Pomiń zawartość →

Tag: Christoph Waltz

Counterpart, Downsizing i Morderstwo w Orient Expressie, czyli o produkcjach, które zawiodły

Oczywiście jest to wyłącznie mój sugestywny punkt widzenia i kwestia mojego (pewno niezbyt dobrego) gustu do filmów i seriali, ale wymienione w tytule pozycje uważam za najbardziej zawodzące nadzieje widzów w ostatnim czasie. Tyle czekania i nadziei, znakomite zapowiedzi, świetne aktorstwo i ogólnie top topów miał być, a wyszła nuda, dziwność i sztuczność. Są oczywiście fani, których Counterpart z odcinka na odcinek napawa zachwytem lub osoby, które obejrzały już Morderstwo w Orient Expressie z dziesięć razy, ale ja zdecydowanie do tego grona nie należę, choć zapewniam, że bym chciała. Cóż poradzić jednak, gdy człowiek podczas oglądania czuje zamiast ekscytacji senność, ewentualnie poirytowanie?:(

Komentarz

Tulipanowa gorączka

Ten film to bardzo rozczarowująca adaptacja nie aż tak dobrej książki. Trzeba było się nieźle postarać, żeby zepsuć całkiem wciągającą, miłą dla czytelników powieść, ale się udało niestety. Jedynym, co w moim odczuciu zasługuje tutaj na pochwałę są drobiazgowo odtworzone realia XVII-wiecznego Amsterdamu. W tych mrocznych kadrach, ciepłych półcieniach, w szeleście bogatych sukien i nasyconych barwach kwiatów czuć atmosferę gwarnego, zamożnego portu. Częścią tej atmosfery jest także sięgająca zenitu tytułowa tulipanowa gorączka. Giełda cennych cebulek kwitnie, a wraz z nią wznoszą się i upadają fortuny Holendrów, ulegających hipnotycznemu czarowi rzadkich okazów. Gdyby tylko o tym był ten film (na przykład w formie dokumentu) obejrzałabym go z wypiekami na twarzy, ale że doczepiono do fabuły nieszczęsną historię miłosną, efektu wow! nie było.

Komentarz

Tarzan: Legenda

Wszyscy spodziewali się jakiejś wielkiej katastrofy, wspominając to co David Yates zrobił z Harrym Potterem, ale nie jest aż tak źle. Właściwie to całkiem dobry film, a pisząc dobry mam na myśli, że spokojnie można go obejrzeć na przykład w święta czy po niedzielnym obiedzie (ciekawe czy ktoś już wymyślił nazwę dla takich lekko staromodnych, sympatycznych usypiaczy). Poszłam na Tarzana, bo zawsze chętnie patrzę na to jak dzika przyroda broni się przed ludzkimi szkodnikami. No i oczywiście chciałam zobaczyć Alexandra Skarsgårda:) Choć biega bez koszuli, to jednak patrzy się na niego znacznie przyjemniej niż na lekko obleśnych panów z Magic Mike’a, no i przywodzi na myśl najbardziej wyluzowanego wampira wszech czasów, wikinga Eryka z Czystej krwi. Po piskach na widowni wnioskuję, że fanki nie były zawiedzione występem szwedzkiego aktora buszującego pośród konarów drzew.

Skomentuj

Spectre

Po wyjściu z kina nie czułam, że moje poświęcenie, czyli siedzenie do północy na seansie, to był stracony czas, ale zdecydowanie zachwytów też nie było. Naprawdę nie zdziwiłam się, że kilku osobom zdarzyło się wyjść z sali i już nie wrócić. Nie jest to żadna sensacja, nie ma na co się nakręcać. Bond jak zwykle robi za słup reklamowy dla dóbr luksusowych, uprawia smutny seks z nowo poznanymi kobietami, a w przerwach ratuje świat. Zmienia się tylko to, że (jak na mój gust) mówi coraz mniej. Mimo tego jest bardziej ludzki, a jego przeciwnicy coraz bardziej karykaturalni. No, ale jak zwykle w przypadku tej serii, trzeba albo się pogodzić z tym, że to kicz, umowność, ironia i emanacja współczesnych trendów, albo zwyczajnie sobie odpuścić. Spectre nie da się oglądać na poważnie.

Skomentuj

Wielkie oczy

Po obejrzeniu tego filmu fani Tima Burtona z pewnością westchną z politowaniem i głębokim przeświadczeniem, że już lepiej by ich ulubiony reżyser pozostał w świecie swych groteskowych fantazji. Główną zaletą Wielkich oczu jest to, że przybliża widzom postać słynnej w latach pięćdziesiątych malarki Margaret Keane oraz ukazuje konflikt między nią a jej szanownym małżonkiem Walterem, który długo podawał się za autora jej obrazów, czerpiąc z tego procederu olbrzymie profity. Niestety z formą artystyczną tego przekazu jest już gorzej, film ogląda się bez emocji, z narastającym poirytowaniem i znudzeniem.

5 komentarzy

Szefowie wrogowie 2

Ten film może podobać się chyba tylko masochistom i dzieciakom o bardzo spaczonym poczuciu humoru. Niedawno dzięki pewnemu komentarzowi na blogu, dowiedziałam się o tym, że istnieje osobna kategoria filmów amerykańskich tylko dla zaćpanych i to zdecydowanie jest jeden z tych filmów. Oczami wyobraźni już widzę (choć wcale nie chcę) pryszczatych nastolatków płci męskiej zaśmiewających się z tych kloacznych dowcipasów, że aż im cola nosem wypływ, a aparaty na zębach pękają. Szefowie wrogowie 2 to, według mojego subiektywnego odczucia, film zrobiony przez głupich ludzi dla głupich ludzi, przy czym tych pierwszych usprawiedliwia trochę suma pieniędzy jaką za to zainkasowali. Widzów (w tym także mnie) już nic nie usprawiedliwia. Cóż to za chora przyjemność, oglądać film, żeby się przekonać, jak naprawdę źle może być?

Komentarz