Bling Ring

Bling Ring / Sofia CoppolaBardzo długo nie mogłam się zebrać i obejrzeć Bling Ring. Wszystkiemu winien jest film Spring Breakers Harmony’ego Korine’a. Podobnie jak tysiącami widzów na całym świecie obraz ten mną wstrząsnął, a przy okazji zdołał mi skutecznie i na długo obrzydzić wszystko co chociażby zahacza o problemy współczesnej młodzieży. Nie chodzi bynajmniej o to, że byłam jakoś szczególnie zaskoczona tym co wyrabiają podczas wiosennej przerwy panienki w bikini. Jako była nauczycielka doskonale zdaję sobie sprawę z pomysłowości i pustostanu umysłowego nastolatków, zwłaszcza z tego, co im z głowami zrobiła kultura masowa (jestem tez święcie przekonana, że pod tym względem polskie dzieciaki znacznie przewyższają pomysłowością amerykańskie równolatki). Byłam jednak zdumiona szczerością, z jaką wielki dramat młodych kobiet został ukazany na ekranie. Piszę ,,dramat” z całą stanowczością i świadomością, ponieważ jest coś bardzo dramatycznego w tym, że ktoś jest głupi, pusty i zdegenerowany w tak wczesnym wieku i nawet nie jest w stanie zdać sobie sprawy ze swojego nędznego położenia. Lepki brud ze Spring Breakers przyległ do mnie tak skutecznie, ze dopiero teraz przyswoiłam Bling Ring i muszę przyznać, że było to bardzo odświeżające.

W świecie nastolatków z Bling Ring poczułam się od razu jak u siebie. W końcu newsy na temat celebrytów i filmowych gwiazd made in Hollywood otaczają nas z każdej strony. Przyznam też, że podobnie jak dzieciaki z filmu Coppoli sama śledzę z wypiekami na twarzy losy ulubionych aktorów, nie ograniczając się przy tym do czytania tylko o ich życiu zawodowym. To już taka moja niewinna, pusta przyjemność, mentalny fast food. Dlatego też historia gangu ,,odwiedzającego” rezydencje największych hollywoodzkich gwiazd tak mi się spodobała, choć raczej mnie nie wciągnęła. Nie jest to niestety tak pasjonująca opowieść, jaką mogłaby się stać, gdyby zajął się nią ktoś inny. Pomysł nakręcenia przez Sofię Coppolę filmu podobnego do długiego wideoklipu sprawdził się co prawda w opowieści o Marii Antoninie, ponieważ był świeży i zaskakujący. Jednak w klipie o współczesnych dzieciakach mających stałe łącze do mózgu z programami rozrywkowymi i internetem, nie ma już nic zaskakującego czy świeżego. To raczej banał, oczywistość. W dodatku nadmiar długich muzycznych scen bardzo przeszkadza w zrozumieniu postaci, które nie mają konkretnych motywacji ani indywidualnych cech.

Z drugiej jednak strony, jakby ktoś chciał dopatrywać się w filmie szczególnych wartości, to mógłby uznać, że chodziło właśnie o sportretowanie pewnego środowiska bez cech indywidualnych, ujednoliconego w swym uwielbieniu dla ikon kultury popularnej. Zaprawdę miłość tych dzieciaków do postaci pokroju Lindsey Lohan czy Paris Hilton jest przeogromna. Bardzo podoba mi się ich pomysł, by sobie po prostu wejść do domu gwiazdy, pożyć trochę jej życiem i wziąć coś na pamiątkę. Nie widzę jednak w tym żadnej osobliwości na miarę naszych czasów. Zarówno na podstawie Bling Ring jak i Spring Breakers można stwierdzić oczywistą prawdę, że ukazane nastolatki to po prostu dzieci sprawdzające granice swojej głupoty, czekające aż ktoś im jasno określi co wolno, co jest możliwe, a co już nie. Ten film jest o tym, czego dzieciaki nie otrzymują od dorosłych, a bardzo chciałyby to mieć. Przede wszystkim nie dostają bliskości i uwagi od rodziców, którzy za nimi nie nadążają i aż za łatwo dają się okłamywać (bo lepiej nie wiedzieć co synek robił na imprezie i czym się zajmuje w swoim pokoju). Stąd też próby zbliżenia się do zastępczych autorytetów czyli celebrytów. Chodzi w końcu o zabranie kawałka ich życia, odrobiny uwagi. Pewno dlatego wracają na miejsce zbrodni nawet gdy już czują, że zaraz ich złapią. Nastolatki kradną rzeczy, żeby mieć coś ważnego dla danej gwiazdy, gdy tymczasem sami obrabowani nawet się nie orientują, że zostały okradzione (tyle maja tego badziewia w szafach i pod łóżkiem).

Bling Ring jest także oczywiście krytyką konsumpcjonizmu i tego co pod jego wpływem robi się z umysłami młodych ludzi. Dla mnie to jednak głównie krytyka dorosłych, ich głupoty i ignorancji. Zupełny brak zainteresowania, domowe nauczanie, traktowanie dzieci jak dorosłych, niezamykanie drzwi na klucz. Można by odnieść wrażenie, że w tym filmie są same dzieci (tak, tak, infantylizacja społeczeństwa postępuje). Jedyne przejawy dojrzałości dostrzegam w negatywnych cechach głównych bohaterek, na przykład u granej przez Emmę Watson Nicki (wybitnej aktorki to z tej Watson nie będzie). Dziewczyna jest tak wyrachowana, cyniczna i ironiczna, że można by pomyśleć, że ma znacznie więcej niż szesnaście czy siedemnaście lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *