Polskie mięso, czyli jak zostałem weganinem i przestałem się bać, Jaś Kapela

Bałam się sięgnąć po tę książkę i jestem pewna, że wiele osób nie chce jej przeczytać z podobnego powodu co ja. Sądzę, że każdy weganin, czy ogólnie osoby, którym los zwierząt nie jest obojętny, mają za sobą już kilka filmów na temat chowu przemysłowego zwierząt, wiedzą jak wyglądają rzeźnie i co się w nich dzieje lub jak przebiega polowanie. Zdajemy sobie też sprawę z tego, że zwierzęta odczuwają emocje oraz z tego, jak wiele antybiotyków i hormonów zawiera ich mięso, przez co bardzo szkodzi naszemu zdrowiu. Ilość negatywnych emocji i cierpienia jaką jest w stanie wchłonąć jedna osoba ma swoje granice (o czym ostatnio coraz częściej się przekonuję) i zwyczajnie nie mamy ochoty czytać kolejnej książki epatującej ogromnym bólem, krzywdą i ogólnie czystym złem. Piszę ten wstęp po to, by uspokoić potencjalnych czytelników, gdyż Polskie mięso nie jest jednym z tych testów na temat weganizmu, które agresywnie walą między oczy obrazami zwierzęcej agonii. Autor nie jest też bojowym propagatorem diety bezmięsnej (a przecież mógłby być), nie doświadczycie podczas lektury piekła zwierzęcego holocaustu, zatem pod tym przynajmniej względem można się poczuć bezpiecznie i zasiąść do czytania. Gorzej jeśli jesteście bardziej wrażliwi na krzywdę ludzką, gdyż o tej jest tu chyba nawet więcej niż o cierpieniu braci mniejszych. To jeszcze słabo brzmiące przesłanie, ale weganizm jest tak samo ruchem w obronie zwierząt, co wyborem życiowym mającym na uwadze dobro ludzi.

Wszystko, co o ekologii wypada teraz wiedzieć

Reportaż Jasia Kapeli obejmuje rozległe spektrum problemów związanych z hodowlą zwierząt, ich zabijaniem, przetwarzaniem i zjadaniem, a także z niszczeniem ich naturalnego środowiska przez ludzi. To bardzo aktualny raport o tym, co to znaczy w obecnym czasie troszczyć się o przyrodę i o zdrowie (czyli w przekonaniu niektórych, być ekoświrem :). Autor sięga do literatury, bardzo często do Biblii, przytacza opinie ekspertów, a także dzieli się z nami swoim osobistym doświadczeniem, na które składają się jego przemyślenia oraz rozmowy z rodziną i przyjaciółmi. Z tego wszystkiego wyłania się bardzo ciekawy obraz tego, jak wygląda obecnie bycie weganinem w naszym pięknym kraju. Najdłużej zapamiętam zdecydowanie rozmowy przy rodzinnym stole, z tymi wszystkim argumentami, które wegan doprowadzają do szału, a które są identyczne z tym, czego wysłuchuję co święta. Bardzo trafnie wypadają także wszelkie batalie biblijne pana Kapeli, który precyzyjnie i bardzo logicznie rozprawia się z katolikami, którym Bóg kazał czynić sobie ziemię poddaną i korzystać do woli ze zwierząt. Ależ żałuję, że nie przeczytałam tej książki wcześniej, dzięki czemu wygrałabym kilka burzliwych dyskusji ze szczególnie bojowymi mięsożernymi chrześcijanami.

Wspaniałe są także fragmenty poświęcone dietetycznymi mitom prehistorycznym, czyli tym wszystkim bzdurom mówiącym o tym, że w przeszłości człowiek polował na zwierzęta, zjadał ich mięsa i był okazem zdrowia (aż do samej trzydziestki, kiedy to umierał). Jest nawet część o polskim, szlacheckim, swojskim biesiadowaniu, zaskakująco udowadniająca, że jednak chłopi w odległych wiekach nie spożywali mięsa na każdy posiłek, jak to się dzisiaj Słowianom znad Wisły lubi wydawać. A wszystko to opisane z precyzją, jasnością i wnikliwością, do tego w tak logiczny sposób, że trzeba naprawdę być ślepym i głuchym ignorantem, by nie zrozumieć, o co chodzi autorowi.

Bardzo ważną częścią Polskiego mięsa jest również ta, opisująca sytuację w Puszczy Białowieskiej. Jeśli interesuje was to, w jaki sposób las daje sobie radę bez człowieka, dlaczego argument o kornikowym zagrożeniu jest wyssany z palca i jak wielkie spustoszenie sieją w puszczy harvestery, to koniecznie musicie to przeczytać.

Rozdziałami, których najbardziej się obawiałam, są te, poświęcone dziennikarstwu śledczemu Jasia Kapeli, czyli jego akcjom zatrudniania się w ubojniach i opisywania tego, co się dzieje na linii produkcyjnej. Autor uczestniczy w łapaniu kurczaków, a także w zawieszaniu zwierząt na specjalnych hakach. Jest to dla niego (a także dla czytelników) wielce pouczające doświadczenie, mówiące bardzo wiele o tym, jak naturalne i zgodne z naturą jest jedzenie mięsa, szczególnie takiego, kupowanego w supermarkecie.

Absolutne zaskoczenie

Na co dzień wiele czytam i oglądam o weganizmie, ale tak rozsądnego i empatycznego podejścia jeszcze nie spotkałam. Przyznam szczerze, że sama nie mogłabym w tak wyważony sposób pisać o sprawach, które bardzo mnie obchodzą. Bycie wyrozumiałym dla ludzi, którzy w naszym przekonaniu poważnie szkodzą sobie, zwierzętom i całej planecie, przychodzi mi z wielkim trudem i nadziwić się nie mogłam podczas czytania, jak bardzo się pod tym względem z autorem różnimy. Czasem miałam wrażenie, że los ludzi dotkniętych przez przemysł mięsny obchodzi bardziej niż cierpienie zwierząt (choć to pewno jedynie moje osobiste odczucie, a nawet gdyby, to nie byłoby w tym nic złego w końcu).

,,Mimo wszystko mam wiele wyrozumiałości dla tych, którzy ciągle to robią. Moi znajomi regularnie mi tłumaczą, dlaczego wciąż jedzą mięso, więc wiem, że nie tak łatwo z niego zrezygnować. Podobnie jest z papierosami, o których wiemy, że nam szkodzą, a kupując je, wspieramy złe korporacje, które przez lata okłamywały nas co do szkodliwości wyrobów tytoniowych”.

Wyrozumiałość wobec mięsożerstwa znajomych czy wobec usilnych starań rodziny, skłaniających weganina do zjedzenia choćby odrobiny kurczaka, choćby jednego ruskiego pieroga, jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Co innego jeśli chodzi o ,,morderców kurczaków” czy ,,oprawców świń”, a jednak nad ich losem Kapela także się pochyla, pisząc o tym jak mało zarabiają ukraińscy pracownicy wytwórni drobiu, albo jak negatywnie wpływa na ludzkie zdrowie bliskość chlewni, przez które nie tylko chorują pracownicy, ale także zanieczyszczane jest całe naturalne środowisko w promieniu wielu kilometrów. No i oczywiście cały czas przewija się przez tę książkę pytanie o to, kto tak naprawdę na tym wszystkim zarabia. Odpowiedzi, do których dotarł pisarz, są wielce ciekawe i zastanawiające.

O wielu kwestiach (takich jak wywiady z autorytetami czy skuteczny altruizm) nie wspomniałam, ale zapewniam, że to jedynie z ograniczeń wynikających z charakteru blogowego wpisu. Kupcie książkę i sami poczytajcie, bo naprawę warto i to bez względu na to, czy jesteście wege, myślicie dopiero o porzuceniu mięsa i nabiału, czy też w ogóle nie chcecie tego robić, ale macie takich kosmitów w swoim otoczeniu i was to ciekawi. Zapewniam, że lektura nie rozczaruje, a przy okazji poznacie bardzo ciekawy, zakryty przez opinią publiczną, wycinek naszej polskiej rzeczywistości.

One thought on “Polskie mięso, czyli jak zostałem weganinem i przestałem się bać, Jaś Kapela

  • Listopad 17, 2018 at 3:26 pm
    Permalink

    Dziękuję za szczerość: „Bycie wyrozumiałym dla ludzi, którzy w naszym przekonaniu poważnie szkodzą sobie, zwierzętom i całej planecie, przychodzi mi z wielkim trudem….”

    I odpowiem , że przeczytałem te fragmenty recenzji z dużą przykrością. I wielkim trudem.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *