Chińczyk na wynos

Chinczyk-na-wynosWbrew zapowiedziom i kulinarnemu tytułowi nie jest to kolejna komedia gastronomiczna (choć tych nigdy dość) ale słodko-gorzka opowieść o samotności, absurdach życia i nieoczekiwanych spotkaniach. Ten argentyńko-hiszpański film opowiadający m.in. o Chińczyku, któremu spadająca krowa uśmierciła narzeczoną, ma w sobie wiele z Dnia świra, dlatego ogląda się go jak coś dobrze nam już znajomego.

To zadziwiające, ale nawet aktor grający główną rolę jest podobny do Marka Kondrata. Wciela się on w Roberta, właściciela sklepu żelaznego, który jest kwintesencją rozżalenia i pesymizmu (jak się potem okaże, ma tego powód). Podobnie jak Adam Miauczyński prowadzi chorobliwie, pedantycznie uporządkowane życie. Szczególnie skupia się na stałych porach snu i posiłków oraz na skrupulatnym liczeniu gwoździ dostarczanych do jego sklepu. Gdy już myślimy, że podobnie jak w przypadku filmu Marka Koterskiego zacznie go zalewać wewnętrzna żółć, albo, że zaraz dostanie z wściekłości na cały świat jakiegoś udaru, w jego życiu pojawia się tytułowy Chińczyk. Młody, zagubiony chłopak powoli odnajduje drogę do serca mężczyzny, co wydawało się już zupełnie niemożliwe (nie jest to jednak kino gejowskie, panowie tylko się przyjaźnią).

Zaletą tego rodzaju filmów nie są wcale żarty sytuacyjne, ani absurdalne monologi wewnętrzne bohatera, który nie może już znieść głupoty i absurdalności otaczającego go świata (przecież to zupełnie zrozumiałe i nie ma w tym nic szczególnego; każdy ma w sobie świra). Ja najbardziej lubię obserwować właśnie tę nudną codzienną rutynę, za pomocą której bohaterowie próbują ratować się przed szaleństwem. Co jest złego w spożywaniu codziennie tego samego na śniadanie, albo w chodzeniu spać o stałej porze? Czasami jest to jedyny ratunek dla skołatanego umysłu. W powtarzalności na pozór nic nieznaczących codziennych czynności, w samym patrzeniu na starszego pana liczącego gwoździe lub odliczającego porcje, znajduję pocieszenie i otuchę, i myślę, że nie jestem w tym osamotniona. Prawdopodobnie właśnie dlatego takie filmy ciągle powstają i będą powstawać. Czasem tylko taki seans może uspokoić wewnętrznego świra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *