O serialowym katharsis związanym z Grą o tron, czyli o finale piątej serii

Zacznę może jednak o wspomnień, nim dojdę do sedna. Wiele lat temu, gdy miałam jeszcze telewizję, oglądałam M jak Miłość. Pewno się teraz ze mnie śmiejecie, ale niestety taka jest przykra prawda. Najgorsze w patrzeniu na wygłupy Lucka, czy na to jak Hanka nalewa zupy było to, że nie znosiłam tego serialu, ale chęć zobaczenia śmierci najbardziej znienawidzonej postaci trzymała mnie przed ekranem. No i wreszcie nadszedł upragniony dzień, w którym ojciec blondasów bliźniaków umarł, a ja poczułam prawdziwą ulgę, bo nienawidziłam tego brodacza wszystkimi nerwami. Nigdy więcej nie wróciłam do M jak Miłość, już nie musiałam.

Wczoraj doznałam podobnego ekstatycznego uczucia, prawdziwego katharsis, gdy najbardziej zgorzkniały i bucowaty bohater Gry o tron został zadźgany przez swych towarzyszy z Nocnej Straży (mam nadzieję, że w następnym sezonie nikt go nie wskrzesi). Był to jedyny pozytywny moment całej piątej serii, która była nudna jak flaki z olejem i jak zwykle nie dała odpowiedzi na żadne pytania. Już cierpliwość mi się wyczerpywała, bo ile można sobie z widzami pogrywać, a tu taka niespodzianka. Oczywiście nie znaczy to, że nie obejrzę kolejnych serii. Przestanę się wgapiać dopiero, gdy zginie karzeł, bo to będzie świadczyć o kompletnej głupocie Martina (jakby grube tomy bardzo źle napisanej prozy tego nie robiły).

Oprócz śmierci skwaszonego Snowa (może przez te wszystkie odcinki było mu po prostu zimno lub cierpiał na zaparcia?) warto było obejrzeć finał dla długiej sceny z Cersei. Choć to nawet nie jej własne nagie ciało (lecz dublerki) spacerowało po ulicach miasta, to jednak miło, że twórcy pomyśleli o tym by pokazać, jak naprawdę wygląda biust dobrze się trzymającej czterdziestoletniej kobiety, a nie jego sylikonowa podróbka.Jon Snow

Niestety, cała reszta odcinka była wyjątkowo słaba. Najbardziej nie podoba mi się ta wieczna zabawa w kotka i myszkę. To, że praktycznie żaden z głównych wątków nie doczekał się decydującego rozwiązania uważam za tanie granie na emocjach widzów. Twórcy założyli, że z niecierpliwością wszyscy będą grzecznie czekać i w jeszcze większej liczbie zasiądą do kolejnego sezonu. Może się jednak tak stać, że wiele osób uzna, że nie ma już ochoty na taką grę. Może dla innych (normalniejszych) widzów, przyszła śmierć znienawidzonego bohatera nie jest wystarczającą rekompensatą za stracony czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *