Dałam się wciągnąć w Pułapkę, czyli o nieprzyjemnym doświadczeniu oglądania tvnowskiego serialu

Zachęcona pierwszymi odcinkami Rojsta i doborową obsadą Pułapki (Kulesza, Kulig, Pieczyński, Preis) zasiadłam ochoczo do oglądania, chociaż zwykle unikam polskich seriali (zwyczajnie przeszkadza mi to, że nie rozumiem, co aktorzy do siebie mówią, tak słabych mamy dźwiękowców). To nie był niestety dobry pomysł. Początek można było jeszcze, przy dużej dawce dobrej woli, uznać za obiecujący, ale kolejne dwa odcinki to już jakaś porażka. Choć bardzo bym chciała mieć większą odporność, więcej już chyba nie dam rady obejrzeć. Absurdalny scenariusz, drętwe dialogi i żenujące popisy młodych aktorów dosłownie odrzuciły mnie od ekranu.

Pisarka na tropie zbrodni

Trochę trudno opisać, co tu się właściwie dzieje, ponieważ akcja z odcinka na odcinek coraz bardziej się rozwadnia. Zasadniczo chodzi o to, że z domu dziecka znika jedna z nastoletnich podopiecznych, co zwraca uwagę nie tylko policji, ale i autorki poczytnych kryminałów, Olgi Sawickiej (Agata Kulesza). Pisarka jest akurat na życiowym zakręcie po tym, jak niedawno przyczyniła się do śmierci męża. Teraz spędza dni na ostrym piciu w swojej widowiskowo pięknej rezydencji, jednak dla sprawy zniknięcia sierotki jest w stanie przerwać autodestrukcyjny proces, zwłaszcza, że (jak się szybko okazuje) sama wychowała się właśnie w tym podejrzanym sierocińcu. Przybytek ten to dziwaczny twór z koszmarów, w którym wredne dziewczyny znęcają się fizycznie i psychicznie nad słabszymi koleżankami, upośledzony w stopniu lekkim woźny napastuje dzieciaki, a złowroga dyrektorka przymyka na wszystko oko, martwiąc się jedynie o fundusze. Podczas wizyty w bidulu, uwagę Sawickiej zwraca jedna z nastolatek, Ewa (Marianna Kowalewska), która ma wiele wspólnego ze sprawą zaginionej koleżanki. Wkrótce i tej dziewczynie zaczyna grozić śmiertelne niebezpieczeństwo.

Co dziwne, z pisarką bestsellerów ochoczo współpracuje lokalna policja. Jedna z funkcjonariuszek (Joanna Kulig) jest nawet bliską przyjaciółką Sawickiej, z którą chętnie dzieli się szczegółami śledztwa. Oczywiście pojawiają się kolejne trupy, a pisarka, po bolesnej fazie docierania się z Ewą, musi walczyć o życie swoje i niechcianej podopiecznej, w której widzi siebie sprzed lat.

Kopiąc leżącego, czyli jak zgniłam w środku

Już od premiery Pułapki fora internetowe pękały w szwach od szyderstw pod adresem twórców tego dzieła, a z każdym kolejnym epizodem, gniewnych, ale i bardzo komicznych wpisów przybywa. Ja także dołączam do chórku hejtującego serial TVN-u, choć wiem, że nie jest to szczególnie ambitne zajęcie, gdyż Pułapka sama się o to prosi. Owszem, są gorsze rzeczy w telewizjach wszelakich, na przykład dziwaczne telenowele paradokumentalne czy paprochy życia typu M jak Miłość czy inne Barwy szczęścia. Ten serial wyróżnia się jednak pretensjonalnością, tym, że stara się zwieść widza, któremu, jak mnie z początku, może się wydawać, że ma do czynienia z czymś lepszym niż w rzeczywistości. Patrząc na kolejne pułapkowe sceny, sama czułam się jak w pułapce, a to nie jest to, czego oczekuję od dobrej rozrywki. Najbardziej razi mnie chyba to, że zapowiadało się na porządny kryminał, a tymczasem jak nic mamy do czynienia z komedią.

Pierwszy raz zgniłam w środku, chcąc w imieniu Agaty Kuleszy poddać się anihilacji, gdy jej bohaterka zapytała odwiedzającego jej dom komisarza Czarnego (Leszek Lichota) czy jest zodiakalną panną (!). Drugi raz zgniłam gdy Ewa zaczęła krzyczeć, co jest jej najczęstszą formą wypowiedzi, po czym zamknęła Sawicką w łazience, dzięki temu, że motelu, w którym przebywały, kibelki zamykało się od zewnątrz. Trzeci i ostatni raz nie tylko zgniłam, ale i spleśniałam i zgrzybiałam od środka podczas sceny, w której tajemniczy Major (Jacek Lenartowicz), bandzior z koneksjami, który miał udzielić Sawickiej ważnych informacji, zaczął ją pacać paluchem po twarzy i mówić „Tego nie tykaj”. Oczywiście wiele jest tu podobnie żenujących momentów (na przykład wszystkie sceny z miotającą się Joanną Kulig, Czarny goniący za samochodem po parkingowych zakrętach, czy wreszcie moment, w którym okazało się, że woźny z sierocińca jest jedynym w Polsce pedofilem bez komputera), ale te trzy uważam za najgorsze i to przez nie więcej do oglądania Pułapki nie zasiądę.

Swoją drogą wyszukiwanie piętrzących się tu absurdów jest pewnego rodzaju hobby i to całkiem rozwijającym, na przykład spostrzegawczość. Nawet starając się nie zwracać uwagi na skrępowanie starszych aktorów, którym ewidentnie głupio jest wygłaszać banalne teksty, czy nieudolne popisy młodszych artystów, pomijając nawet serie nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, nie sposób nie zauważyć, że przez wiele szczegółów, ta historia się zwyczajnie nie klei. Moje osobiste zastrzeżenia budzi najbardziej sierociniec, pokazany tak, jakby to był prywatny eksperyment socjologiczny sadystycznej pani dyrektor. Jestem jednak pewna, że widzów zakłopotanych pracą serialowych policjantów, grozą czającej się tuż tuż pułapki, czy wreszcie przedstawieniem warsztatu pracy pisarki, jest także spora grupa.

6 thoughts on “Dałam się wciągnąć w Pułapkę, czyli o nieprzyjemnym doświadczeniu oglądania tvnowskiego serialu

  • Wrzesień 25, 2018 at 3:03 pm
    Permalink

    TVN jak zwykłe nie zawodzi…. Ta telewizja ma spory problem ze znalezieniem się w konwencji która zainteresuję nie tylko typowego Janusza i Karynke. Za dużo tam Miszczaka, więc nie ma szans. Jest kasa, są autorzy tylko te scenariusze kręcą chyba studenci 1 roku?

    Reply
  • Wrzesień 25, 2018 at 4:55 pm
    Permalink

    Ja wiedziałem, że tak będzie, ja wiedziałem…

    Reply
  • Wrzesień 26, 2018 at 8:06 am
    Permalink

    To trzeba było pisać, ostrzegać, informować :) Teraz już się nie da odzobaczyć i już nigdy nie spojrzę na Kuleszę z tym samym uznaniem.

    Reply
  • Wrzesień 27, 2018 at 8:56 am
    Permalink

    Też tak myślałam, ale wczoraj zupełnie zmieniłam zdanie. Na orlenie podsłuchałam rozmowę osób tam pracujących, które były zachwycone serialem. Zarówno panie, jak i panowie, nie mogli się nachwalić, jakie to dobre. Trochę mnie to zaskoczyło (może o innym serialu mówią?), ale gdy się wsłuchałam w to, co im się właściwie podobało, wszystko stało się jasne. Ma być prosto, dosadnie, bez zbędnych komplikacji i najważniejsze, żeby był swojski polski klimat ,,to o nas” albo ,,znam taki przypadek”. Myślę, że Pułapka i inne twory z TVN cieszą się sporą popularnością właśnie ze względu na niezbyt wyszukaną formę i ,,dosadne” scenariusze i aktorstwo. Tu nie ma miejsca na subtelności, bo nie daj Boże jeszcze ktoś czegoś nie załapie :/

    Reply
  • Październik 9, 2018 at 11:34 am
    Permalink

    To prawda, ze udzwiekowienie w rodzimych produkcjach jest po prostu czasami aż żałosne…a sztandarowy przykład w moim doswiadczeniu to niebezpieczne kobiety Vegi:/

    Reply
  • Październik 12, 2018 at 11:28 am
    Permalink

    No bo jak oglądać, gdy się nie rozumie praktycznie każdej kwestii? Nie wiem niestety jak to jest z dźwiękiem w filmach Vegi, gdyż nie potrafię się zmusić do ich oglądania. Nawet bym chciała, w celach badawczych, ale się boję (ciarki żenady to bardzo przykre uczucie dla mnie).

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *