Pomiń zawartość →

Gotham

Nadeszły smutne czasy dla bohaterów, skoro kręci się coś takiego jak Gotham. Przykro mi o tym pisać, ale to jest naprawdę złe. Prawdę mówiąc jest to aż tak nudne, kiczowate i pozbawione stylu, że gotowa bym była zapłacić, byle tylko nie musieć oglądać kolejnego odcinka. W czasach mojej młodości (koniec poprzedniego stulecia) był taki serial animowany o nastoletnim Batmanie z przyszłości i nawet to było lepsze od papki jaką dostaliśmy w tym roku. Można się było tego w sumie spodziewać skoro twórcą serii jest Bruno Heller. Jego produkcje (np. Mentalista) wyróżniają się charakterystyczną ciepłą aurą, która do kryminalnej tematyki, na którą się uparł, pasuje jak pięść do nosa (lub, jak ostatnio przeczytałam, jak garb do ściany). Szczerze radzę by każdy, kto jeszcze nie widział, trzymał się od Gotham z daleka.

Nuda i dziwolągi

Pokazywane w serialu Gotham City to siedlisko zła i korupcji, które do złudzenia przypomina kreowane w telewizji od lat oblicze biedniejszych dzielnic Nowego Jorku. Mamy niestety czasy przedbatmanowskie. Pierwszy odcinek zaczyna się od ulicznego morderstwa rodziców Bruce’a Wayne’a (David Mazouz), który na razie jest tylko małym przestraszonym chłopcem. Oczywiście całość zdarzenia obserwuje z ukrycia młoda kocica Selina Kyle (Camren Bicandova), a śledztwo prowadzi praworządny i do bólu poprawny komisarz James Gordon (Ben McKenzie). Z braku głównego bohatera to właśnie Gordonowi i jego ciężkiej pracy w policji Gotham poświęcona jest większość uwagi. Młody komisarz ma niełatwe życie, ponieważ przyszło mu funkcjonować w mieście będącym prawdziwą wylęgarnią potworności. Na tle dziwacznych, karykaturalnych postaci, on jeden zdaje się mieć jeszcze jakieś skrupuły moralne (i w miarę normalne, choć też bez przesady, rysy twarzy). Ludzie, których spotyka na co dzień, to po połowie przyszli bohaterowie batmańskiej sagi (pingwiniaści, koci, bluszczowaci itd.) oraz starzy wyjadacze przypominający włoskich mafijnych bossów. W sumie nic ciekawego.

Mój problem z tym serialem chyba polega na tym, że Gordon jest zbyt normalny, a przestępcy za mocno przegięci. Zresztą każdy jest tu cudakiem absolutnym, nadającym się do cyrku bez kostiumu czy charakteryzacji. Pingwin i kocica są niewiarygodni w swych rolach, ponieważ z filmów wyraźnie wynika, że to nie ich cechy fizyczne, a psychika odpowiadająca na trudne przeżycia sprawiła, że stali się dwuznacznymi arcywrogami Batmana, w których jednocześnie jak w lustrze odbijała się jego ciemna strona. Tymczasem dostajemy postaci, które od razu (no normalnie od poczęcia) są skończonymi komiksowymi typami. Jakoś w to nie wierzę. Pingwin człapie jakby miał pełno w gaciach, Ivy od małego obsadza bluszczem mieszkanie, a kocica ma tak kocie rysy twarzy (gdzie oni znaleźli taką aktorkę?), że moje kotki płoną ze wstydu na je widok, bo są pod względem anatomicznym mniej kocie. To tylko przykłady, ale zapewniam, że z resztą gangsterów, przypadkowych mścicieli, a nawet z ,,normalnymi” ludźmi wcale nie jest tu lepiej. Partner Gordona jest jakimś psychopatą, a jego dziewczyna ma demoniczną fizjonomię i gada jak potłuczona. Razem wszystko zwyczajnie się kupy nie trzyma. Jeden nudny komisarz to za mało, żeby zrównoważyć tę galerię osobliwości.

Ben McKenzie
Ben McKenzie (James Gordon) i Donal Logue (Harvey Bullock)

Poddaję się. Nie oglądam.

Widziałam już dziwniejsze seriale niż Gotham, ale naprawdę mało jest takich, które byłyby równie nudne. Choćbym nie wiem jak się starała, z każdym odcinkiem ogarnia mnie coraz większa senność i znużenie. Moje ciało dosłownie broni się jak może przed tym czego mózg nie może znieść. (Na szczęście nie tylko ja tak mam. Mój mąż zasnął już na pilocie, który przecież z założenia powinien być najciekawszy). Nie ma więc chyba po co się męczyć i czas już najwyższy zakończyć przygodę z Gotham. W ogóle uważam, że ten serial od początku miał słabe szanse, bo co to za pomysł, żeby robić Gotham bez Batmana? Mogło się udać chyba tylko pod warunkiem stworzenia naprawdę dobrego scenariusza i obsadzenia utalentowanych aktorów. Tymczasem torturuje się nas trzeciorzędnymi artystami i koszmarnie pustymi dialogami o tym, że musimy chronić niewinnych, bo są naszą przyszłością no i że prawo jest ważne, bo bez niego nie mamy nic. Najstraszniejszy jest McKenzie i jego tępy wyraz twarzy. Ten facet powinien grać tylko epizodyczne role starszych braci lub dobrotliwych wujków, a nie charyzmatycznych gliniarzy. Długo nie uda mi się także zapomnieć paskudnego wyrazu twarzy Erin Richards, grającej Barbarę, a także wątłego Davida Mazouza, który gra Bruce’a jakby się wcielał w ofiarę pobicia przez starszych kolegów, a nie w przyszłego mrocznego mściciela. Bardzo nieprzyjemnie prezentuje się także Jada Pinkett Smith w roli Fish, ulubienicy największych zakapiorów w okolicy.

Zawsze wydawało mi się, że w serii o Batmanie chodzi o coś więcej niż w zwykłym kryminale, ale niestety, twórcy Gotham mają na ten temat inne zdanie. Lubiłam czarne charaktery, które choć groźne, nie były jednak pozbawione pewnego wdzięku, przewrotności i inteligencji. No i te kobiety! To ich szczególne połączenie drapieżności i seksapilu było zawsze idealnym uzupełnieniem dla męskiej siły Batmana zakutej w czarną gumę. Tu nie może być mowy o czymś podobnym, bo przecież to tylko dzieci. Oślizła i najeżona Fish nie wystarczy. Cóż, trudno. Na szczęście dobrych seriali tej jesieni nie brakuje.

Aha, jeśli będziecie dalej oglądać, to dajcie mi znać gdy pojawi się Joker. Jestem ciekawa, czy nawet jego uda się zniekształcić pokazując nastoletnie wcielenie faceta o najbardziej zwichrowanej psychice i o najbardziej uroczym uśmiechu ever.

 

Opublikowano w Seriale

Komentarz

  1. A mnie się bardzo podoba ten serial… W każdym tygodniu z niecierpliwieniem czekam na kolejny odcinek. No, ale o gustach się nie dyskutuje ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.