Pomiń zawartość →

Rectify

Rectify zapowiadał się naprawdę ciekawie. Kto nie chciałby zobaczyć jak współczesny świat postrzega mężczyzna, który spędził 20 lat w celi śmierci? Można by się spodziewać, że facet, który całą młodość przebywał w ciasnym pomieszczeniu bez internetu i telewizji, będzie bardzo podekscytowany tym, co go czeka na zewnątrz. Tymczasem bohater Rectify, autystycznie odcina się od rzeczywistości, a cała akcja zdaje się skupiać na starym jak świat telewizji zagadnieniu, czyli ,,kto zabił piękną młodą dziewczynę”.

W tym świetle nowy serial jawi się jako taki Twin Peaks dwadzieścia lat później. Dowody z DNA potwierdziły, że to nie Daniel Holden zgwałcił i zamordował, więc go puszczamy. Problem teraz w tym, że zabójca ciągle gdzieś tam jest. Snuje się po tajemniczym małym miasteczku (a każdy widz wie, że nie ma nic tak groźnego niż amerykańskie małe miasteczko).

W tym wszystkim najbardziej ciekawą kwestia wydaje się życie wewnętrzne Holdena. Jego psychika w bardzo ciekawy sposób została zniekształcona ciągłym poczuciem zbliżającej się śmierci, co spowodowało powstanie ciekawej filozofii życiowej, takiego jakby buddyjskiego dystansu do rzeczy, spraw i ludzi. W porównaniu z tym co się dzieje w jego wnętrzu, wątłe wątki sensacyjne dotyczące jego kolegów z liceum, zabitej dziewczyny czy też zmian jakie podczas nieobecności zaszły w jego rodzinie, wydają się naprawdę nieciekawie. A może to tylko mnie się już historie tajemniczych morderstw, małych społeczności i nastoletnich piękności już zupełnie przejadły?

Opublikowano w Seriale

3 komentarze

  1. SpokoWap SpokoWap

    Mnie się podobało, choć faktycznie czterech liter nie urywa. Dwa czy trzy odcinki są znakomite, pozostałe zaledwie niezłe, ale w rezultacie to dobry serial jest. Porządnie zagrany i zrealizowany. Na pewno obejrzę drugi sezon.

  2. […] Orange Is the New Black wciąga tak, że już po dwóch odcinkach, gdy wychodzi się z fabularnego chaosu, widzowie zaczynają dziękować Bogu, że Netflix udostępnił od razu całą serię. Jakbym miała do czegoś porównać charakter tej opowieści (a wiecie jak lubię to robić), to musiałabym stwierdzić, że nowy serial jest jak komediowa, żeńska wersja Prison Break. Momentami jest to oczywiście niemal absurdalna parodia kina więziennego, ale tym bardziej chce się na to patrzeć. Zamiast ciachania nożami, mamy walkę na wytrzymałość na głód; zamiast rozterek, skąd wziąć papierosy, mamy problemy typu ,,jak zadbać o urodę w więzieniu”; no a zamiast osławionych gwałtów pod prysznicem, mamy namiętne sceny z udziałem ochoczych gołych Latynosek. Sporo pary spuszczono z więziennego patosu, co może szczególnie ucieszyć widzów takich jak ja, którzy jednocześnie oglądają The Killing i Rectify. […]

  3. nneeeexxxt nneeeexxxt

    Bardzo dobry serial – jeden z najlepszych w ostatnich latach – czekam na drugi sezon.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.