Jedzenie biednych bohaterów Zdobywam zamek Dodie Smith

Zdobywam Zamek (Nie oddam zamku)Opisanie jedzenia, lub jego braku, to najprostszy sposób na pokazanie jak biedni są bohaterowie książki. Nikt komu przyszło czytać na przykład Dickensa czy Zolę nie zapomni takich opisów. Zola karmi swoich górników w Germinal głównie cegiełkami chleba, niekoniecznie z czymkolwiek pomiędzy pajdami, a dickensowskie sieroty już na wieki spożywać będą smutną, szarą owsiankę nalewaną przez koszmarnych opiekunów w sierocińcu. Bardzo to wszystko plastyczne. Nie inaczej jest u Dodie Smith. Przez pierwszą połowę powieści bohaterowie Zdobywam zamek są boleśnie biedni. Są tak biedni, że nie mają ręczników, a z dachu kapie woda. Oczywiście najbardziej doskwiera im brak jedzenia, z którym radzą sobie jak mogą.

Byśmy im odpowiednio współczuli, autorka ucieka się do ekstremów. Zakochany w Cassandrze, głównej bohaterce, Stephen mówi wprost, że jak panienka będzie głodna to ma wprost mu powiedzieć, a on już coś załatwi (choć sam też nic nie ma). Jako dowód miłości dziewczyna dostaje od niego czekoladę i to jest prawdziwe święto. Ojciec Cassandry musi zadowolić się owsianym ciastkiem, bo na herbatniki nawet rodziny nie stać. Właściwie gdyby nie ogród warzywny, to wszyscy pomarliby z głodu. Nawet suczka Heloiza z powodów ekonomicznych stała się praktycznie wegetarianką. Najbardziej jednak zapamiętam to, jak wielka była radość Mortmainów, gdy na kolację były jajka (kochane kurki) oraz to, że Cassandra dziwiła się, ze jest głodna, choć zjadła owe jajka zaledwie 6 godzin wcześniej. No masakra!

Głód jednoczy nas wszystkich i dzięki temu pisarzowi jest szczególnie łatwo manipulować emocjami czytelników (rodzice czytający Zdobywam zamek muszą mieć bardzo złe zdanie o ojcu, któremu nie chciało się pisać, by zapewnić byt rodzinie). Jak było wcześniej biedne jedzenie to łatwiej zresztą potem opisać dostatek. I tak dzieciaki, które piły na początku kakao na wodzie bo mleka zabrakło, raczą się później mięsiwami i puddingami. Zamiast warzywek jest szyneczka i kotlety jagnięce, a zamiast herbaty czy kakao pojawi się szampan, likier wiśniowy i inne pyszności. Uroczy jest też kawałek, w którym Cassandra cieszy się przeogromnie, że znów są tak bogaci, że mogą sobie pozwolić na jedzenie z puszki. Zdolnej Dodie Smith naprawdę świetnie to wyszło. Zarówno bogactwo jak i opisywane przez nią gastronomiczne ubóstwo są bardzo prawdziwe i z humorem podkreślają ważne wydarzenia w życiu lokatorów zamku na angielskiej wsi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *