Koneser

Czasami chyba każdy ma ochotę na obejrzenie czegoś lekkiego i przede wszystkim sprawiającego radość oczom i trochę też mózgowi. Nie wiem jak wy, ale ja wtedy lubię obejrzeć coś z działu ,,filmy o sztuce”. Może to świadczy o moich kompleksach, ale jak tak sobie pooglądam malarzy, rzeźbiarzy czy ekranowych poetów, to od razu czuje się bardziej inteligentna i uduchowiona. Idealnie jest gdy taka artystyczna, choć nie skomplikowana fabuła, ma jeszcze watek kryminalny, zmuszający widza do myślenia. Oj, wtedy jest naprawdę miło i jeśli szuka się tylko tego, to takie filmy jak Koneser okazują się idealne.

Już sama zapowiedź mnie zafascynowała. Mamy snobistycznego starszego pana pokazywanego na tle renesansowych i barokowych dzieł sztuki oraz podglądającego przez dziurkę od klucza piękną młodą kobietę. Niestety, po obejrzeniu całości można czuć niedosyt i rozczarowanie, ale tylko jeśli liczy się na jakieś wielkie kino czy ambitną, oryginalna tematykę.

Głównym bohaterem Konesera jest Virgil Oldman (Geoffrey Rush), który, gdyby się sprawy dobrze potoczyły, byłby moim ulubionym bohaterem filmowym. Jest to mężczyzna w zdecydowanie zaawansowanym wieku, właściciel znanego domu aukcyjnego oraz wybitny znawca malarstwa i rzeźby. Życiem Oldmana rządzą pedantyczne nawyki i zabójcza skrupulatność we wszystkim co robi. W jego światopoglądzie nie mieszczą się jakiekolwiek głębsze, czy choćby cieplejsze relacje z innymi ludźmi, których traktuje z dystansem lub wręcz pogardą. Wychodzi one ze (słusznego) założenia, że ludzie mogą go tylko wykorzystać i skrzywdzić. Całą swoją pasję przelewa na pracę, oraz na potajemne gromadzenie najpiękniejszych portretów kobiet jakie stworzyła zachodnia kultura w całej swojej historii. A co, stać go! Niespodziewanie, wieczko tej zamkniętej w sobie konserwy ludzkiej zostaje podważone. Oldman po raz pierwszy w życiu zaprzyjaźnia się z kobietą, w dodatku dość niezwykłą. Jego wybór pada na klientkę, która od dzieciństwa cierpi na ostrą agorafobię, nie pozwalającą jej nawet na wyjście z pokoju. Osamotniony mężczyzna widzi w samotniczce swoje odbicie i wpada w objęcia miłości jak przysłowiowa śliwka w kompot. Niestety po rozmowach przez drzwi, wyznaniach i wspólnych nocach sprawa się nieco komplikuje.

Film spełnił moje oczekiwania w tym sensie, że pokazuje wiele wspaniałych dzieł sztuki, a jego bohaterowie praktycznie oddychają esencją piękna sączącą się z każdej ściany z bezcennymi obrazami. Jak już wspomniałam, spodobał mi się także główny bohater, ale już mniej jego przemiana. Sztywny, spięty, farbujący włosy dziadek w rękawiczkach, zamienia się w mgnieniu oka w zakochanego marzyciela, który w przypływie uczuć zapomina nawet o tym, że ma wielką aukcje do poprowadzenia. Wolałabym już, żeby został do końca tym zgredem. Muszę także zastrzec, że wątek miłosno-sensacyjny od początku wydaje się mocno podejrzany, przez co nie ma na końcu żadnej niespodzianki. Cała afera jest grubymi nićmi szyta, a reżyser w wielu miejscach wybiera sobie drogę na skróty. By móc się wczuć, akcja powinna choćby sprawiać wrażenie wiarygodnej i logicznej. Niestety ani szybkie uzdrowienie Claire z agorafobii, ani tym bardziej łatwość z jaką daje się ona uwieść starszemu panu, nie są w stanie uśpić czujności widzów.

Jeśli, tak jak ja, czasami macie ochotę uzupełnić swoją edukację artystyczną poprzez obejrzenie filmu o sztuce, to gorąco polecam ekranizacje powieści Arturo Perez-Reverte. Nie jest to literatura najwyższych lotów, a jedynie sprawnie napisane powieści kryminalne, jednak ich świat naprawę wciąga. Szczególnie lubię Dziewiąte wrota Polańskiego oraz uroczą starą ekranizację Szachownicy flamandzkiej z młodziutką Kate Beckinsale. To wprost idealne filmy dla pretensjonalnych sztywniaków, w których (tak jak we mnie) Koneser pozostawił niedosyt artystycznych wrażeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *