Charlotte Brontë i jej siostry śpiące Eryka Ostrowskiego

Podobnie jak cała rzesza humanistek w moim wieku praktycznie wychowałam się na książkach sióstr Brontë. Pamiętam, że czytane w wieku 16 lat Dziwne losy Jane Eyre były pierwszą książką, z którą spędziłam całą noc, tak mnie ta historia zafascynowała. Ważniejsze jednak okazały się Wichrowe Wzgórza, które czytałam wręcz obsesyjnie i ciągle od nowa. Jednak pomimo iż połowa mojej wyobraźni przebywa nieustannie na wrzosowiskach, a Jane, Heathcliff i Katarzyna to dla mnie jak najbardziej realne postaci, nigdy jakoś szczególnie nie interesowałam się ich wnikliwą analizą krytycznoliteracką (która mogła przecież popsuć całą przyjemność z lektury) ani też dokładnymi danymi biograficznymi na temat życia i śmierci wyjątkowo uzdolnionego rodzeństwa Brontë. Uznałam, że książka Eryka Ostrowskiego będzie dobrym uzupełnieniem moich surowych lektur, niestety chyba zbyt wiele się spodziewałam.

Trudno powiedzieć co to właściwie jest. Rozczarują się czytelnicy, którzy oczekują wnikliwej i fachowej analizy krytycznoliterackiej. Kończy się tu ona na stwierdzeniu, że wszystko co wychodziło spod pióra dowolnej osoby o nazwisku Brontë, było po prostu genialne. Nie jest to także fabularyzowana biografia, ponieważ zbyt dużo tu suchych, niepowiązanych faktów i wywodów autora. Czym zatem ta książka jest? A takim sobie zbiorem dat i hipotez, które Eryk Ostrowski przytacza za najbardziej znanymi światowymi i polskimi (Ewa Kraskowska ,,Siostry Brontë, Anna Przedpełska-Trzeciakowska ,,Na plebanii w Haworth”) badaczami życia i twórczości sławnych sióstr, które składają się na niezbyt spójną teorię mówiącą o tym, że to najstarsza i najbystrzejsza Charlotte napisała, oprócz swoich Dziwnych losów Jane Eyre, Profesora i Vilette, także pozostałe powieści sygnowane nazwiskiem Brontë, czyli Shirley, Wichrowe Wzgórza, Lokatorkę Wildfell Hall i Agnes Grey. Nie jest to oczywiście żadna nowość, a tym bardziej nie oryginalna myśl pana Ostrowskiego, który tylko przytacza mętnie hipotezy innych biografów. Właściwie to przy odrobinie złej woli (a takiej mi obecnie nie brakuje) można by stwierdzić, że Charlotte Brontë i jej siostry śpiące to 600 stron o niczym. Przyda się chyba tylko osobom, które chciałyby się w dość szybkim tempie dowiedzieć czego się da o sławnych pisarkach i ich zdegenerowanym bracie, a nie chce im się szukać starszych opracowań. Absolutnie nie liczcie na to, że poczujecie atmosferę angielskich wrzosowisk lub, że dowiecie się czegokolwiek na temat prawdziwych rysów charakterów Charlotty, Ani i Emilki. Po lekturze pozostaje jedynie frustracja, ponieważ strona za stroną łudzi się tu czytelnika, że oto już za chwileczkę, już za momencik pozna niesamowity sekret plebanii w zabitej dechami wiosce w Yorkshire, ale niestety te obietnice nie znajdują pokrycia. Nie miałabym zresztą o to aż takich pretensji (w wywiadach autor w końcu ostrzegał, że nie wiadomo niczego ani o Charlotte ani o jej siostrach na pewno), tyle że twarde fakty czy też prawdopodobne sugestie, właściwie wszystko co ciekawe czy wartościowe, zostało w tej publikacji przytłumione przez mdłą watę pseudopoetyckich wynurzeń autora. Momentami było mi aż wstyd, że czytam te egzaltowane brednie, mające być niby komentarzem do materiału dowodowego. Dziwna sprawa.

Wspomniany materiał dowodowy to chyba jedyny powód, dla którego nie sprzedam tej książki od razu (myślę nawet, że szybko by poszła; powieści Brontë dobrze się się sprzedają, szczególnie przed świętami, a książka Eryka Ostrowskiego od niedawna dzielnie im w kompleciku towarzyszy). Podoba mi się to, że mam ładne obrazki tworzone przez rodzeństwo Brontë, zdjęcia ich domu, rzeczy, przyjaciół, a nawet portrety zwierząt zamieszkałych na plebanii w Haworth. W końcu do ich oglądania nie potrzebuję zaraz zagłębiać się wynurzenia pana Ostrowskiego, których sam wielki mistrz słowa Paulo Coelho by się nie powstydził.

Są tu nawet spore cytaty z listów miłosnych pisanych przez Charlotte do Constantina Hegera, swojej wielkiej niespełnionej miłości. Szczególnie podobało mi się też domniemane zdjęcie trzech sióstr w pelerynach, na którym Charlotte wygląda jak upiór z horroru (w ogóle to na większości portretów panie pisarki wyglądają jak jakieś ułomne, kalekie czy upośledzone, szczególnie Ania).

Muszę wyznać, że książka pt. Charlotte Brontë i jej siostry śpiące raczej nie sprawiła, że odtąd moja lektura Wichrowych Wzgórz czy innych powieści pisarki z Yorkshire, będzie głębsza czy przyjemniejsza. Chyba wolałabym nie wiedzieć (choć to wcale nie musi być prawda), że córki pastora miały aż tak nierówno pod sufitem. Ania była autystycznie religijna, Emilia miała skłonności samobójcze, ponieważ z premedytacją odmawiała leczenia swojej gruźlicy (była też dziwnie męska i agresywna, chodziła z bronią i raz pobiła pięściami psa tak, że aż mu pysk spuchł), a Charlotte była masonką i masochistką oraz mentalną siostrą Pianistki Jelinek. Już sobie wyobrażam szaloną popularność horroru Brontë, w którym Branwell truje kogo wlezie i zapija się na śmierć, a Charlotta zapamiętale kopuluje ze swoim wikarym, po czym biegnie pochwalić się tatusiowi pastorowi (podobno tak wyglądały oświadczyny przyszłego małżonka). Bardzo za to podobały mi się informacje na temat tego, w jakim strasznym świecie przyszło żyć genialnej pisarce. Dwie z jej sióstr giną na skutek zimna i niedożywienia w szkole, a sama Charlotta jakoś zatrzymała się w rozwoju fizycznym, prawdopodobnie z tych samych przyczyn. W dodatku w Haworth z połowy XIX wieku średnia życia wynosiła 25 lat, do czego przyczyniały się spiski masońskie, alkoholizm, gruźlica i potworne warunki sanitarne (nic dziwnego, że członkowie rodziny pastora padali jak muchy, skoro pili wodę spod cmentarza, a znad sąsiadującymi z plebanią grobów unosiły się trujące gazy). Horror byłby z tego znakomity, ale książka o książkach wyszła, poza obrazkami, raczej kiepska.

6 myśli na temat “Charlotte Brontë i jej siostry śpiące Eryka Ostrowskiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *