Low Winter Sun

Oglądając kolejne odcinki Low Winter Sun, trudno sobie wyobrazić, że jest to adaptacja angielskiej mini serii. Ten serial jest taki amerykański, że aż zęby bolą, co mi się nawet podoba. Mniej niż gangstersko-policyjne porachunki i cała ta oschła a jednocześnie nerwowa męska gadanina, pociąga mnie właśnie amerykański charakter jaki twórcy nadali właściwie to praktycznie każdemu pojedynczemu ujęciu (wyjątkowe są zwłaszcza sceny gliniarzy siedzących samotnie nocą w typowych amerykańskich barach czy kawiarniach, jakby wyjęte wprost z obrazów Edwarda Hoppera). Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że większość widzów będzie sobie rekompensować OGROMNĄ NUDĘ podczas oglądania Low Winter Sun zachwytami nas zimną, kwaśną, mroczną i przyrdzewiała atmosferą totalnego rozkładu, jaka roztacza się nad tym serialem. Widać ktoś bardzo chciał żeby wyszło kolejne The Killing, tylko jednocześnie bardzo podobne do amerykańskich klasyków takich jak Rodzina Soprano.

Nie sposób uciec przy tej historii od porównań do The Killing, głównie dlatego, że Low Winter Sun robi dla Detroit dokładnie to samo co adaptacja duńskiego kryminału zrobiła dla Seattle. Oglądamy obie produkcje z ogromną ulgą, że nareszcie to nie Nowy Jork czy jakieś Chicago (świetnie pokazali także Baltimore w Hannibalu), które obfotografowano już i sfilmowano chyba z każdej możliwej strony. Podejrzewam, że na przykład polscy widzowie wiedzą więcej o Nowym Jorku niż o Warszawie, a przynajmniej tak im się wydaje. A tu nagle się okazuje, że są też inne miasta w USA, gdzie także radośnie kwitnie przestępczość, a policja jest zupełnie bezradna. No super!

Ale co właściwie dzieje się w Detroit? To tutaj dwóch doświadczonych policjantów wpada na coś, co większość z nas podejrzewa nie od dziś, a mianowicie, że policjant jest idealnym przestępcą. Detektywi Frank Agnew (Mark Strong) i Joe Geddes (Lennie James) postanawiają wykorzystać całą swoją wiedzę na temat policyjnego fachu do popełnienia zbrodni doskonałej. Nie robią tego bynajmniej bez powodu. Muszą (a przynajmniej tak czują) zabić partnera Geddesa, który, jak twierdzi jego kolega, zabił i poćwiartował ciało pewnej prostytutki. Nie była to oczywiście jakaś tam przypadkowa dziewczyna, ale ukochana Agnew Katia. Gdy nie ma już wątpliwości, przystępują do działania. Z początku wszystko idzie dobrze, ale jak się domyślacie, szybko sprawa się rypła i pojawiło się naprawdę dużo komplikacji. W międzyczasie widzowie mogą śledzić kilka wątków pobocznych, związanych ze światem przestępczym Detroit, które jak się nietrudno domyślić, splotą się (mniej lub bardziej elegancko) w finale.

Historia niby porywająca, estetycznie serial także bez zarzutu, skąd zatem ta przemożna nuda wiejąca z ekranu, na która skarży się wielu widzów, spodziewających się czegoś więcej? Sądzę, że problem w tym, iż znudziły nam się już, opowiadane na wszelkie możliwe sposoby, historyjki o chłopcach z ferajny. No bo panowie, ileż można? Jakoś nie odczuwam żadnych emocji wynikających z zawiłej intrygi, szorstkich dialogów czy ze świadomości, że ,,to wstrętne przekupne zdradliwe typy, a każdy z nich może ci wbić nóż w plecy”. Może gdybyśmy oglądali Low Winter Sun parę lat temu, gdy nie byliśmy jeszcze rozpieszczani taką ilością naprawdę świetnych seriali kryminalnych, to sprawy miałyby się zupełnie inaczej.

Tymczasem oglądam co tydzień potyczki dobrych i złych gliniarzy toczące się w Detroit, właściwie jedynie dla samego Detroit. Pokazanie zrujnowanego, zbankrutowanego przemysłowego miasta to pomysł bardzo na czasie. Opuszczone budynki, zapuszczone ulice i wszechobecne śmieci sprawiają wrażenie jakby skażały toksyczną, męczącą mgłą wszystkich, którzy tam mieszkają. To takie depresyjne, polskie i swojskie. Jestem pewna, że zrozumie mnie każdy szczecinianin oraz mieszkaniec innego typowego średniego polskiego miasta.

One thought on “Low Winter Sun

  • Luty 26, 2014 at 10:18 am
    Permalink

    Generalnie brudna szaro-czarna historia o dziwo, ktora oglada sie dosc dobrze. Kazdy jest umoczony, nie ma swietych, to takie zyciowe przeslanie. Klimat zagubienia widoczny na kazdym kroku, zagubienia w sobie, ludzkosci, wartosciach…zycie Panie… mozna obejrzec!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *