Niewdzięczny los pisarek (The Wife, Can You Ever Forgive Me?)

Sam zawód pisarza, obrosły w legendy jak żaden inny, wydaje się już być ogromnie kłopotliwym powołaniem, a co dopiero jego żeńska odmiana. Wszak oprócz typowych życiowych i artystycznych przeszkód, takich jak brak artystycznej wizji, zderzenie z niezrozumieniem i wrogością czytelników i krytyków, późne rozpoczęcie kariery (bo wszak trzeba się najpierw obczytać), no i oczywiście niewspółmierność zarobków (tych nielicznych twórców, którym się udało) do ogromnego wysiłku jaki wkładają w każde napisane przez siebie zdanie, muszą jeszcze uporać się z potworem genderą. Nie bez powodu wielu z nas gdy słyszy słowo ,,pisarz” widzi w wyobraźni wychudzonego, nędznie odzianego typa z gruźliczą twarzą i desperacją wypisaną w spojrzeniu. A co dopiero, gdy do pisania garnie się kobieta! Ona nie ma za sobą nawet tych stuleci romantycznej legendy głodującego artysty, bo przecież dopiero niedawno pozwolono niewiastom przemawiać w pełni własnym głosem. Oba filmy, które dzisiaj polecam, pokazują, że i to pozwolenie jest bardzo warunkowe, a twórczynie nie mają nadal pozycji równej swoim kolegom, często mniej utalentowanych i nie tak życiowo obciążonym. A mimo tego są takie odważne osobniki, które wciąż próbują, a jak się nie da normalnie, uczciwie i wprost, to znajdują inne, bardzo kreatywne sposoby na ekspresję literackiego talentu. 

The Wife

Żona to klasyczna, stylowa, porządnie zagrana opowieść o pewnym starszym małżeństwie. Joego (Jonathan Pryce) i Joan (Glenn Close) poznajemy w najszczęśliwszym momencie w życiu, gdyż mężczyzna właśnie odbiera telefon, informujący go, że właśnie został laureatem literackiej Nagrody Nobla. Nasi uroczy seniorzy cieszą się z tego jak dzieci, śmiejąc się i skacząc na łóżku. Zaraz jednak dosięga ich ogrom tego, z czym przyjedzie się teraz zmierzyć. W pierwszej kolejności czeka ich podróż ze Stanów do Sztokholmu i odbiór medalu. Jest to dla nich wielka próba charakteru, szczególnie, że towarzyszy im także syn, David (Max Irons), marzący by jak ojciec zostać pisarzem i skutecznie podgrzewający i tak napiętą momentami atmosferę między rodzicami. W samolocie do Szwecji znajduje się również dociekliwy dziennikarz, Nathaniel Bone (Christian Slater), drążący w przeszłości świeżo upieczonego noblisty i pragnący napisać jego biografię. 

W Sztokholmie, podczas przygotowań do ceremonii i w jej trakcie, dochodzi do przesilenia w związku pisarza i jego żony. Dzięki rozmowie przeprowadzonej przez Bone’a z Joan, a także licznym retrospekcjom z lat 50-tych, kiedy to para się poznała, zaczynamy lepiej rozumieć dynamikę tej zawiłej relacji. Nie zdradzę chyba za wiele pisząc (bo wszystko to jest w trailerze), że to Joan jest tu najbardziej utalentowaną personą, obdarzoną, jak mawia jej mąż, złotym dotykiem. Sama siebie jednak nazywa kingmakerem, sugerując, że jej największym dziełem, pomnikiem jej talentu, jest kariera męża. Patrząc na Joan nie sposób od razu nie pomyśleć o serialowej Claire Underwood, czyli połowie najpotężniejszego duetu Ameryki, bez której Frank nie odniósłby takiego sukcesu. 

Bardzo spodobało mi się to w jak nieoczywisty sposób ukazano w Żonie małżeńską współpracę. Nie jest to typowa zamiana ról, a bardzo skomplikowany układ. Jeszcze więcej zachwytu wzbudziło we mnie jednak to, jak szczerze i realnie przedstawiono realia związku. Abstrahując już od literackiego geniuszu, który żona musiała skryć (bo jako kobiecie jasno dano jej do zrozumienia, że kariery nie zrobi i lepiej żeby zostawiła chłopcom taką zabawę), jest to przede wszystkim historia związku, w której każde małżeństwo z długim stażem będzie mogło się przejrzeć jak w lustrze. Co w związku jest wspólne, a co nie? Jak nie chować urazy za nasze dobrowolne poświęcenia? Czyja praca jest więcej warta? Jak na koniec wypada bilans naszego związku? Osobiście, choć mój związek nie trwa nawet połowy tego czasu co bohaterów filmowych, także zadaję sobie już takie pytania. W ogóle dużo myślę o tym, że związki dzielą się na te, gdzie każdy pracuje na siebie i swoją markę oraz takie, w których dwoje ludzi tworzy jedno rodzinne przedsiębiorstwo i rozlicza wszystko wspólnie. Jestem chyba w tej drugiej grupie i dlatego tak mnie obeszła ta fabuła. Bardzo to wszystko życiowe. 

Zapamiętam Żonę także z tego, jak ukazano tu najpiękniejszy moment w życiu pisarza, czyli otrzymanie Nagrody Nobla. Patrzy się na tych ludzi i widzi dosłownie koronę stworzenia, to co najlepsze, najmądrzejsze w naszym gatunku ma raz do roku swoje święto. No coś wspaniałego! Szkoda tylko, że z jednej strony, dla pisarki takiej jak Joan te zaszczyty dostępne są tylko poprzez męskie pośrednictwo, a z drugiej strony sama Nagroda Nobla, zwłaszcza jej literacka wersja, nie ma już tego prestiżu co dawniej. 

Can You Ever Forgive Me? 

Film wart uwagi nie tylko ze względu na temat, ale i znakomitą rolę Melissy McCarthy. Charakterystyczna aktorka wyjątkowo nie gra w komedii, no coś takiego:). Jest to historia starzejącej się, samotnej, depresyjnej autorki niegdyś poczytnych biografii wielkich gwiazd. Niestety, jej ostatnia książka (biografia Estee Lauder) odniosła spektakularną klapę, na skutek czego   Lee Israel (postać podobno autentyczna) znalazła się na granicy ubóstwa, popadła w alkoholizm, a do tego dopadła ją paskudna blokada twórcza. Szans na zdobycie kolejnego kontraktu na książkę też raczej nie ma z powodu jej uroczego, acz wrednego i nieprzysiadalnego charakterku, którego Lee nie ma zamiaru zmieniać. Przełomem w tej sytuacji okazuje się znaleziony przez nią przypadkiem list od Fanny Brice, który, po drobnych przeróbkach, udaje się jej korzystnie sprzedać. I tak, krok po kroczku, pisarka rozkręca masową produkcję korespondencji celebrytów minionej epoki, do czego jeszcze zachęca ją nowy przyjaciel, homoseksualny dandys Jack Hock (Richard E. Grand). Nie muszę chyba pisać, że karząca ręka sprawiedliwości musi prędzej czy później dopaść Lee. 

Tym, co mnie urzekło (o ile można tak napisać przy okazji tak ponurej historii) jest mimo wszystko przebłysk radości u naszej bohaterki, która nagle odżywa oddając się twórczości, chociaż nie jest to literatura w tradycyjnym wydaniu. Jak każdy utalentowany twórca, pisarka potrzebuje swojej pracy jak oddychania, dlatego też (razem z potrzebą finansową) daje upust wyobraźni tworząc fikcyjne listy. Druga sprawa to ogromny realizm, z jakim pokazano codzienne życie pisarki przymierającej głodem. Z jednej strony to typowe, a z drugiej ta bieda nie jest malownicza, bo ani artystka wychudzona, ani jej kwatera szczególnie pociągająca. Obrazem wewnętrznej nędzy i rozpaczy pani Israel są kocie odchody pod łóżkiem, muchy zdychające na poduszkach i ogólne zafajdanie każdej płaskiej powierzchni. A w środku tego wszystkiego powstają skrzące się wyrafinowanym humorem epistoły, za które antykwariusze gotowi są płacić setki dolarów. 

Koniecznie muszę też wspomnieć o kocim wątku, bo tym mnie absolutnie podbiła postać Lee Israel. W ogóle filmowa pisarka jest jak cebula z wieloma fascynującymi warstwami, a najciekawiej przez jej głębię podróżuje się tropem starej czarno-białej kotki. No spróbujcie się nie wzruszyć ich relacją. 

Fascynujące aktorki

Oprócz tego, że oba filmy opisane powyżej poruszają temat literatury tworzonej przez kobiety, to mają ze sobą jeszcze jedną ważną wspólną cechę: w obu główne role powierzono starszym niż się widuje na co dzień na ekranie aktorkom, w dodatku o kontrowersyjnej urodzie. Melissa McCarthy udowadnia, że potrafi nas wzruszyć, wzbudzić współczucie i gniew, a nie tylko rozśmieszyć w kolejnej niezbyt mądrej komedii. W tej twarzy widać inteligencję, dzięki czemu jest bardzo wiarygodna jako autorka. Z kolei Glenn Close słusznie otrzymuje teraz całą lawinę pochwał, nagród i nominacji, bo ta kobieta (wbrew warunkom i wiekowi) potrafi zagrać dosłownie wszystko.  Jeśli miałabym polecić z Żony tylko jedną scenę, to byłaby to rozmowa z Christianem Slaterem, w której jest tak barwna i czarujące, że spokojnie wierzymy, że dziennikarz flirtuje z żoną noblisty. Już ona wie jak pokazać ciekawą osobowość. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *