Those Who Kill

Those-who-killA to pech! Akurat, gdy mi się serial spodobał ściągają go z anteny z powodu zbyt małej oglądalności. A tak się dobrze zapowiadało. Z wszystkich innych najbliżej chyba było tej produkcji do The Killing. Mamy złożoną kobiecą postać, makabryczne zbrodnie, a do tego brzydkie amerykańskie miasto tonące w szarości i strugach deszczu. Czemu ludzie nie mieliby chcieć tego oglądać. Mam cichą nadzieję, że stacja A&E jeszcze się namyśli i wznowi produkcję, ponieważ Those Who Kill jakoś wyjątkowo dobrze zapełniają pustkę po amerykańskim The Killing, co niestety nie udało się oryginalnej (i strasznie nudnej) wersji skandynawskiej.

Podobieństwo klimatyczne nie jest tu przypadkowe, ponieważ Those Who Kill, podobnie jak The Killing, również jest amerykańską przeróbka skandynawskiej produkcji (serial nazywa się Zabójcy). Główną bohaterką tej dopiero co rozpoczętej serii jest detektyw Catherine Jensen (Chloë Sevigny), która budzi niepokój widzów już od pierwszych scen. W żadnym razie nie jest to typowa, praworządna serialowa policjantka. Catherine ma za sobą mroczną przeszłość, w której prawdopodobnie jej ojciec znęcał się nad nią i zdaje się, że zabił jej brata oraz wiele innych dzieci. Bolesna przeszłość odbija się na młodej kobiecie na wiele różnych sposobów. Cathrine jest bardzo skryta, z trudem nawiązuje relacje, a ulgę w cierpieniach psychicznych przynosi jej tylko samookaleczanie (ewentualnie seks z przygodnymi partnerami). Na szczęście to, że była ofiarą przemocy czyni z niej również wyjątkowo dobrą policjantkę, która instynktownie potrafi zrozumieć sposób myślenia zabójców. O pomocy przy jednej ze spraw Catherine wybiera sobie współpracującego z policją Thomasa Schaffera (James D’Arcy) i chyba zapowiada się nawet dłuższa współpraca. Schaffer jest wyjątkowo utalentowanym profilerem i jak nikt (poza bohaterami Criminal Minds) potrafi wejść w psychikę szalonego mordercy.

Podejrzewam, że za niską oglądalnością Those Who Kill stoi nie tylko kiepska promocja, czy nieciekawy temat, ale przede wszystkim wybór aktorki do głównej roli. Chloë Sevigny, najbardziej znana chyba z przebojowego Big Love (tak, to ten serial gdzie wszystkie postaci są złe i głupie), to dobra aktorka, tyle że obdarzona dość niebanalną urodą. Jej twarz i mimika mogą rozdrażnić nawet bardzo cierpliwych widzów, o ile oczywiście nie są koneserami nieoczywistego piękna. A że dziewczyna ma krótkie włosy i raczej nie eksponuje biustu, to co się dziwić, że widownia mało liczna. Mnie osobiście sama Chloë jak i jej postać bardzo się podobają (a szczególnie to, że Catherine jest w każdej scenie bardzo dobrze ubrana, no naprawdę klasa) i zachęcam wszystkich do obejrzenia chociaż tych dwóch odcinków, które do tej pory zostały wypuszczone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *