Pomiń zawartość →

Tag: Game of Thrones

Gra o tron – wrażenia po finale siódmego sezonu (spojlery)

Ten sezon zdecydowanie różnił się od poprzednich i to nie tylko mniejszą liczbą odcinków, ale znacznie uszczuplonym gronem postaci głównych i pobocznych. Muszę przyznać, że była to dla mnie korzystna zmiana, gdyż w przeszłości zdarzało mi się zupełnie nie ogarniać sytuacji, w które były wrzucane dziwne indywidua, pokazywane ostatnio trzy sezony wcześniej. Oczywiście w siódmym sezonie też się to zdarzało, ale rzadziej (nie kojarzyłam na przykład połowy ekipy, która wybrała się z Jonem Snowem za mur, ale trudno, było ich niewielu więc doczytałam, kto jest kim:). Niestety, jak się ograniczy liczbę dość nieciekawych, płaskich postaci i związanych z nimi wątków, to i tak nie na wiele się to zda, gdy zostaniemy z mniejszą ilością ale wciąż nudziarzy, którym dano więcej czasu na miałkie dyskusje.

3 komentarze

Luźne refleksje po finale szóstej serii Gry o Tron

Wszyscy piszą, to ja też napiszę, choć daleko mi do zachwytów nad ,,najbardziej szokującym odcinkiem całej serii”. Pożytek z tego co się wydarzyło jest przynajmniej taki, że wreszcie do mnie dotarło dlaczego tysiące ludzi na całym świecie uważają, że warto śledzić poczynania bohaterów zamieszkujących fantastyczną krainę stylizowaną na średniowieczną Europę, którzy są jednowymiarowymi pacynkami, zupełnie pozbawionymi psychologii lub swoje życie wewnętrzne przed widzami skrzętnie ukrywają. Gdyby twórcy Gry o Tron pozwolili nam zrozumieć wewnętrzną motywację postaci, moglibyśmy przecież przewidzieć ich dalsze losy, no i nie byłoby niespodzianki w finale. A tak, patrzymy na dziewięć pierwszych odcinków serii nie bardzo rozumiejąc co i dlaczego się dzieje, błądzimy w wątkach niczym dzieci we mgle, ale za to po finale możemy powiedzieć, że jesteśmy naprawdę zaskoczeni, niespodzianka się udała i zginęli nie ci, na których stawialiśmy, a zupełnie inna grupa obwieszonych klejnotami i śmiesznymi ubraniami psychopatów. Hurra!

Skomentuj

O serialowym katharsis związanym z Grą o tron, czyli o finale piątej serii

Zacznę może jednak o wspomnień, nim dojdę do sedna. Wiele lat temu, gdy miałam jeszcze telewizję, oglądałam M jak Miłość. Pewno się teraz ze mnie śmiejecie, ale niestety taka jest przykra prawda. Najgorsze w patrzeniu na wygłupy Lucka, czy na to jak Hanka nalewa zupy było to, że nie znosiłam tego serialu, ale chęć zobaczenia śmierci najbardziej znienawidzonej postaci trzymała mnie przed ekranem. No i wreszcie nadszedł upragniony dzień, w którym ojciec blondasów bliźniaków umarł, a ja poczułam prawdziwą ulgę, bo nienawidziłam tego brodacza wszystkimi nerwami. Nigdy więcej nie wróciłam do M jak Miłość, już nie musiałam.

Skomentuj

Gra o tron

No i mamy wreszcie z utęsknieniem wyczekiwany początek czwartego sezonu Gry o tron. Już od pierwszego odcinka twórcy bardzo wyraźnie przypomnieli mi, za co tak nie lubię formuły tej produkcji, co mnie niemożebnie wkurza, a jednocześnie co mnie fascynuje i sprawia, że jestem pewna iż obejrzę kolejne odcinki i sezony, a nawet film kinowy, jeśli nie daj Boże taki powstanie. Jednym słowem Gra o tron to serial, który fascynuje i przyciąga głównie olbrzymimi finansowymi nakładami i dość powierzchowną baśniowo-średniowieczną wizją. Jest jak kolorowa baśń dla dorosłych, z nieprzyzwoitą wręcz ilością seksu i przemocy. To produkcja którą kocham nienawidzić, o której wiem, że nie wypada powiedzieć nic złego ponieważ każdy, ale to absolutnie KAŻDY musi uwielbiać Grę o tron. Zbliżenia na piersi, smoki oraz smutny karzeł odciągają przecież bardzo skutecznie uwagę widzów od tego, że serial jest z sezonu na sezon coraz słabszy, a książka, na motywach której go nakręcono, to też żadne arcydzieło (z wielkim bólem zmęczyłam pierwszy tom, ale co się naziewałam…).

5 komentarzy