The Crazy Ones (Przereklamowani)

PrzereklamowaniNo i mamy kolejny twór zainspirowany pracą Steve’a Jobsa. Tytuł odnosi się bezpośrednio do szaleńców z kultowej reklamy filmy Apple, sprzedających po prostu oryginalne idee ludzi, którzy odważyli się myśleć inaczej. Dlaczego bohaterowie tego serialu są szaleni na jobsowy sposób? Ponieważ pracują w amerykańskiej agencji reklamowej, czyli w firmie specjalizującej się w wymyślaniu pomysłów na sprzedanie czegokolwiek, oczywiście pod pozorem tego, że sprzedają nowe idee. Na szczęście The Crazy Ones mają więcej wspólnego z serialem Mad Men niż z kolejnymi produkcjami o informatykach.

Oczywiście nie jest to to aż tak stylowe jak Mad Men. Wszak wszystko się dzieje w atmosferze współczesnej, plastikowej wielkomiejskości. Jest jednak ta sama absurdalna atmosfera, towarzysząca burzy mózgów ludzi próbujących wymyślić kolejny błyskotliwy slogan reklamowy dla płatków śniadaniowych czy środków czyszczących. Jak się można domyśleć, bo to przecież serial komediowy, więcej uwagi poświęca się prywatnemu życiu pracowników agencji reklamowej, niż kampaniom promocyjnym.

Szefem agencji jest Simon Roberts (Robin Williams), prawdziwa legenda reklamy, ale też były narkoman i najgorszy ojciec na świecie. O tym ostatnim świadczy stan psychiczny jego córki Sydney (Sarah Michelle Gellar), również pracującej w tej firmie. Relacjom uczuciowym pomiędzy tą dwójką poświęca się zdecydowanie najwięcej uwagi w The Crazy Ones (moim zdaniem niesłusznie, bo to nudne i ckliwe). Dodatkowymi atrakcjami są nieco zwariowani współpracownicy Sydney i Simona, a także gwiazdy wcielające się w kolejnych klientów, gościnnie przewijające się przez poszczególne odcinki. Właściwie nic specjalnego, ale momentami jest naprawdę śmiesznie. Nie jest to może humor najwyższych lotów, ale raczej takie rubaszne rzężenie, po którym bardziej myślącym widzom jest głupio za samych siebie. Coś w sam raz na odreagowanie po ciężkim dniu.

Z każdym odcinkiem The Crazy Ones widać wyraźnie, że serial powstał chyba wyłącznie po to, by wskrzesić nieco przygasłą sławę Robina Williamsa. Komik jest tutaj epicentrum wydarzeń, zawsze pochłania najwięcej uwagi i wypowiada najdłuższe kwestie. Jego absurdalne, niekończące się, zwariowane monologi miały być zapewne główna atrakcją i uroczą ozdobą produkcji, ale mnie bardziej denerwują niż śmieszą. Williams postarzał się bardzo i niestety widać, że nie jest w najlepszej formie. Momentami czuję wręcz litość do tego staruszka (który gdy się śmieje, a śmieje się ciągle, robi się strasznie czerwony i wygląda jakby nie miał zębów), choć jednocześnie czuję podziw dla jego determinacji. Widać jak się strasznie spina i bardzo stara by być histerycznie śmiesznym.

Dla równowagi dodano do produkcji również nieco już zapomnianą Sarę Michelle Gellar (Buffy, co wampiry straszyła). Oj, czas nie był dla niej łaskawy, ale dobrze, że sobie niczym tych zmarszczek nie wypełniła. Co prawda dziewczyna zachowała mimikę (co jest rzadkością wśród aktorek z jej pokolenia), ale niestety teraz ta mimika się mści, prezentując gównie zmartwione oblicze. Nic dziwnego zresztą, że wygląda najczęściej jak zbity pies, wszak jej postać nie ma łatwo. Sydney, nie dość że tatuś wariat zrujnował jej delikatną psychikę, to jeszcze musi z nim dziewczyna pracować i znosić jego niewybredne żarty. To w sumie trochę okrutne, że większość skeczy w tym serialu dotyczy tego, że w sumie tatuś ją lubi, ale nadal często o niej zapomina, jest momentami złośliwy i okrutny, a tak w ogóle to wolałby chyba mieć syna. Takie tam rodzinne docinki.

Podsumowując (jak w uczniowskim wypracowaniu) muszę stwierdzić, że The Crazy Ones to taki sobie średniej jakości serial komediowy, idealny do oglądania podczas obiadu lub kolacji. Są charakterystyczni bohaterowie i dobra dynamika, ale jak zniknie z anteny to tragedii nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *