Kochanek królowej

Nudna jak flaki z olejem duńska produkcja filmowa, stworzona i zagrana przez ludzi, których nazwisk i tak nie znamy i raczej nie zapamiętamy. W rolach głównych: francuska postępowa myśl oświeceniowa, próbująca wedrzeć się na zapóźniony cywilizacyjnie dwór duński; szalony i zdziecinniały król-hulaka, który, jak się okazuje, tylko gra wariata bo jest nieśmiały; młoda mdła królowa o gołębim sercu i płonących lędźwiach, świeżo sprowadzona z Anglii; lekarz-filozof z tłustym kucykiem, którego niby gra aktor wcześniej będący czarnym charakterem w poprzednim Bondzie, a którego też nikt raczej nie kojarzy. Właściwie to tylko ten nieszczęsny król budzi naszą sympatię. Jak każdy historyczny wariat, dziś byłby zapewne uznany za bardzo barwnego ekscentryka. Jest kimś w rodzaju beztroskiej gwiazdy rocka na trupio poważnym i zimnym królewskim dworze. Film właściwie pokazuje, że król jest niepotrzebny, a państwem może rządzić absolutnie każdy.

Słabą stroną tego obrazu jest opieranie całej filozofii oświeceniowej na jednym nieszczęsnym Rousseau. Czyżby scenarzyście nie chciało się doczytać i z Oświecenia kojarzył tylko jednego filozofa? Warstw filozoficzno-polityczna (tak jak zresztą i pozostałe) jest bardzo naiwna i grubymi nićmi szyta.

No i jak przy każdej historycznej produkcji rodzą się pytania o życie codzienne w dawnych czasach. Jestem pewna, że to tak naprawdę najbardziej interesuje widzów, a nie jakieś tam królewskie romanse. Jak oni to robili, że mimo srogiej skandynawskiej zimy, mężczyznom nie było zimno w tych krótkich portkach i rajtuzkach, a kobietom z praktycznie nagimi szyjami i biustami? Czemu wszyscy mają gładką cerę i staranny makijaż, skoro bieżącej wody i kosmetyków jakoś nie widać? Czemu ciągle mówią, że ulicami płyną ekskrementy a nikt ich nie pokazuje? Innych okropieństw jakoś nam filmowcy nie szczędzą.

kochanek-krolowej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *