Baczyński

Bardzo łatwo byłoby wyśmiać ten film, że taki krótki, że sam Baczyński nic nie mówi i, że niczego nowego się o nim nie dowiadujemy. No jest to bardzo irytujące, zwłaszcza jeśli wiązało się z tym dziełem duże nadzieje (szczególnie po wysłuchaniu świetnej Pieśni o szczęściu Czesława Mozila). Może i nie jest to wybitne dzieło, na które wielki, tragicznie zmarły poeta zasługuje, ale Baczyński i tak wzrusza i zmusza do refleksji. Jestem przekonana, że świetnie sprawdzi się w funkcji dydaktycznej. Taką lekcję historii literatury może niektórzy nastolatkowie zrozumieją. Trwa prawie tyle co normalna lekcja, tyle że nikt nie zmusza do czytania i analizowania niezrozumiałych metafor. Zresztą niczego nie trzeba tu analizować, bo wszystko podane jest na tacy.

Młodzi widzowie docenią zapewne także oryginalną formę filmu poetycko-biograficznego, jak został Baczyński nazwany na plakatach i ulotkach reklamowych. Chyba miała z tego wyjść filmowa wersja prozy poetyckiej. Jeśli chodziło o twór z pięknymi, nastrojowymi, malarskimi, krajobrazami, bardzo symboliczny i przemawiający bardziej do emocji i wyobraźni niż do rozumu, no to się z pewnością udało. Dodajmy jeszcze wiosnę, młodość, miłość, milczenie i dużo powietrza (z tym powietrzem to trzeba zobaczyć żeby zrozumieć) i mamy film poetycki z prawdziwego zdarzenia.

Mimo udziwnień (można to przecież było zrobić lepiej i prościej, z pożytkiem dla każdego) Baczyński porusza jakieś wewnętrzne struny wrażliwości, ale trzeba przyznać, że w podobny sposób jak każda tragiczna opowieść o straconym pokoleniu wojennym. Osobiście nie obchodzą mnie dociekania i domysły na temat tego, co by było, gdyby Krzyś przeżył i co literatura polska straciła waz z jego śmiercią. Za to porusza mnie bardzo zestawienie wiosny życia zdolnego chłopaka z nieuchronnie nadchodzącą śmiercią. Jest coś niesamowitego w tym, że Baczyński i jego towarzysze byli tacy młodzi, tak bardzo im się chciało żyć, co widać w wierszach, a wiedzieli jednocześnie że żyć już nie mogą. Mimo iż dzieło Piwowarskiego skutecznie rozrzedza sensy i przesłania, to można wyczuć grozę czającą się za każdym pięknym krajobrazem, za każdą poranną rosą na łące, każdym jesiennym lasem i za każdym uśmiechem pięknej niewinnej Barbary. Z filmu domyślamy się (tylko to pozostaje, gdy postaci nie mówią), że poecie, prawdziwemu Poecie, trudniej odchodzić, ponieważ chłonie świat intensywniej i odchodzi bardziej świadomie. To w Baczyńskim jest piękne i przerażające jednocześnie.

Obawiam się jednak, że udziwniona forma filmu sprawi tylko, że nastolatki przez kilka miesięcy będą intensywniej wypożyczać poezje Baczyńskiego (,,bo te wierszyki takie wzruszające, a co najważniejsze krótkie”), a połowa tegorocznych prezentacji maturalnych będzie dotyczyć jego życia i twórczości. Ktoś może powiedzieć, że nie doceniam polskiej młodzieży, ale zapewniam, że ja ją wprost przeceniam, zakładając, że cokolwiek wypożycza.

No i pozostanie jeszcze uwielbienie fanek dla kolejnej ,,wielkiej” roli Mateusza Kościukiewicza. Już widzę jak dziewczęta w całym kraju wieszają sobie nad łóżkiem plakaty z jego podobizną (oczywiście w intelektualnym czarnym golfie), które na jakiś czas zakryją twarz boskiego Edwarda ze Zmierzchu. Dodam jeszcze tylko, że fenomenu Kościukiewicza zupełnie nie rozumiem. Chłopak ma tylko jedną minę, tę kwaśna z przymrużonymi oczami, i strasznie niewyraźnie mówi, jakby cały czas przeżuwał coś niesmacznego. Wolałabym, żeby legendarnego poetę grał ktoś kto potrafi otwierać oczy i mówić na tyle wyraźnie by napisy nie były potrzebne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *