Biblia

Stacja History rozpędziła się na dobre i równolegle z Wikingami, funduje nam także ogromne historyczne widowisko pod tytułem Biblia. Brzmi zapewne znajomo, ponieważ jest to serial dość wiernie wzorujący się na bestsellerze wszech czasów, będącym jednocześnie świętym tekstem dla wszystkich chrześcijan. Zapewne filmowcy związani z History doszli do słusznego wniosku, że znajomość Starego i Nowego Testamentu, w chrześcijańskim przecież społeczeństwie Zachodu, jest niewystarczająca (i słusznie) i postanowiła nieco nas poedukować w tym względzie (i bardzo dobrze, Wielkanoc się zbliża i fajnie będzie wczuć się w klimat). Zresztą kto nie chciałby oglądać serialu, którego pierwszy odcinek obejrzało aż 13 mln Amerykanów? Przecież oni maja taki dobry gust.

Ci, którym w skutek jakiś dziwnych okoliczności udało się odebrać stosunkowo dobrą edukację umożliwiającą zapoznanie się z treścią książki autorstwa pisarza znanego jako Pan Bóg, mogą być nieco zaskoczeni udziwnioną chronologią wydarzeń. Można się także poważnie zirytować skupieniem twórców na jak najlepszym zademonstrowaniu efektów specjalnych. Mogli zamiast tego popracować nad dialogami i trochę wzbogacić szczątkowe wypowiedzi zaczerpnięte z książkowego oryginału. Skoro miała to być odświeżona i zrozumiała dla każdego wersja, to nikt nie miałby za złe lekkiego odświeżenia języka biblijnego. Mnie osobiście lapidarne wypowiedzi ojców narodu wybranego, dotyczące głównie licznego potomstwa, przymierza i przyszłości szczepu nawet się podobają, ale dla ludzi, którzy Biblii w ręku nie mieli, może to być pewna trudność w odbiorze. To samo dotyczy nielogicznych skrótów akcji.

The-BibleW bardzo odległych czasach mojego dzieciństwa puszczano nam na rekolekcjach, podczas rekolekcji w salkach katechetycznych, albo na lekcjach religii serial animowany Opowieści biblijne, który mimo znacznie mniejszych nakładów finansowych przeznaczonych na jego produkcję, wydawał mi się znacznie ciekawszy niż Biblia z 2013 roku. Może to nostalgia lub magia dzieciństwa, a może po prostu filmowcom po raz kolejny zabrakło polotu.

Bardzo dużą zaletą nowej edukacyjno-religijnej produkcji jest to, że jest to idealny film na leniwe niedzielne popołudnia. Z powodzeniem może konkurować z puszczanymi w tym czasie przez telewizję publiczną starymi westernami. Świetnie się przy tym trawi zbyt duży niedzielny obiad. Nawet przysnąć sobie można bez obawy, że się cokolwiek straci, bo przecież wiadomo co będzie dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *