawy tej formy Claire :)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *