SuperBetter. Życie to gra, naucz się wygrywać

Przyznam się szczerze, że nie jestem wielką entuzjastką gier komputerowych. Przywykłam do myślenia o graczach, jako o osobach leniwych, mało rozgarniętych, wyalienowanych społecznie, którzy są przy tym za mało inteligentni by przeczytać jakąś powieść z prawdziwą fabułą. Tak myślałam, bo taki był klimat wokół graczy w latach 90-tych, kiedy to rodzice i nauczyciele spoglądali na bladych młodzieńców po zarwanych nocach, rozmawiających ze sobą jakimś szyfrem, ze szczerym zdziwieniem i oburzeniem. Dopiero niedawno nauczyłam się doceniać gry, ale też pośrednio. Mam mianowicie nastoletniego brata, który martwi rodziców długim przesiadywaniem przed ekranem, a ja ich uspokajam, że wszyscy moi koledzy z liceum, którzy w podobny sposób spędzali czas, wyszli naprawdę na ludzi i mają się lepiej niż niegrający rówieśnicy. Gdy dotarło do mnie, że to co mówię, jest prawdą, a nie tylko próbą wyciszenia rodzinnej awantury, zaczęłam się zastanawiać, jak to z tymi grami naprawdę jest, co akurat zbiegło się z moją lekturą SuperBetter. Po lekturze tego niezwykłego instruktażu auto rozwoju, doceniam jak nigdy zalety konkurencji w przestrzeni wirtualnej, choć sama nadal nie mam zamiaru do niej dołączyć. Zwyczajnie wiele z tego robię już od dawna, tylko nie nazywam tego grą, a praktykowaniem wewnętrznej dyscypliny.

SuperLepsi, czyli lepsi od samych siebie

Autorka tego poradnika naprawdę wie, o czym pisze, bo sama od lat zajmuje się projektowaniem gier komputerowych. Gdy w 2009 roku uległa wypadkowi, który spowodował wstrząśnięcie mózgu i wymógł wielomiesięczny proces powolnego dochodzenia do siebie, Jane McGonigal uznała, że ,,Albo się zabiję, albo obrócę to wszystko w grę”. ,,To wszystko” to była bolesna rzeczywistość, którą trudno było znieść. Projektantka gier mogła praktycznie tylko leżeć, gdyż każdy ruch, każda akcja myślowa typu czytanie czy pisanie, a nawet reakcje emocjonalne, powodowały u niej potężne migreny i mdłości. Do tego szybko doszła depresja i myśli samobójcze. Nie zdziwicie się zatem moim przypuszczeniom, że skoro gra mogła ją z tego wyciągnąć, to może rzeczywiście warto jej uwierzyć, że może pomóc także czytelnikom.

Na czym polega SuperBetter? Cóż, na ile się orientuję, jest jak każda inna gra komputerowa, w której uczestniczy wielu użytkowników online, tyle że tutaj stawka jest realna. Na początek trzeba wybrać sobie wyzwanie. Może nim być powrót do zdrowia po ciężkiej chorobie, zrzucenie nadliczbowych kilogramów, udoskonalenie zdolności społecznych czy zacieśnienie więzi z własnym dzieckiem. Na cel nadaje się praktycznie wszystko, co chcielibyśmy w naszym życiu udoskonalić. W kontekście gry nie ma znaczenia czy właśnie walczymy z terminową chorobą nowotworową i potrzebujemy motywacji by się nie poddać, czy chcemy walczyć z nękającą nas od dawna nieśmiałością. Poradnik ten pełen jest świadectw graczy w SuperBetter z całego świata, którym strategia zaproponowana przez Jane McGonigal pomogła na wielu różnych poziomach.

Jak grać, żeby wygrać?

Choć może się to na początek (szczególnie osobom na co dzień niegrającym) wydawać nieco skomplikowane, zapewniam, że takie nie jest, bo autorka prowadzi nas za rękę przez wszystkie levele tej gry. W SuperBetter chodzi zasadniczo o to, żeby zdobywać doładowania, by walczyć z czarnymi charakterami i by wypełniać zadania. Proste, prawda? Tyle, że zamiast żołnierzy obcej armii, czarnoksiężników czy potworów, wybieramy do zwalczania własne słabości, zamiast jednoczyć się z anonimowymi sprzymierzeńcami, prosimy bliskich o pomoc, a zamiast wykonywać zadania, o których zapomnimy po skończonej grze, wybieramy takie, które są inaczej nazwaną pracą nad własnym życiem.

W praktyce wygląda to tak, że gdy już mamy cel naszej gry, prosimy innych by dawali nam codziennie nowe zadania z nim związane, by się z nami komunikowali i wspierali zachętą, no i zbieramy doładowania, co podoba mi się z całej idei gry najbardziej. Chodzi o to, że doładowaniami nie są punkty, owoce czy cukierki, ale pozytywne drobnostki, budujące w nas odporność psychiczną, fizyczną, emocjonalną oraz społeczną.

Z początku myślałam, że gra w taką grę, mimo jej oczywistych korzyści, to trochę smutny substytut rozpadających się więzi społecznych. Czy nie łatwiej by było zwyczajnie robić co do nas należy, prosić rodzinę o pomoc osobiście i rozmawiać z przyjaciółmi twarzą w twarz? Czy już jesteśmy aż tak smutni, że musimy sami siebie oszukiwać, że gramy w grę, by zająć się uporządkowaniem własnego życia? Takie pytania kołatały mi się po głowie, ale tylko do czasu, aż odpowiednia ilość przytoczonych faktów naukowych nie przekonała mnie co do tego, że gra daje nam zupełnie inne korzyści niż tradycyjne interakcje społeczne. Okazuje się, że gry, jak nic innego, pomagają nam pokonać wiele psychicznych barier, a nawet są w stanie wspomóc pacjentów w walce z bólem czy zapobiec wystąpieniu stresu pourazowego. To bardzo potężne narzędzie. Od tej pory już nigdy nie spojrzę z pogardą na osoby grające w Candy Crash Saga, Tetrisa lub w Call of Duty.

Jeśli akurat potrzebujecie w życiu motywacji, przeżywacie trudny czas lub po prostu chcecie coś zmienić, zachęcam do przeczytania SuperBetter i do odwiedzin strony superbetter.com. Nawet jeśli nie planujecie zmian (z głową i zdrowiem u was i u waszych bliskich wszystko w porządku) to i tak zachęcam do lektury, choćby po to, by dowiedzieć się wielu niesamowitych rzeczy o pracy ludzkiego mózgu i całego ciała. Ja osobiście doceniam drobiazgowo opracowaną przez McGonigal strategię wprowadzanych stopniowo ćwiczeń dla czytelnika, oraz to, że tak wiele osób podzieliło się z nami poprzez tę książkę swoimi życiowymi zmaganiami. Wszystkie te historie są bardzo budujące. Spodobała mi się też szczerze gra w ,,bingo najgorszego scenariusza” (gram w to od dzieciństwa tylko nie znałam nazwy:) oraz wszystkie te sposoby na zdystansowanie się do własnego życia, które daje nam większą odwagę do wprowadzania zmian.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *