NSU: Brunatni zabójcy

Mieliśmy okazję obejrzeć pierwsze odcinki nowego serialu CANAL+ poświęconego grupie niemieckich nacjonalistycznych terrorystów, który wywarł na nas wielkie wrażenie. Nie jest to może mistrzostwo świata jeśli chodzi o formę, grę aktorską czy odkrywczość dialogów, ale za to poraża prawdą historyczną. Jest to lekcja o tym co działo się w Niemczech w niedalekiej przeszłości, ale też o tym, co dzieje się obecnie na całym świecie. Ewolucja młodych ludzi ze Wschodnich Niemiec, którzy po 1989 roku nie bardzo wiedzą co z sobą zrobić i stają się faszystowskimi fanatykami, to ostrzeżenie przed tym, co nas czeka gdy sytuacja wśród młodych, sfrustrowanych i wrogo nastawionych do obcych Europejczyków nie ulegnie zmianie. Tę opartą na faktach fabułę, bardzo bliską dokumentowi, powinno się pokazywać maturzystom na lekcjach historii.

Narodziny zła

Akcja serialu NSU: Brunatni zabójcy rozpoczyna się tuż przed upadkiem Muru Berlińskiego. Poznajemy dwie urocze uczennice, z których każda pójdzie zaraz własną drogą. Sandra (Nina Gummich) to ta porządniejsza, która dobrze się uczy i chce coś w życiu osiągnąć. Za to Beate (Anna Maria Mühe) nie ma takich ambicji, jest bardziej niepokorna i absolutnie nie odpowiada jej dalsza edukacja. Jej buntownicze nastawienie, brak pracy po opuszczeniu szkoły i kłopoty rodzinne związane z alkoholizmem matki, sprawiają, że w naturalny spokój wpasowuje się w buzujące agresją środowisko neonazistów. Beate wiąże się z charyzmatycznym Uwe Mundlosem (Albrecht Schuch), chłopakiem opętanym misją wybawienia Niemiec od coraz liczniejszych imigrantów i Żydów (choć zapewne żadnego w życiu nie spotkał). Początkowo jakby z miłości i dla zaspokojenia wymagań Uwego, potem już coraz bardziej ochoczo, nasza bohaterka uczestniczy w akcjach NSU (Narodowosocjalistyczne Podziemie), które z biegiem lat zmieniają się z dziecinnych wybryków, w naprawdę niebezpieczne zamachy.

Po obejrzeniu pierwszego odcinka, poczytałam trochę w sieci o prawdziwych członkach NSU, na których wzorowano serialowych bohaterów. Odpowiedzialni za dziesięć morderstw, piętnaście napadów i dwa zamachy bombowe neonaziści, nadal pozostają tajemnicą dla opinii publicznej. Wciąż trwa proces Beate Zschäpe i osób z jej otoczenia, wśród których nie ma niestety dwóch innych liderów grupy, zmarłych wskutek samobójstwa po nieudanym napadzie na bank. Nic nie jest do końca jasne, możemy tylko podejrzewać jak wyglądała prawda, a co najgorsze, nie wiadomo ilu członków tego niebezpiecznego ugrupowania pozostaje wciąż na wolności (możliwe, że nawet dwustu).

To możemy być my

Działalność NSU nabrała rozgłosu w latach 2000-2007 kiedy to młodzi ludzie zafascynowani nazizmem, dokonywali brutalnych morderstw na obywatelach obcego pochodzenia. Serial jednak nie skupia się na ich zbrodniach, tylko stara się bardziej wyjaśnić widzom, jak w ogóle mogło dojść do tego, że grupka młodych frustratów, zaczęła mieć tak niebezpieczne pomysły.
Obserwując Beate i jej kolegów pochodzących ze skromnych, porządnych rodzin, w pewnym momencie zaczęłam ich nawet rozumieć. Akcja rozgrywa się jeszcze przed kryzysem imigracyjnym, ale młodzi Niemcy mają w głowach dokładnie to samo co na przykład obecnie Polacy o prawicowych zapatrywaniach, ubrani w odzież patriotyczną i wyposażeni w kije bejsbolowe z symbolami narodowymi.

Na początku trudno mi było uwierzyć, że nabuzowane dzieciaki znalazły tylu zwolenników i współpracowników, jednak wsłuchując się w te wszystkie wypowiadane frazesy, byłam w stanie pojąć ich motywację i to jest w tym wszystkim najgorsze. Młodzi fanatycy bez perspektyw, ale za to z wyrywkową wiedzą historyczną i silną potrzebą przynależności do grupy i buntu przeciwko temu co stworzyli rodzice, cóż, to brzmi bardzo znajomo. Zaczyna się od żartów podczas odwiedzin obozu w Buchenwaldzie, a nim się obejrzymy, giną niewinni ludzie.

Uważam, że serial o NSU to rzecz ważna i konieczna do obejrzenia tej jesieni. Widmo nacjonalizmu krąży po Europie, zamachy bombowe stały się naszą codziennością, podobnie jak narracja szerząca nienawiść do przybyszów z zewnątrz. A wszystko przez źle zagospodarowaną energię młodości (z obu stron oczywiście), nadmiar agresji i frustrację wynikającą z bezradności. Myślę, że nawet rodzimym neonazistom przydałby się taki seans, bo może mogliby wtedy zrozumieć jak głupio i nielogiczne brzmią wykrzykiwane przez nich hasła i jak bezsensowną drogą jest agresja przeciwko temu, kto nie jest w ich mniemaniu prawdziwym Polakiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *