A ja żem jej powiedziała…, Katarzyna Nosowska

Nosowską lubią wszyscy, bo taka inteligentna, skromna, swojska, a przy tym wybitna artystka z wieloletnim dorobkiem, na tekstach której wychowały się pokolenia Polaków. Jest w naszej zbiorowej świadomości przeciwwagą dla wyidealizowanego wizerunku celebrytów jednego sezonu, promujących swoimi wątpliwymi wdziękami wszystko co się da, przy okazji udowadniając na każdym kroku mentalną pustkę. Przy tym Nosowska może być wzorem dla wielu kobiet, o których często się zapomina, czyli tych w sile wieku i o figurze nie mającej za wiele wspólnego z fitnessem czy modelingiem. Zwyczajna polska baba, inteligentna kobieta, którą chyba każda z nas chciałaby mieć za sąsiadkę czy przyjaciółkę, taką, do której można wpaść na kawę i rozmowę o życiowych trudach. Tak oto jawi się na pierwszy rzut oka Nosowska w swych felietonach zebranych w zbiór zatytułowany A ja żem jej powiedziała…, jednak, choć też jestem fanką i twórczości muzycznej, i instagramowej (przy wyciorach zaśmiewałam się do łez jak cała Polska), to jednak przyznam, że lektura zawiodła. Spodziewałam się czegoś więcej niż anty-celebryctwa, czy anty-Chodakowskiej-Lewandowskiej.

Z życia wzięte

Felietonowa Kaśka ma nam dużo do powiedzenia i to na wiele tematów. Są teksty ogólnożyciowe, takie będące efektem wielu przeżytych lat i ciężkich doświadczeń, jakie ma zapewne niejedna pięćdziesięciolatka. Są też wypowiedzi na temat szeroko pojętej kultury, mediów, życia publicznego, zdrowia i urody, a także sfery prywatnej (czasem wręcz bardzo intymnej) artystki. Wszystko to ma zwartą, atrakcyjną formę i epatuje rzadko spotykaną sympatią do ludzi świata (to nic, że momentami ta sympatia jest nieco udawana i na siłę).

Zwróciłam uwagę na A ja żem jej powiedziała… dzięki audycji radiowej w Trójce, w której puszczano fragmenty czytane przez samą autorkę. Każdy z nich poprzedzony był intrygującym wstępem takiej treści: ,,Jeśli jest Wam czasem ciężko, zaufajcie mi, zaufajcie Kaśce. Sens zdarzeń objawia się z opóźnieniem. Trzeba tylko przeczekać. To co dziś jest czystym cierpieniem, po czasie okazuje się przedsionkiem szczęścia i mądrości. Bądźcie dzielni i miejcie się świetnie!”. Na sucho to trochę Coelho, ale gdy czyta to Nosowska, brzmi zabawnie i ironicznie, tak, jakby trochę drwiła z samej siebie, a jednocześnie jakby była w swym przekazie śmiertelnie poważna. I takie też są w większości jej teksty. Efektowne (czasem efekciarskie, zwłaszcza te o miłości i seksie), ironiczne i niosące ,,prawdziwą życiową mądrość”.

Dla oddanych fanów zapewne najciekawsze okazują się fragmenty poświęcone życiu osobistemu artystki, o którym do tej pory nie było zbyt wiele wiadomo. Dowiadujemy się o alkoholizmie partnera, o przemocy, o macierzyństwie, ale niestety w tak pokrętnej formie, że nie do końca wiadomo nadal o co chodzi. Zupełnie tak jakby Nosowska chciała się czymś podzielić, a jednocześnie czuła opór, bo wszak znana jest z tego, że prywaty nie upublicznia. Przyznam, że momentami bardzo mnie to drażniło w tej książce.

Na przekór fit-celebrytkom

Tym, co mnie naprawdę zaciekawiło, jest stosunek Nosowskiej do mody na bycie fit, której to modzie piosenkarka zwyczajnie nie ulega i nie zamierza się zmieniać. Z wprawą punktuje głupotę podążania za niedościgłym ideałem, kierując przy tym uwagę nie na Chodakowską-Lewandowską, a na siebie, istotę ceniącą stan spoczynku, której nie przeszkadzają coraz bardziej obłe kształty i konieczność przyodziewania się w ubrania-namioty. I tu mogłaby się zatrzymać, i to byłoby jeszcze w porządku, ale autorka niestety idzie dalej, wspominając jeszcze w wielu miejscach o swojej nadwadze i o tym, jak bardzo, ale to zupełnie i wcale jej ona nie przeszkadza. Wicie co myślę? Jak na kogoś, kto akceptuje swoje kilogramy, Nosowska poświęca im podejrzanie wiele uwagi.

Oczywiście są w tym zbiorze felietonów prawdziwe perełki, pojedyncze zdania, które zostają na długo z czytelnikiem. Najbardziej podobała mi się felietonowa Kaśka w wersji skromnej i słuchającej intuicji. „Od jakiegoś czasu nie wstydzę się tego kim jestem. Znam swoje możliwości. Są zbyt ograniczone by zawojować świat, ale wystarczające by być wdzięczną, lubić życie i oddychać swobodnie”. Z tym mogę się szczerze utożsamić. Z prawdziwą radością czytam rzadkie niestety w dzisiejszych czasach słowa o tym, że jednak nie każdy musi być mistrzem świata, promieniować ambicją i chęcią odniesienia spektakularnych sukcesów (choć Nosowska ogromny sukces odniosła) by mieć szczęśliwe, spełnione życia. A już to, co autorka napisała o intuicji, zapamiętam sobie na zawsze, gdyż uważam, że ogólnie wszyscy jej nie doceniamy, choć naprawdę rzadko zdarza się by pierwsze wrażenie czy nagłe przeczucie było mylące. Zaufajcie mi, Zaufajcie Oli, bo wiem co mówię :)

Choć w A ja żem jej powiedziała… jest wiele banałów i powtórzeń, są niepotrzebne fakty z życia kolegów z zespołu (większą klasę okazałaby Nosowska nie pisząc o tym, co się działo w zespole poza sceną) i niepotrzebne złośliwości pod ich adresem, to jednak jest to książka, którą ja osobiście niejednej osobie kupiłabym w prezencie. Myślę, że na przykład mojej mamie i jej koleżankom mogłaby się naprawdę spodobać, bo taka życiowa.

PS. Oprócz wysłuchania tego, co było do wysłuchania w radiu, z treścią książki zapoznałam się za pośrednictwem aplikacji Legimi. Krótkie felietony bardzo przyjemnie czyta się na telefonie, jest wygodnie i przy okazji oszczędza się papier. Chyba na stałe wykupię sobie dostęp do Legimi, bo na naszym „bezludziu” ciężko o nowości książkowe, a zamówień z Internetu kurierzy nie chcą dostarczać.

One thought on “A ja żem jej powiedziała…, Katarzyna Nosowska

  • Lipiec 26, 2018 at 11:38 pm
    Permalink

    Nie planowałam jakoś szczególnie, ale koniec końców przeczytałam. Zachwycił mnie jej dystans do siebie, życia i wylewające się z kartek poczucie humoru. Trochę szkoda, że kilka rozdziałów poświęcone jest tym samym tematom, jak na przykład wielokrotne powracanie do tuszy – jak dla mnie jeden rozdział wystarczająco wyczerpał wątek, więc zamiast dzielić włos na czworo mogła pokusić się o poruszenie jeszcze innych kwestii.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *